strona gwna > wstp
O przyjani
Karolina Staszak

W pewnych obszarach ycia zdecydowanie naley unika zayoci. Zbyt serdeczne stosunki mog pozbawi nas obiektywizmu, krpowa w dziaaniu czy te formuowaniu rzetelnych ocen. Myl, e problemy wspczesnego artworldu, w wymiarze lokalnym, bior si w duym stopniu z jego towarzyskiego charakteru. Trudno na przykad krytykowi sztuki uczciwie odnie si do miernej dziaalnoci instytucji, z ktrej tak zwanym pionem merytorycznym cz go stosunki koleeskie. Czasami nawet nie chodzi o realne przyjanie, lecz potencjalnie ukadn wspprac – skrytykujesz wan imprez, zapomnij o zaproszeniu na nastpne wydarzenie i przyzwyczaj si do tego, e przestajesz by widoczny. Ale jeli traktuje si swoich czytelnikw powanie, nie powinno by w tej kwestii dylematu. W bardzo subiektywnym przypomnieniu roku 2017 mianem „najgupszego wydarzenia” okreliam opisywany przeze mnie w poprzednim numerze konkurs malarski „Bielska Jesie” – w krtkiej notatce tumacz, skd tak ostre sowa.
Kluczowe jest chyba to, by przed podjciem wyzwania, jakim jest popularyzacja sztuki tudzie jej krytyka, odpowiedzie sobie na pytanie – czy obszar sztuki ma mi suy do robienia (mdej) kariery, czy chc w nim dziaa, poniewa mam (albo chocia wydaje mi si, e mam) co do powiedzenia? I czym w ogle jest dla mnie owa sztuka, o ktrej marzy mi si pisa? Co w niej ceni i dlaczego? Jeli w por nie odpowiemy sobie na te pytania, moemy si szybko da wcign w gr jako obsugiwacze tego czy innego rodowiska. Niektrym to nie przeszkadza, ale inni do dzi narzekaj, jak to trudno wybi si na autonomi. Nie tylko instytucje maj swoje oczekiwania wobec piszcych o sztuce. Czasami krytykowi trudno jest odmwi propozycji napisania aprobatywnego tekstu na temat beznadziejnej twrczoci zaprzyjanionego artysty. Mam tylko jeden na to sposb – nie przyjani si z artystami.
A jednak nie do koca jest to prawda. Przyja jest wana, a niekiedy nieunikniona. Do styczniowego numeru pozwoliam sobie napisa tekst o malarstwie wsppracownika i – co tu duo kry – mojego przyjaciela, Andrzeja Biernackiego. Dlaczego? Bo jest to rodzaj przyjani, ktra pojawia si dziki temu, e podobnie czujemy sztuk, a Andrzej od samego pocztku znajomoci zyska w moich oczach szacunek jako wietny malarz. Gdyby nie przekona mnie do siebie swoj twrczoci, pewnie nie mielibymy o czym rozmawia, a ja by moe nie ufaabym jego – niekiedy brzmicym kontrowersyjnie – opiniom na tematy okooartystyczne a determinujce kondycj sztuki wspczesnej. 
Podobne przyjanie nawizuj pozostali nasi autorzy. Nie wiem, czy Marcin Krajewski zdy si ju zaprzyjani z Rafaem Borczem, ktrego malarstwo rekomenduje w tym numerze, ale wiem na pewno, e czy go bardzo serdeczna wi z Janem Szczepkowskim. Od artykuu na temat obrazw Szczepkowskiego rozpocza si nasza wsppraca, a co za tym idzie – nasze szczeglne, ponadpolityczne porozumienie w sprawie sztuki. Zdaj sobie spraw z faktu, jak to wszystko czuostkowo brzmi, ale niech ju tak zostanie.
 A teraz co pozornie z innej beczki – istnieje teza mwica, e wejcie kobiet do ycia publicznego, przynajmniej w Polsce, poprzedzi fenomen kulturowy, jakim jest przyja. Przyja wic bywa wana w yciu spoecznym jako fundament ruchu emancypacyjnego. Moe pewnego dnia nasze rozmaite przyjazne relacje, nawizywane ze wzgldu na sztuk, oka si wystarczajco mocne, by twrczo, na ktrej nam zaley, a ktra jest dzi marginalizowana, zdobya w kocu rwnouprawnienie.

Okadka: Amedeo Modigliani, „Nude”, detail, 1917, oil on canvas, 89 x 146 cm, private collection, mat. pras.Tate Modern