strona główna > patronaty
wybierz miasto:
B C D G K L Ł N O P R S T W Z

Bydgoszcz
Bydgoskie Centrum Sztuki
"Imponderabilia | Ala Majewska"
17.09.2019 - 31.10.2019

Wystawa toruńskiej rzeźbiarki to prezentacja prowokująca do pytań o współczesne rozumienie pojęcia „wartości” doświadczanego zarówno w obszarze osobistym, jak i w relacjach międzyludzkich opartych na zasadach uniwersalnych. Ala Majewska przedstawi trzy zestawy prac: Artefakty, Tablice i Betony. Jak pisze artystka: Swoje historie zawieszam w  tym, co znamy, w kodach naszej kultury i historii, tej indywidualnej i grupowej, gdzie rozpoznawalne znaki, pojęcia, obrazy powodują, że czujemy się bezpieczni. [...] Chodzi mi o stworzenie takiej sytuacji, by powstała konstrukcja ukrytych znaczeniowych powiązań nie runęła jak domek z kart w kontakcie z widzem.
Ala Majewska /
Studia i kariera zawodowa związana z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu, dyplom artystyczny z rzeźby w pracowni prof. Adolfa Ryszki uzyskała w 1986 roku. Obecnie jest profesorem na Wydziale Sztuk Pięknych macierzystej uczelni. Zainteresowania twórcze artystki to głównie medal oraz obiekt rzeźbiarski. Autorka jedenastu wystaw indywidualnych i około stu wystaw zbiorowych w kraju i za granicą. Dwukrotna stypendystka w kategorii sztuka województwa kujawsko-pomorskiego (2004 i 2015). Członkini Międzynarodowej Organizacji Medalierstwa FIDEM, Polskiego Stowarzyszenia Sztuki Medalierskiej oraz Stowarzyszenia Artystycznego „Otwarte”. Projektantka prestiżowych wyróżnień dla instytucji państwowych i uczelni,  między innymi medali Thorunium, Hereditas Saeculorum, statuetki Convallaria Copernicana. Jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych i muzealnych w kraju i za granicą (Muzeum Okręgowe w Toruniu, Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy,  Muzeum Wrocławia, Medialia Gallery w Nowym Jorku). Mieszka i pracuje w Toruniu.

[zwiń]


Gdańsk
Muzeum Narodowe w Gdańsku / Oddział Etnografii
"Dźwięki pierwotne"
18.05.2019 - 31.12.2019

"Dźwięki pierwotne" to pierwsza wystawa w Oddziale Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, która wykorzystuje przestrzeń całego budynku, a także ogródek przymuzealny. Na potrzeby ekspozycji powstały oryginalne instalacje dźwiękowe, wypożyczono wyjątkowe eksponaty i zabytkowe, często już nieznane instrumenty muzyczne. Przygotowany soundtrack wystawy stałej Oddziału, który wzbogaci ekspozycję o antropologiczno-muzykologiczną opowieść o nieistniejącym już świecie. Do zespołu tworzącego projekt zostali zaproszeni badacze etnomuzykolodzy, muzycy oraz artyści współcześni, wszystko po to, by stworzyć interaktywną, atrakcyjną wizualnie i odbieraną wieloma zmysłami wystawę, która pozwoli wejść w sferę dźwięków i poznać sekrety polskiej muzyki ludowej. Namawiamy też do aktywnego uczestnictwa: słuchania, grania i tańczenia!
Wystawa „Dźwięki pierwotne” przybliża fenomen dźwięku w kulturze, jego ewolucji, funkcji i ról. Temat ten został ukazany na trzech poziomach: dźwięków naturalnych, muzyki ludowej wyrastającej z dźwięków pierwotnych oraz wtórnego zainteresowania muzyką tradycyjną, inspiracji i jej przetwarzaniu przez współczesnych artystów.
Pierwszy poziom jest poświęcony relacji dźwięków człowiek – natura, a więc naśladowaniu dźwięków natury, naturalnym instrumentom (patyki, kamienie, źdźbła traw), dźwiękom pracy ludzkiej, wpływowi dźwięków na ciało, sygnałom oraz dźwiękom magicznym. To wokół tej problematyki – dźwięków pierwotnych – jest osnuta koncepcja wystawy i placu zabaw dla dzieci. Oprócz szumu drzew i strumyka tematem są między innymi pejzaże dźwiękowe dziewiczego krajobrazu, utracona równowaga dźwięku i ciszy czy melodia wsi. Nie sposób pominąć kwestii siły ludzkiego brzmienia w świecie naturalnych dźwięków, wszak przez wiele wieków najgłośniejszym słyszalnym sztucznym dźwiękiem było bicie dzwonu czy złowrogie huki armat.
Drugi, najobszerniejszy poziom wystawy, dotyczy szeroko rozumianej polskiej muzyki ludowej. Celem wystawy jest uchwycenie pejzażu dźwiękowego dawnej wsi, zdefiniowanie polskiej muzyki ludowej, ukazanie jej charakterystycznych elementów (w zależności od regionu i grup etnicznych), funkcji, ewolucji, bogactwa instrumentów muzycznych, wreszcie – twórców i muzyków. Ta część wystawy jest poświęcona następującym relacjom: muzyka a obrzędy, muzyka a religijność, muzyka a życie codzienne. Wydarzenia ze sfery sacrum i profanum. Wystawa porusza także temat więzi człowieka z instrumentem (i muzyków, i twórców), a także wizerunku muzyka, jego roli w społeczeństwie, pełnionych funkcji intensywności doznań muzycznych. Na koniec zainteresowani mogą się zapoznać z historią badań nad dźwiękiem, nagrań terenowych czy archiwaliami.
Trzeci poziom tematyczny wystawy stanowi próbę ukazania wpływu muzyki na kompozytorów klasycznych i popularnych oraz współczesnych artystów audiowizualnych, jak również pokazania analogii między muzyką wsi a jazzem i bluesem, opartej o fenomen improwizacji.
Wystawie towarzyszy książka dla dzieci Brzdęk. Jak złapać dźwięk autorstwa Pawła i Piotra Sitkiewiczów z ilustracjami Agaty Królak. Dodatkowo, zapraszamy na październikową konferencję naukową, a także sympozja popularnonaukowe, wykłady, spotkania oraz prelekcje. Projekt wzbogaci specjalnie przygotowany program edukacyjny, dostosowany do odbiorców w różnym wieku, adresowany zarówno do grup zorganizowanych, jak i rodzin, seniorów, młodzieży i dzieci. Dzięki bogatemu programowi koncertów przez cały czas trwania wystawy Oddział Etnografii będzie rozbrzmiewał muzyką ludową, klasyczną i współczesną.
Kuratorzy: Anna Ratajczak-Krajka, Krystyna Weiher-Sitkiewicz, Waldemar Elwart; opieka merytoryczna: prof. dr hab. Zbigniew Jerzy Przerembski (Uniwersytet Wrocławski), dr Robert Losiak (Uniwersytet Wrocławski), artyści: Marcin Dymiter aka emiter, Sylwester Galuschka & Konrad Gustawski & Wojciech Wilk, Julie Myers, Florian Tuercke, Wojciech Zieliński

[zwiń]

   »

W październikowym „Arteonie”: w rubryce „Duchowość w sztuce” Tomasz Biłka OP pisze o chrystologii Jerzego Nowosielskiego i omawia program artystyczny tego wybitnego twórcy. Wojciech Delikta przybliża postać sławnej kolekcjonerki Peggy Guggenheim w kontekście weneckiej wystawy jej zbiorów. Z kolei pokaz „09.39. Wojna”, zorganizowany przez krakowską Otwartą Pracownię, komentuje Joanna Winnicka-Gburek. Z okazji debaty „Gdzie jest granica? Prawa i godność człowieka a sztuka współczesna”, która odbędzie się na Wydziale Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych 30 października, Karolina Staszak porusza ten temat w najnowszym „Arteonie”. W październikowym „Arteonie” także: toruńskie 11. Triennale Małych Form Malarskich omawia Kajetan Giziński. Agnieszka Salamon-Radecka przygląda się wystawie „Wkraczając w nowy wymiar. Twórczość Sophie Taeuber-Arp”, odbywającej się w CK Zamek w Poznaniu. Wrocławski TIFF Festival recenzuje Wojciech Skibicki. Wystawę „Obiekt – przestrzeń”, zorganizowaną z okazji 100-lecia Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, recenzuje Maria Roszyk. Sebastian Kochaniec z kolei recenzuje wystawę Wojciecha Gilewicza pt. „Hanoi Hello!” w białostockiej Galerii Arsenał. Jerzy Fober przedstawia twórczość Andrzeja Szarka. Alicja Wilczak w rubryce „Zaprojektowane” pisze o biżuterii z tworzyw organicznych i naturalnych.W październikowym „Arteonie” ponadto inne artykuły, aktualia i stałe rubryki.

Okładka: Jerzy Nowosielski, „Zbawiciel”, 1965, olej na płótnie, 80 x 60 cm, nieistniejąca od 2015 roku kaplica pw. św. św. Borysa i Gleba Fundacji św. Włodzimierza w Krakowie, fot. Grzegorz Dąbkowicz OP

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Zbigniew Libera, Mistrzowie i Pozytywy”, galeria Atlas Sztuki, Łódź, 13.02.-4.04.2004 r.

Ostatnio zajmuję się prasą
Ze Zbigniewem Liberą rozmawia Małgorzata Ludwisiak

Małgorzata Ludwisiak: W cyklu „Mistrzowie” tworzy pan alternatywną historię sztuki. Jak uzasadnia pan wybór tych właśnie postaci na „mistrzów”? Co ważnego każdy z nich wniósł do sztuki?
Zbigniew Libera: Mógłbym z łatwością to uzasadnić, powołując się na moje racje subiektywne – to są moi mistrzowie i już. Ale myślę, że jest w tym coś więcej. Jeśli by się pokusić o mierzenie wartości artysty, wszyscy chyba zgodziliby się, żeby mierzyć ją wpływem, jaki wywarł on na sztukę po nim. Artyści, których tu przypominam, tworzyli w latach 70. i wywarli istotny wpływ na to, co jest teraz. Wywodzi się od nich wiele istotnych zjawisk w dzisiejszej sztuce. Nie chodzi o to, żeby szeregować według ciężkości, ale o to, by oddać im zasłużony hołd czy zaznaczyć ich obecność. W jakiś dziwny sposób zostali oni wyrugowani z historii. Nie ma ich w kolekcjach muzealnych, w albumach, brak wydawnictw poświęconych ich sztuce, nie są nigdzie opisani.
Jak wygląda wobec tego pana zdaniem oficjalna historia sztuki, dla której musi pan robić „antyhistorię”?
Mam z tym kłopot. Nie wiem, co się myśli oficjalnie i zdaje się, że nikt tego nie wie. Natomiast niepokoi mnie od dłuższego czasu obserwowany brak jakiegoś podsumowania, głębszego i nowego spojrzenia na historię sztuki, zwłaszcza na sztukę XX wieku z punktu widzenia III Rzeczypospolitej. Za czasów komuny wydawano albumy o sztuce czy malarstwie polskim, które do dziś wydają się być obowiązujące, bo po nich nie ukazały się żadne inne. Oglądając je, możemy powiedzieć, gdzie są jakieś manipulacje, gdzie ktoś został pominięty. Czas sprawia, że pewne wydarzenia artystyczne osądzamy inaczej niż kiedyś. Natomiast – jak mi się wydaje – zupełnie brak próby opisu ważnych wydarzeń z ostatniego okresu historii polskiej sztuki, a przecież historia naszej sztuki to nasza tożsamość, część nas samych.
Czy pana mistrzowie zostawili kontynuatorów?
Tak. To właśnie paradoksalne, że artyści, którzy wynajdowali współczesną galerię Foksal, to ludzie, którzy swoją artystyczną proweniencję wywodzą od artystów ochrzczonych przez starszą galerię Foksal mianem „pseudoawangardy”, szkodliwej dla kultury. Jak spojrzymy na przykład na Althamera, to jego twórczość jest wyraźnie trzydzieści lat późniejsza w stosunku do tego, co proponował Partum. Weźmy akcję Althamera „Film jest rzeczywistością” - codziennie w pewnej części miasta odgrywa się ta sama scena. Gdy tam jesteśmy, to jest tak, jakby film był odtwarzany. W 1976 r. Partum zrobił taką właśnie akcję pod tytułem „Film nie potrzebuje ekranu - nakłuwał szpilkami ekran i nie można była „złapać” postaci, tak jakby film „wyszedł” z ekranu. Przyjemski i Wiśniewski wystawiali rzeczywistość, zanim jeszcze Althamer wystawiał swoje zielone lamperie. To oni pokazywali lamperie, kwiatki, roślinki biurowe i tak dalej. Dzisiejsi artyści wchłonęli tamtą sztukę jakoś przez osmozę i robią podobne rzeczy. Bodzianowski działa bardzo mocno w duchu Anastazego Wiśniewskiego czy Partuma. Natomiast chodzi o to, że tamtym artystom nie oddaliśmy nigdy sprawiedliwości. Poprzez totalną nieznajomość i dziwną niechęć do ich sztuki nawet tacy specjaliści, jak Iza Kowalczyk, pisząc znakomitą książkę „Władza i ciało”, wykazują brak znajomości faktów, złe ich usytuowanie na tle historycznym. Czytając tę książkę, zrozumiałem straszliwy brak wiedzy o tych artystach. Kiedy autorka, zawodowy historyk sztuki, wykazuje się tego rodzaju brakiem, zaczyna mnie to już przerażać.
Drugą sprawą jest fakt, że obecnie artysta negocjuje ze społeczeństwem poprzez prasę. Nie ma już prasy specjalistycznej i zawodowego krytyka, nie ma też świata naukowego. A może on jest, ale jakiś „nieistniejacy”. Nikt nie prowadzi badań. Prasa stała się jedynym wskaźnikiem tego, co w sztuce jest dobre i złe, ona lansuje i pogrąża. Tymczasem prasa nie jest tak naprawdę do tego przygotowana. Także ja, nie mając się do kogo zwrócić, musiałem użyć prasy, która przejęła rolę mediatora między społeczeństwem a sztuką.

Otwarcie wystawy Zbigniewa Libery w galerii Atlas Sztuki w Łodzi. Fot. Materiały prasowe galerii Atlas Sztuki

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym