strona gwna > patronaty
wybierz miasto:
B C G J K N O P R S T U W KONKURSY
   »

W sierpniowym „Arteonie”: sztuce tatuau przyglda si Aleksandra Kargul, wystaw „Cricot idzie!” w krakowskiej Crikotece recenzuje Agnieszka Salamon-Radecka. O monumentalnej realizacji Christo i Jeanne-Claude, ktra stana na jeziorze w Hyde Parku, pisze Wojciech Delikta. W serii „Duchowo w sztuce” Karolina Staszak pisze o Wsplnocie Twrcw Chrzecijaskich Vera Icon.
W najnowszym „Arteonie” ponadto: Zbigniew J. Makowski recenzuje wystaw „Kociotrupy musz wstawa” w Gdaskiej Galerii Miejskiej, spotkanie z Wilhelmem Sasnalem oraz Jarosawem Modzelewskim, ktre odbyo si w warszawskim MSN, komentuje Andrzej Biernacki, Tomasz Bika OP rekomenduje twrczo Kamila Kuzko, , a seri „Poznaska awangarda” kontynuuje Agnieszka Salamon-Radecka tekstem o Arturze Marii Swinarskim. Dorota aglewska z kolei w rubryce „Rynek sztuki” pisze o retoryce rynku: jak sucha antykwariuszy i jak mwi do klienta. W sierpniowym „Arteonie” take, jak zawsze, felieton Andrzeja Biernackiego, inne recenzje, aktualia i stae rubryki. 

Okadka: tatua autorstwa Bianki Szlachty, fot. dziki uprzejmoci autorki

Zbigniew Libera, Mistrzowie i Pozytywy”, galeria Atlas Sztuki, d, 13.02.-4.04.2004 r.

Ostatnio zajmuj si pras
Ze Zbigniewem Liber rozmawia Magorzata Ludwisiak

Magorzata Ludwisiak: W cyklu „Mistrzowie” tworzy pan alternatywn histori sztuki. Jak uzasadnia pan wybr tych wanie postaci na „mistrzw”? Co wanego kady z nich wnis do sztuki?
Zbigniew Libera: Mgbym z atwoci to uzasadni, powoujc si na moje racje subiektywne – to s moi mistrzowie i ju. Ale myl, e jest w tym co wicej. Jeli by si pokusi o mierzenie wartoci artysty, wszyscy chyba zgodziliby si, eby mierzy j wpywem, jaki wywar on na sztuk po nim. Artyci, ktrych tu przypominam, tworzyli w latach 70. i wywarli istotny wpyw na to, co jest teraz. Wywodzi si od nich wiele istotnych zjawisk w dzisiejszej sztuce. Nie chodzi o to, eby szeregowa wedug cikoci, ale o to, by odda im zasuony hod czy zaznaczy ich obecno. W jaki dziwny sposb zostali oni wyrugowani z historii. Nie ma ich w kolekcjach muzealnych, w albumach, brak wydawnictw powiconych ich sztuce, nie s nigdzie opisani.
Jak wyglda wobec tego pana zdaniem oficjalna historia sztuki, dla ktrej musi pan robi „antyhistori”?
Mam z tym kopot. Nie wiem, co si myli oficjalnie i zdaje si, e nikt tego nie wie. Natomiast niepokoi mnie od duszego czasu obserwowany brak jakiego podsumowania, gbszego i nowego spojrzenia na histori sztuki, zwaszcza na sztuk XX wieku z punktu widzenia III Rzeczypospolitej. Za czasw komuny wydawano albumy o sztuce czy malarstwie polskim, ktre do dzi wydaj si by obowizujce, bo po nich nie ukazay si adne inne. Ogldajc je, moemy powiedzie, gdzie s jakie manipulacje, gdzie kto zosta pominity. Czas sprawia, e pewne wydarzenia artystyczne osdzamy inaczej ni kiedy. Natomiast – jak mi si wydaje – zupenie brak prby opisu wanych wydarze z ostatniego okresu historii polskiej sztuki, a przecie historia naszej sztuki to nasza tosamo, cz nas samych.
Czy pana mistrzowie zostawili kontynuatorw?
Tak. To wanie paradoksalne, e artyci, ktrzy wynajdowali wspczesn galeri Foksal, to ludzie, ktrzy swoj artystyczn proweniencj wywodz od artystw ochrzczonych przez starsz galeri Foksal mianem „pseudoawangardy”, szkodliwej dla kultury. Jak spojrzymy na przykad na Althamera, to jego twrczo jest wyranie trzydzieci lat pniejsza w stosunku do tego, co proponowa Partum. Wemy akcj Althamera „Film jest rzeczywistoci” - codziennie w pewnej czci miasta odgrywa si ta sama scena. Gdy tam jestemy, to jest tak, jakby film by odtwarzany. W 1976 r. Partum zrobi tak wanie akcj pod tytuem „Film nie potrzebuje ekranu - nakuwa szpilkami ekran i nie mona bya „zapa” postaci, tak jakby film „wyszed” z ekranu. Przyjemski i Winiewski wystawiali rzeczywisto, zanim jeszcze Althamer wystawia swoje zielone lamperie. To oni pokazywali lamperie, kwiatki, rolinki biurowe i tak dalej. Dzisiejsi artyci wchonli tamt sztuk jako przez osmoz i robi podobne rzeczy. Bodzianowski dziaa bardzo mocno w duchu Anastazego Winiewskiego czy Partuma. Natomiast chodzi o to, e tamtym artystom nie oddalimy nigdy sprawiedliwoci. Poprzez totaln nieznajomo i dziwn niech do ich sztuki nawet tacy specjalici, jak Iza Kowalczyk, piszc znakomit ksik „Wadza i ciao”, wykazuj brak znajomoci faktw, ze ich usytuowanie na tle historycznym. Czytajc t ksik, zrozumiaem straszliwy brak wiedzy o tych artystach. Kiedy autorka, zawodowy historyk sztuki, wykazuje si tego rodzaju brakiem, zaczyna mnie to ju przeraa.
Drug spraw jest fakt, e obecnie artysta negocjuje ze spoeczestwem poprzez pras. Nie ma ju prasy specjalistycznej i zawodowego krytyka, nie ma te wiata naukowego. A moe on jest, ale jaki „nieistniejacy”. Nikt nie prowadzi bada. Prasa staa si jedynym wskanikiem tego, co w sztuce jest dobre i ze, ona lansuje i pogra. Tymczasem prasa nie jest tak naprawd do tego przygotowana. Take ja, nie majc si do kogo zwrci, musiaem uy prasy, ktra przeja rol mediatora midzy spoeczestwem a sztuk.

Otwarcie wystawy Zbigniewa Libery w galerii Atlas Sztuki w odzi. Fot. Materiay prasowe galerii Atlas Sztuki

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym