15.02.10 / Piotr Bernatowicz / SUPLEMENT (komentarzy: 45)
archiwum autora24.11.09 / Piotr Bernatowicz / WAŻNE SPOTKANIE !!!! (komentarzy: 4)
archiwum autora02.11.09 / Piotr Bernatowicz / OBIEG CENZURUJE? (komentarzy: 7)
archiwum autora28.10.09 / Piotr Bernatowicz / POCHWAŁA JAWNOŚCI (komentarzy: 7)
archiwum autora27.07.09 / Piotr Bernatowicz / KIERUNEK FESTIWALE (komentarzy: 9)
archiwum autora13.07.09 / Piotr Bernatowicz / MINARET: ZA... A NAWET PRZECIW (komentarzy: 64)
archiwum autora27.06.09 / Piotr Bernatowicz / UMARŁ KRÓL! (komentarzy: 13)
Historia kariery króla popu – Michaela Jacksona opowiedziana dziełami sztuki.
archiwum autora27.07.09 / Piotr Bernatowicz / KIERUNEK FESTIWALE
Podczas moich internetowych wycieczek (wakacje spędzam w mieście – więc zostaje podróż myszką po ekranie :) trafiłem ostatnio do Warszawy, tzn. na blog „Zrób to w Warszawie!” prowadzony przez Agnieszkę Kowalską http://zrobtowwawie.blox.pl, a tam na ciekawą notkę dotyczącą problemu, który i mnie od pewnego czasu nurtuje, jest to mianowicie festiwalizacja kultury.
Kowalska pisze o nieudanym warszawskim festiwalu „Przemiany” a także o festiwalu Street Art Doping, który został skrytykowany przez Miesto z fundacji Vpep[v]net (http://vlepvnet.bzzz.net/ ) za bezmyślne zawłaszczanie street artu jako akcji promocji miasta. Cóż, festiwale są raz gorsze, raz lepsze, a poza tym czy street artowcy sam nie wpisują się chętnie we wszelkie promocyjno-ekonomiczne nurty, np.: wykonując projekty dla firm odzieżowych – więc o co chodzi?
Jednak wiele do myślenia dał mi komentarz zamieszony pod tekstem Kowalskiej przez niejaką Natalię U. Porównuje ona obecny wykwit festiwali hojnie finansowanych przez miasta do lat 70-tych i licznych festiwali, sympozjów i plenerów finansowanych przez ówczesne, komunistyczne władze.
Rzeczywiście – obecnie możemy zaobserwować wzmożone zainteresowanie speców od miejskiej promocji sztukami wizualnymi. Karierę robią tak zwane akcje w przestrzeni publicznej, zarówno o formie miejskiego festiwalu (Urban Legend w Poznaniu http://www.arteon.pl/forum.php?id_note=111 , Art Boom w Krakowie – piszemy o tym festiwalu w sierpniowym ARTeonie, też pewnie Biuro Podróży w Łodzi, organizowane przez galerię Zona http://www.zona-art.pl/index.php ) ale także bardziej długotrwałe projekty, jak choćby realizacje Joanny Rajkowskiej (wbrew histerii obrońców religijnej tolerancji, którzy boją się o realizację poznańskiego Minaretu zagrożonego rzekomą agresją poznaniaków - islamofobów, władze miasta nie są wcale mu przeciwne, a ostatnie wycofanie się SARPU z negatywnej opinii może wskazywać, że Minaret w tzw. oficjalnych ciałach decyzyjnych ma wielu zwolenników – piszemy o tym także w sierpniowym ARTeonie).
Wielkim krokami, choć jeszcze w cieniu Euro 2012, zbliża się wybór Europejskiej Stolicy Kultur 2016, o miano której ubiega się kilka polskich miast. Wróżę więc intensyfikację różnego rodzaju festiwali, miejskich projektów itp.(zagadnieniu promocji poprzez kulturę w kontekście ESK 2016 poświęcony jest tom: Kierunek kultura. Promocja regionu poprzez kulturę, wyd. MCKiS, Warszawa 2009, któro dotarł ostatnio do naszej redakcji http://www.promocjaprzezkulture.pl ).
Przy takiej konkurencji i związanej z nią walce na imprezy kulturalne zapewne ilość nie zawsze pójdzie w jakość, więc należy się spodziewać wielu chybionych pomysłów, marnej jakości prac itp. W końcu nasi urzędnicy nie bardzo znają się na sztuce, więc łatwo mogą ulec wielu nie zawsze rzetelnym, za to łasym na kasę działaczom kultury i powstającym jak grzyby po deszczu fundacjom.
Czy jednak można to zjawisko porównywać z latami 70-tymi? Wówczas, jak przekonywał Piotr Piotrowski w słynnej „Dekadzie”, chodziło o to by poprzez hojny sponsoring kupić środowiska twórcze. Kasa za brak politycznego zaangażowania – taki był rzeczywisty deal. Czy dziś rzeczywiście o to chodzi? Raczej nie. Miasta chcą się promować, chcą być widzialne – więc powinny łaknąć wszelkiego rozgłosu poprzez kulturę jak kania dżdżu. Pokazuje to np. kariera Rajkowskiej, która w pewnym sensie monopolizuje rynek miejskich projektów, choć przecież nie bez kontrowersji i nie bez politycznego zaangażowania. Wynika z tego, że w świecie neoliberalizmu stosowanego, który mimo kryzysu umacnia się naszym kraju, sztuka kontrowersyjna i krytyczna, a zwłaszcza ta neoliberalizm krytykująca, znajdzie swoje bezpieczne miejsce. Czy jednak są takie tematy, które zatrzymałaby sięgającą do miejskiej kasy urzędniczą rękę?
Jeśli w Warszawie na ścianie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdy już powstanie, zostanie wyświetlony film z akcji usuwania kupców z KDT, a w Poznaniu na placu Wolności stanie posąg słynnego na cały świat słonia-geja Ninio – uznam, że takich tematów nie ma!


Pan raczy żartować, Panie Piotrze. O jakim "neoliberalizmie stosowanym" mowa, skoro powstanie MSN w tym miejscu, to dla miasta parę baniek do tyłu za metr, a nie do przodu, jak byłoby w przypadku obiektów o charakterze zgodnym z wymogami liberalizmu. MSN to LIBERALIZM NIEZASTOSOWANY
Pan raczy żartować, Panie Piotrze. O jakim "neoliberalizmie stosowanym" mowa, skoro powstanie MSN w tym miejscu, to dla miasta parę baniek do tyłu za metr, a nie do przodu, jak byłoby w przypadku obiektów o charakterze zgodnym z wymogami liberalizmu. MSN to LIBERALIZM NIEZASTOSOWANY
Sztuka i kultura, choć z pozoru niefunkcjonalna i nie dostarczająca zysku, przynosi jednak pewien zysk. Fakt, nie jest to liberalizm rynkowy w XIX-wiecznym sensie, ale przecież tego nie napisałem. Neoliberalizm umie wyciągnąć zyski w bardzie wyrafinowany sposób, także z kultury. Ulokowanie muzeum czy instytucji kulturalnej w danym miejscu podnosi ceny w okolicy, a czasem wręcz finansowo „rewitalizuje” okolicę (przykład Tate Modern w Londynie). Pytanie też dlaczego nowa filia łódzkiego muzeum znalazła lokalizację przy gigantycznym centrum handlowym? Czy patrząc z tego liberalnego punktu widzenia nie powinien się tam znaleźć kolejny sklep? Podobna sytuacja jest także z poznańskim Starym Browarem.
Jestem pewien, że także MSN znajdzie odbicie w jakimś procencie ceny sąsiadujących działek, co się przełoży pewnie na ceny w sklepach i czynsz lokali, które i tak są pewnie wysokie, ale dlaczego nie miałyby być wyższe?
P. Piotrze, chciałbym się z Panem wreszcie z czymś zgodzić, bo -z liberalnego punktu widzenia- nie jest dobrze tylko się czepiać. Aleć Pańskie uzasadnienia nie wydają się trafione. Np. ceny działek koło PKiN kształtuje jedynie ich obecność w tym punkcie miasta, a nie potencjalne sąsiedztwo MSN. Te ceny bez MSN są wydęte do granic opłacalności jakiejkolwiek działalności. Podobnie z sąsiedztwem ms2 przy Manufakturze. Właśnie z liberalnego punktu widzenia obecność kolejnego centrum handlowego przy centrum już istniejącym byłaby handlowym bezsensem (rozwodnienie wpływów przy obecnych kosztach najmu stoisk, spowodowałaby kolejne, po Monnari, plajty). To nie jest jednak nasz problem. Naszym problemem jest MSN czyli kolejna, etatystyczna struktura, z armią zhierarchizowanej obsługi, o bardzo określonej artystycznie proweniencji, którego próbkę upodobań możemy oglądać przy Pańskiej 3. MSN to Monopol Sztuki Naszej, czyli "Guma" na tekturze et consortes, małpowanie szymczykowych strategii, delegatura Seroty i Obrista z Birnbaumem na Polskę, sale wykładowe dla Esche i Bishop, poligon doświadczalny dla dzieci ze SKur. wiedzionych z UJ. Smacznego!
Festiwale sztuki w aglomeracjach są tym, czym festyny na zadupiu. Zwykle chodzi w nich o jakieś wielkie żarcie publicznej kasy przez takie czy inne elektoraty, ale czasem o żarcie in extenso (np. w Łowiczu jest to Łowickie Jadło (jako goście Rosiewicz, Połomski). Z efektami obu rodzajów żenad natura prędzej sobie poradzi z festynem niż festiwalem, tak jak prędzej radzi sobie z problemami natury gastrycznej niż moralnej.
Festiwale sztuki w aglomeracjach są tym, czym festyny na zadupiu. Zwykle chodzi w nich o jakieś wielkie żarcie publicznej kasy przez takie czy inne elektoraty, ale czasem o żarcie in extenso (np. w Łowiczu jest to Łowickie Jadło (jako goście Rosiewicz, Połomski). Z efektami obu rodzajów żenad natura prędzej sobie poradzi z festynem niż festiwalem, tak jak prędzej radzi sobie z problemami natury gastrycznej niż moralnej.
List otwarty The Krasnals – protest na list otwarty przeciwko komercjalizacji sztuki (gdyż autorzy tego listu uprawiają najbardziej obłudną komercję)
http://www.krytykapolityczna.pl/Aktualnosci/List-otwarty-Przeciwko-komercjalizacji-kultury/menu-id-1.html
Jako artyści sztuk wizualnych pragniemy wyrazić głębokie zaniepokojenie postawą i postulatami stawianymi przez autorów listu otwartego wystosowanego przy okazji Kongresu Kultury Polskiej i opublikowanego na łamach Krytyki Politycznej.
Zgadzamy się z faktem, iż modernizacja systemu jest potrzebna, jednakże próba wzmocnienia władzy pojedynczych instytucji kultury finansowanych przez organy publiczne prowadzi do monopolu pewnych środowisk na kulturę, swoistą centralizację władzy i trąci powrotem do komunistycznych zasad.
Autorzy protestują przeciwko komercjalizacji sztuki, podczas gdy to właśnie ich działania są czystą hipokryzją. Zasłaniając się dobrem polskiej sztuki w ogóle, mówiąc o pozbyciu się komercji w sztuce, przedstawiają żądania, by dofinansować ich instytucje. Chcą mieć więcej pieniędzy i więcej władzy, wiadomo też jacy artyści, z jakiego kręgu otrzymają dostęp do tych środków.
Konsekwencją takiego postępowania będzie stopniowe zamykanie się polskiej kultury na nowości, monopol pewnych instytucji na kreowanie i promocje określonej sztuki, pełniącej dodatkowo funkcje propagandowe.
Już teraz młodzi artyści, aby się przebić muszą świadomie wplątywać się w układy, wchodzić w „środowisko” i działać na ich zasadach, by mieć choćby cień szansy na promocję własnej sztuki. Jeśli to „towarzystwo wzajemnej adoracji” dostanie więcej dotacji z publicznych pieniędzy, stanie się jeszcze bardziej hermetyczne i zdegenerowane.
Po co tworzyć dobrą sztukę, skoro i tak nie ma żadnych kryteriów jej oceny? Jeśli artysta niezależnie od wykonanej pracy ma i tak zagwarantowaną zapłatę, po co ma się starać? Takie działanie pokazuje nie tylko powolny upadek sztuki, ale także strategię działań osób podpisujących się pod listem otwartym na stronie Krytyki Politycznej. W gruncie rzeczy stawiają sytuacje bardzo jasno: Jesteśmy artystami, krytykami kuratorami itd., dlatego z góry należy się nam zapłata. Nieważne jakiej jakości sztukę uprawiamy i co robimy, nieważne, że cała reszta artystów w Polsce( czyli ok. 99%) jest skazana na wolny rynek. Nam się należy.
Instytucje artystyczne które zostały wymienione w liście, mające uzyskać większą autonomię i pieniądze są tymi samymi instytucjami, które już wcześniej zostały dofinansowane i wyniesione na taką pozycję właśnie, dzięki publicznym funduszom.
W liście otwartym czytamy: „Kultura to dobro wspólne, a nie tylko obszar partykularnych interesów środowisk twórczych”. To zdanie najbardziej obnaża bezczelność i obłudę autorów. Bo przecież cały ten apel nie jest niczym więcej, niż tylko dbaniem o dobro swojej własnej pozycji i interesów. A Kongres Kultury Polskiej świetną okazją do tego aby zadbać o swój biznes. Przynajmniej w sferze sztuk wizualnych gdzie zestaw podpisów widniejących pod listem układa się według dobrze znanego i nawet już zabawnego klucza.
(Joanna Mytkowska, Anna Maria Potocka, Andrzej Przywara, Anda Rottenberg, Wilhelm Sasnal, Sławomir Sierakowski, Jacek Żakowski, Artur Żmijewski)
The Krasnals
@TheKrasnals
W pelni podzielam opinie Kransnali! jak zwykle trafiaja w sedno sprawy!
Stwierdzenie, ze "Kultura to dobro wspólne, a nie tylko obszar partykularnych interesów środowisk twórczych..." (http://www.krytykapolityczna.pl/Aktualnosci/List-otwarty-Przeciwko-komercjalizacji-kultury/menu-id-1.html) jest po prostu groteskowe patrzac na liste osob podpisujacych sie pod tym listem. Rzeczywiscie wedlug klucza :) od szablonu!
Tylko zalogowani czytelnicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować