15.02.10 / Piotr Bernatowicz / SUPLEMENT (komentarzy: 45)
archiwum autora24.11.09 / Piotr Bernatowicz / WAŻNE SPOTKANIE !!!! (komentarzy: 4)
archiwum autora02.11.09 / Piotr Bernatowicz / OBIEG CENZURUJE? (komentarzy: 7)
archiwum autora28.10.09 / Piotr Bernatowicz / POCHWAŁA JAWNOŚCI (komentarzy: 7)
archiwum autora27.07.09 / Piotr Bernatowicz / KIERUNEK FESTIWALE (komentarzy: 9)
archiwum autora13.07.09 / Piotr Bernatowicz / MINARET: ZA... A NAWET PRZECIW (komentarzy: 64)
archiwum autora27.06.09 / Piotr Bernatowicz / UMARŁ KRÓL! (komentarzy: 13)
Historia kariery króla popu – Michaela Jacksona opowiedziana dziełami sztuki.
archiwum autora13.07.09 / Piotr Bernatowicz / MINARET: ZA... A NAWET PRZECIW
W ubiegłym roku Joanna Rajkowska, autorka słynnej Palmy na warszawskim Rondzie de Gaulla została zaproszona do Poznania przez grupę kuratorów (Agata Rogoś, Jakub Dąbrowski). Efektem pobytu miał być projekt dla tego miasta (w domyśle równie atrakcyjny, co warszawska palma).
Po zakończeniu rezydencji artystka zaproponowała dwa projekty: „Wodnik” oraz „Minaret’ (przedstawialiśmy je w kwietniowym numerze ARTeonu).
Projekt „Wodnik” zakładał umieszczenie na dnie rzeki Warty (konkretnie kanału ulgi obiegającego od wschodu Ostrów Tumski) przykucniętej figury dostojnika kościelnego w ornacie i z mitrą na głowie, dotykającego dłonią dna rzeki z twarzą skierowaną w dół. Figura umieszczona byłaby „pod prąd” rzeki, by sprawić wrażenie, że walczy z nurtem.
„Minaret” został zaplanowany przy skrzyżowaniu ulic Garbary i Małe Garbary, na terenie przedwojennych budynków piekarni. Ponad zabudowaniami dominuje komin, na którym zainstalowano przekaźniki telefonii komórkowych i anteny. Joanna Rajkowska zaplanowała przekształcenie ceglanego komina w wieżyczkę minaretu.
Moim zdaniem o wiele ciekawszy jest projekt "Wodnik" – w kontekście Poznania, który ma szczególnego rodzaju doświadczenia z biskupami (przede wszystkim sprawa Juliusza Paetza, czy też ostatnie napięcia na linii kuria – urząd miasta dotyczące finansowania szkoły w budynku należącym do kurii). Jednak ostatecznie nie ten projekt, lecz „Minaret” został wybrany do realizacji
(projekt „Wodnik” się jednak nie zmarnował, artystka zrealizowała go w Krakowie w ramach czerwcowego Festiwalu Sztuk Wizualnych ArtBoom http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,6732459.html).
„Minaret” – rekonstrukcja rzeczywistego Minaretu, jaki artysta widziała podczas pobytu w Jeninie na Zachodnim Brzegu Jordanu – miał być gotowy w czerwcu i zostać zaprezentowany w ramach Festiwalu „Malta”. Nie został. Odbyła się natomiast dyskusja zwana też konsultacjami społecznymi w poznańskiej Galerii „Arsenał”, gdzie Joanna Rajkowska wraz z kilkoma specjalistami omawiała założenia projektu (relacja ze spotkania na: http://www.europa21.pl/wiadomosc/11882-Spotkanie_w_Poznaniu_w_sprawie_projektu_Minaret._Relacja).
W trakcie rozmowy okazało się, że w projekcie nastąpiły pewne zmiany. Pierwotnie miał być on realizacją czasową, przy użyciu nietrwałych materiałów. Rodzajem scenografii, mirażem, miał „w surrealny sposób zmienić fragment pejzażu miasta”, jak mówi ła o nim artystka. Pomiędzy katedrą a budynkiem nieczynnej synagogi pojawiłby się symbol trzeciej, monoteistycznej religii. Miał być to rodzaj prowokacji kulturowej. Zmusić nas do zastanowienia się nad naszym stosunkiem do islamu.
Na tym poziomie jestem skłonny zaakceptować projekt Rajkowskiej, choć jego słabość upatruję w braku głębszego związania z lokalnym kontekstem. Jednak postawienie pytania, prowokowanie do myślenia i dyskusji jest zawsze wartością.
W tej fazie projekt „Minaret” był dla mnie otwartym pytaniem, na które odpowiedź nie jest dana z góry. Możemy interpretować fikcyjny minaret na różne sposoby: widzieć w nim symbol ekspansji islamu, zastanawiać się nad naszym stanowiskiem wobec wartości promowanych przez tą religię. Bliskie skojarzenie z synagogą oraz fakt, że minaret powstanie na kominie można odczytać też jako aluzję do stosunku islamu wobec judaizmu, a także holokaustu, który - jak wiadomo - jest kwestionowany w Iranie, gdzie islam jest religią państwową (w Europie kwestionowanie holokaustu jest traktowane jako przestępstwo).
Jednak w trakcie wspomnianego spotkania okazało się, że projekt „Minaret” zmienił się w rzeczywisty minaret, który ma być na stałe wzniesiony jako solidna konstrukcja architektoniczna na rdzeniu komina. Za projektem nie stoi już tylko artystka, ale cały sztab architektoniczno-inżynierski, a także – co jest najbardziej istotne – przedstawiciele organizacji muzułmańskich. W trakcie dyskusji można było odnieść wrażenie, że projekt stał się wręcz istotnym symbolem nielicznej grupy poznańskich muzułmanów, znakiem ich wiary. Choć Rajkowska starała się delikatnie zdystansować wobec tak jednoznacznie rozumianej roli „Minaretu”, widać było, że po prostu straciła kontrolę nad swoim projektem. I nie da się tego niestety ukryć w stwierdzeniu, że celem projektu było wywołanie dyskusji i oto dyskusja trwa, więc cel został zrealizowany.
Moim zdaniem „Minaret” Rajkowskiej przestał być już na tym etapie symbolem kulturowym, ale stał się obiektem religijnym, którego ewentualne powstanie wpisałoby się w tradycję budowania tego typu obiektów. Bowiem jak pisze Seth J. Frantzman z Hebrajskiego Uniwersytetu w Jerozolimie (http://www.jpost.com/servlet/Satellite?cid=1239710820237&pagename=JPost%2FJPArticle%2FPrinter) , meczety i minarety choć nie zawsze były związane z polityczną ekspansją islamu, to dziś w są budowane przede wszystkim wobec niemuzułmańskiego innego. Czyli są wyraźnym wyzwaniem, a nie symbolem pokoju, tolerancji i koegzystencji. I tym właśnie stał się projekt Rajkowskiej (choć być może wbrew jej woli) znakiem politycznej ekspansji tej religii i promowanych przez nią wartości, które mnie osobiście nie są wcale bliskie.
Ważniejsze jednak jest to, że z kulturowego pytania projekt stał się natrętna odpowiedzią, z mirażu stał się ciężką dosłownością. Wieloznaczność ustąpiła miejsca męczącej jednoznaczności.
Dlatego właśnie dyskusja na rozmaitych forach internetowych wokól "Minaretu" toczy się między krytykami islamu i jego zwolennikami, którym sekundują zupełnie naiwnie zwolennicy politycznej poprawności, używający akurat w tym przypadku pochwał wobec islamu jako topora na katolików i wyznawców judaizmu. Byłoby to nawet dość zabawne, gdyby rzecz nie toczyła się tak na serio.


Czyż łatwość z jaką stronnictwa arabofilów i arabofobów zawłaszczyły dyskusję o czymś nie świadczy? Siła tych emocji mnie zaskakuje, a wściekłe dyskusje dawno oderwały się od samego dzieła sztuki.
Byłem przy narodzinach „Minaretu” i już dawno wyrobiłem sobie własne zdanie na jego temat (dalekie od problemów szariatu i wypraw krzyżowych), dlatego mam nadzieję, że ta burza na tyle ucichnie, że ujawnią się również inne cechy projektu.
Uważam, że nadanie Minaretowi trwałego i werystycznego charakteru ma sens i jest ruchem w dobrym kierunku. Precyzja wykonania i dbałość o detale wprowadzają nowe obszary odbioru i znaczeń. Przesunięcie z umownego symbolu ku dosłownej kopii właśnie rozbija jednoznaczności chociażby dlatego, że dyskusja może np. dotyczyć formy, materialności artefaktu.
Jakub Dąbrowski
komentarz który daliśmy również na strasznejsztuce:
„wątpliwości, ambiwalencje, jak to było w przypadku różnych innych projektów nie powinny być
przeszkodą w ich realizacji.
Chciałabym go skrytykować już po realizacji, a nie chciałabym, żeby moje wątpliwości były uznane za dodatkowy argument przeciw samej realizacji.”
chyba pani żartuje – wydać ponad pół miliona żeby móc coś zobaczyć? I dopiero wtedy ocenić? Kogo stać na takie próby?
List otwarty fundacji Malta – wykorzystuje temat cenzury jako chwyt poniżej pasa żeby przepchać projekt. W którym momencie mamy tu do czynienia z cenzurą? Toczy się dyskusja i są za i przeciw.
Indeks 73 – powierzchownie i płasko podchodzi w tym momencie do tematu. Okazuje się, że wystarczy że ktoś podrzuci tej inicjatywie pożywkę w której ktoś jest przeciwko czemuś i już ekipa jest zadowolona, bo ma o czym pisać, coś się dzieje. Idea indeksu jest dobra, ale może być zniszczona poprzez takie podejście.
Zgadzamy się z tym, co mówi P. Bernatowicz – że cel projektu został już osiągnięty, bo dyskusja która miała być wywołana już trwa. Dlatego forma butaforyczna jak było planowane na początku - jak najbardziej – pojawia się na moment, a potem znika, postawione zostaje pytanie i w tym wydaniu to super projekt. Ale realizacja solidnego minaretu przeistacza się z symbolu w niesmaczny obiekt ekspansji religijno politycznej.
O czym świadczy stosunek artystki chociażby do nas i jej wypowiedź podczas dyskusji oraz wywiadów? Wysłaliśmy list otwarty do JR gdzie zadaliśmy konkretne pytania. Artystka wymiguje się od odpowiedzi, nie chcąc splamić swojej czystości, co świadczy o jej poczuciu wyższości i hipokryzji. Mieni się intelektualistką, natomiast nas określa intelektualnym zerem, czym w prostacki sposób ścina dyskusję. Nawet gdybyśmy byli intelektualnym zerem, to i tak mamy prawo otrzymać odpowiedź jako zwykli obywatele. To standardowa, powielana od wielu lat praktyka pseudointelektualistów traktujących resztę jako niegodnych partnerów do podjęcia rozmowy. Z tego wynika również to, że JR nie wie jak się odnieść do zadanych pytań; a projekt okazuje się że jest rzeczywiście powierzchowny i płaski.
Zgadzamy się całkowicie z Piotrem Bernatowiczem również w tej oto kwestii:
„meczety i minarety choć nie zawsze były związane z polityczną ekspansją islamu, to dziś w są budowane przede wszystkim wobec niemuzułmańskiego innego. Czyli są wyraźnym
wyzwaniem, a nie symbolem pokoju, tolerancji i koegzystencji. I tym właśnie
stał się projekt Rajkowskiej (choć być może wbrew jej woli) znakiem
politycznej ekspansji tej religii i promowanych przez nią wartości, które mnie
osobiście nie są wcale bliskie.”
Zatrzymajmy się np. przy kobietach krajów muzułmańskich, które w świecie islamu nie mają żadnych praw. Minaret JR możemy zinterpretować jako poparcie i promocję pozycji kobiet w tej kulturze. W tradycji tej kultury zawierają się takie zjawiska jak samospalanie (Afganistan), zmuszanie do popełniania samobójstw przez mężów, ojców (Turcja), zakaz edukacji, brak możliwości decydowania samodzielnie o czymkolwiek, chociażby o własnym ciele, itp. itd. I jak tu ma się teoria gender? To są kpiny! Kobieta z Europy promuje wartości islamu, bo jest pod wrażeniem romantycznego pobytu na Bliskim Wschodzie. Zwykły Polak, nawet katolik z wąsem też pani pomoże nieść plecak (bo takie zdarzenie między innymi pani tak mile wspomina ze swych podróży i głębokich doświadczeń) Czy trzeba być islamofilem aby nie podpaść i być politycznie poprawnym? W tym przypadku brak tolerancji nie uważamy za rzecz negatywną i sądzimy że islamofobia jest objawem pozytywnym, mechanizmem obronnym przed narzucaniem wartości, które mijają się z zasadami wolności i demokracji.
Gender:
Uważamy używanie w tym kontekście teorii gender za całkowicie naciągane a wręcz za kolejny chwyt poniżej pasa. Sztuczne używanie jakiejś ideologii żeby przepchnąć swój projekt. Czy cokolwiek zostanie zrobione przez kobietę z marszu należy do gender? Nie przesadzacie? Też mamy kobiety w swojej grupie i my jako krasnalki jesteśmy wyraźnie przeciw używaniu nośnej teorii gender do zadawania ciosów poniżej pasa. Teoria gender jest ważna, istotna, ale przez takie naciąganie zostaje spłaszczona. Tylko dlatego że osobnik płci żeńskiej wykonał jakiś projekt.
Generalnie cała ekipa która stoi za projektem dopuściła się serii niedopuszczalnych ciosów poniżej pasa:
- JR – zwykły odbiorca to intelektualne zero, niegodny tego aby z nim rozmawiać
- Fundacja Malta – użycie hasła cenzury w sposób zakłamany i hipokratyczny; nieetyczne stosunek do werdyktu konkursu na daną przestrzeń
- Indeks 73 – w ich interesie jest aby poprzeć przypadek jako związany z cenzurą, gdyż wpływa to na korzyść marketingową tej organizacji
- nieetyczne i naciągane podejście do teorii gender. Wystarczy że osobnik płci żeńskiej zrobi coś kontrowersyjnego i już ma immunitet przedstawicieli teorii gender.
- narzucanie islamofilii jako jedynej prawidłowej opcji, szantażowanie brakiem politycznej poprawności
Drogi Jakubie, dostrzegam sprzeczność w Twoim rozumowaniu.
Piszesz, że od początku miałeś wyrobione zdanie na temat projektu Minaret, rozumiem że pozytywne.
Piszesz też, że najmocniejszą stroną projektu (uzasadniającą jego powstanie pomimo całej emocjonalnej debaty) jest forma minaretu, czyli wskazujesz na kategorie estetyczne tak, jakbyś mówił o tradycyjnym dziele sztuki (obrazie czy rzeźbie). Ale przyznasz, że formę można ocenić dopiero po ukończeniu dzieła. Skąd więc już teraz wiesz, że będzie to interesujące formalnie dzieło? ( na spotkaniu z artystką została zaprezentowana tylko bardzo ogólna wizualizacja, bez szczegółowych szkiców, rysunków, które rzeczywiście zapowiadałyby dzieło formalnie smakowite)
Przypuszczam zatem, że Twój pozytywny stosunek do projektu zasadzał się raczej na ocenie samego pomysłu, idei (no bo przecież nie mogłeś ocenić formy) i być może też na pewnym kapitale zaufania do artystki, znanej z ciekawych realizacji.
Tylko że ten kapitał zaufania opiera się przecież na symbolicznym czy ideologicznym wydźwięku jej wcześniejszych prac. Wskaż mi bowiem jakąś znaną pracę Joanny Rajkowskiej, która urzekałaby swoja finezyjną formą, ciekawym wykonaniem itp.?
A ja dostrzegam inną sprzeczność w rozumowaniu P. Dąbrowskiego. Od kiedy to: "Przesunięcie z umownego symbolu ku dosłownej kopii rozbija jednoznaczności". Zdaje się jest dokładnie odwrotnie.
No i ten "kapitał zaufania" jako jedyny argument wydatkowania 540 tysięcy.
„Piszesz też, że najmocniejszą stroną projektu jest forma minaretu” – niczego takiego nie piszę, wskazuję jedynie, że decyzja, aby zrobić z niego wierną kopię uwzględniającą, tak ważne w sztuce islamu, detale jest pójściem w dobrym kierunku. Sam fakt tego, że nie stajemy przed uproszczonym znakiem-symbolem, a czymś co zyskuje na formie wprowadza ciekawe aspekty interpretacyjne. Nie zastanawiam się wyłącznie co minaret ma znaczyć, ale również jak wygląda, jaki jest, jak działa kolorem, zdobieniami, jaka jest tradycja tej architektury itd. A więc nie tylko relacja „minaret w Poznaniu – bomby, szariat i umęczone kobiety” (perspektywa recepcji poza którą Krasnale nie są wstanie lub nie chcą wyjść), ale również wszystkie aspekty formalne pozwalające dziełu zadziałać wizualnie i wprowadzić element zaskoczenia czy innego postrzegania nudnawego, było nie było, miasta.
To o czym piszą Krasnale i Piotr jest jakąś automatyczną przyjęciem semantycznych „oczywistości” (znak politycznej ekspansji, niesmaczny obiekt ekspansji, poparcie i promocję pozycji kobiet w kulturze islamu), które dla mnie nie są ani oczywiste, ani nawet interesujące. Można mi zarzucić, że jestem ignorantem, ale to samo mogę powiedzieć o tych, którzy rzeźbę Joanny postrzegają wyłącznie w kategoriach "wojny kultur".
Cóż, nie odpowiadasz na moje pytanie, albo właściwie na moją wątpliwość – nie wiem skąd Ty znasz takie szczegóły (ornamenty itp. ) wyglądu owego minaretu, bo do tej pory nikt nie zwracał na to uwagi, ani na spotkaniu, ani w zdjęciach danych do prasy.
Funkcjonuje tylko bardzo ogólna wizualizacja.
Skąd wiesz, że można ciekawie interpretować coś, czego nie ma?
Jeśli te formalne, wizualne aspekty są tak istotne (nawet jeśli nie najważniejsze, jak korygujesz) to dlaczego nikt na to nie zwrócił uwagi do tej pory? Dlaczego odbyło się spotkanie artystki z mniejszością muzułmańską w Poznaniu (parę miesięcy temu), a nie zostały przedstawione szczegóły architektoniczne projektu? Jakub, nie oszukujmy się, ten projekt był od początku kulturową i polityczną prowokacją na poziomie „semantycznej oczywistości”, jak to określasz, tak był prezentowany (na spotkaniu w Arsenale Rajkowska przyznała, że o wyborze tego projektu zadecydowała interwencja Izraelska w strefie Gazy) i to nie ja, ani uczestnicy forów internetowych wywołali całą to sprawę.
Dlaczego został wybrany do skopiowania akurat ten minaret, jest on jakiś szczególny? Kto go zbudował, w jakim stylu, jakie jest znaczenie tego stylu w muzułmańskiej architekturze itp. Niczego takiego nie dowiedzieliśmy się na wspomnianym już spotkaniu i odniosłem wrażenie, że to w ogóle nie jest istotne. Dowiedzieliśmy się natomiast, że świat chrześcijański żywi nieuzasadniony lęk przed islamem.
Akcentowanie teraz strony formalnej jako ucieczki od debaty, która została przecież zainicjowana przez artystkę i kuratorów, jest argumentem świadczącym, cóż... o niedocenianiu inteligencji jej uczestników?
Inna kwestia – pytanie o aspekty formalne wcześniejszych prac Rajkowskiej. Wydaje mi się, że tradycyjny aspekt rzeźbiarskiego rzemiosła nie był w nich istotny, a może się mylę? Skąd wiesz, że Rajkowska po prostu poradzi sobie z całym tym bogactwem formalnych detali?
Zgadza się. Postawić minaret w Poznaniu byłoby działaniem zaskakującym. Ale czy to wystarczająco silny argument na jego realizację? Pojawiło się w Internecie mnóstwo równie zaskakujących alternatywnych propozycji, wcale nie tak nachalnych politycznie i kulturowo. Postawić wielkiego słonia, rakietę, czy fallusa byłoby równie zaskakujące, a nawet bardziej surrealistyczne.
Zastanawia się pan nad tradycją minaretu, ciekawi pana jego architektura? Czy to nie podążanie za banalną oczywistością? Do zaspokojenia tej ciekawości wystarczy zwykła książka, internet lub wyjazd (minaretów na świecie nie brakuje) nie trzeba do tego nie wiadomo jakich inwestycji.
I dlaczego minaret nazywa pan rzeźbą? To jest po prostu obiekt architektoniczny. (o konkretnym znaczeniu religijno kulturowym), jak kopuła w cerkwii, dzwonnica w kościele, itd. Itp. (Chyba że pójdziemy w ślad za Duchampem że wszystko co podpisane przez artystę jest dziełem sztuki. To ok., niech będzie sobie rzeźba).
Piotr:
- Dokumentacja fotograficzna minaretu, który wg arabisty uchodzi za najbardziej klasyczny dla tej kultury, istnieje i służy architektowi do opracowywania szczegółów. Ten problem mógłby się pojawić, ale on był mało podniecający dla Przemka z KP prowadzącego dyskusję, a swoją szansę zmarnował arabista przydługą perorą o wojnach krzyżowych.
- Na spotkaniu nikt nie zwracał również uwagi na formę i kontekst wizualny, urbanistyczny, architektoniczny, bo siła automatycznie przyjmowanych znaczeń (ekspansja, terroryzm, prowokacja kulturowo-religijna, tudzież tolerancja, multikulturowość itp.) była tak przemożna, że żaden inny topik nie miał szans zaistnieć. Chciałem powiedzieć co uważam za interesujące w Minarecie, ale nawet nie miałem na to szans.
- A interesują mnie różne konteksty projektu, które częściowo stały u podłoża pomysłu zaproszenia Joanny do Poznania, a z których niewiele osób zdaje sobie sprawę, bo myśli o szahidkach. Np. 150 m od Minaretu ma powstać tzw. zamek Przemysła, czyli gargamelowaty, neogotykoneorenesansowy twór z blankowaną wieżą, dzięki czemu Poznań będzie JEDYNYM miastem z zamkiem cesarskim i królewskim... Już ta wstydliwa sprawa dla, mieniącego się nowoczesnym, miasta stawia surrealną, wysoka wieżę Minaretu w innym kontekście. To tylko jeden z kilku przykładów.
- To, że Joanna jest niekonsekwentna, albo, jak twierdzą Krasnale, ma problemy ze steoretyzowaniem swojego gestu mnie nie interesuje – ja wiem dlaczego popieram ten projekt i wiem dlaczego uważam go w tym miejscu i mieście za celny. Dostrzegam też konteksty polityczne i kulturowe, i mam do nich inny stosunek niż większość polemistów.
- forma u Rajkowskiej – z Palmą był i jest problem kasy, innymi słowy Joanna chciałaby wypasiona Palmę, ale przekraczało to jej możliwości finansowe (nie miała publicznych mecenasów i protektorów). A Dotleniacz był w swojej kiczowatości BARDZO starannie wykonany, tu gresik, tam klombik, ławeczka i tęcza w wodnej mgiełce – to był ważny aspekt projektu.
Krasnale:
- Jakie to były projekty dla Poznania, proszę mi je przedstawić?
- Można wszystko, tylko trzeba to zrobić, słonie stały, „fallus” autorstwa klasyka światowej awangrady kręci się przed MNP (nikt tego nie widzi, nikt nawet o tym nie pamięta, to są martwe akcje).
Minaret jest architekturą w architekturze, zaprojektowany w specyficznym zaniedbanym miejscu, w którym działa znakomicie właśnie jako forma architektoniczna. Czy znacie perspektywę Poznania ze wschodniego brzegu Warty? Gdyby nie bernardyni (genialnie urbanistycznie umieszczony kościół) byłaby tragiczna. Dodatkowy pionowy akcent niekominowy (bo takich jest sporo) wprowadza tam nową wartość, a jeśli dodamy jego egzotyczny kształt mamy wizualne iskrzenie.
- nigdy nie sięgnąłbym po żadną książkę o tej architekturze, gdyby nie Minaret
- czemu nazywam to rzeźbą? No właśnie, to jest to charakterystyczne u Was przemieszanie signifiant i signifie, czy jak zobaczycie „9 godzinę” Catellana to powiecie, że to papież przygnieciony meteorem? To jednak nie jest ani papież, ani meteor, to jednak nie jest minaret
- ciągle w Waszych wypowiedziach przebija problem kosztów Minaretu, mogę np. powiedzieć, że pracowałem nad wystawą, która trwała 2 tygodnie i miała podobny budżet
- od 100 lat nie ma wyboru, za Duchampem nie tyle możemy, co musimy podążać.
PS
Krasnale
Jesteście wirtualnymi artystami, malarzami, twórcami komiksów, krytykami, metakrytykami, może, gdybyście znaleźli chwilę czasu, zrobilibyście na boku własny zajebisty projekt sztuki w przestrzeni publicznej Poznania?
"Chciałem powiedzieć co uważam za interesujące w Minarecie, ale nawet nie miałem na to szans."
- szansa na publiczną wypowiedź jest zawsze - m.in. na forum krytyków :) warto z niej korzystać, może wówczas byłby materiał do dyskusji o formie minaretu. A tak trudno odwoływać się do niepublikowanych materiałów znanych kilku osobom i przekonywać, że są one niezwykle istotne dla projektu...
Chyba jest coś na rzeczy odnośnie związków minaretu z rekonstrukcją zamku Przemysła. Gdyby pozbawić ten minaret ideologicznego kontekstu (w co raczej wątpię – ba, myślę że dopiero jak się pojawi, konflikt się zacznie) to byłby to dokładnie taki projekt w stylu Las Vegas jak ten zamek.
Choć może ta rekonstrukcja jest nawet ciekawsza z punktu widzenia socjologicznego, bo to nie kopia ale czysta wizualizacja społecznych wyobrażeń na temat pradawnego zamczyska... taki zamek utkany z ludzkich marzeń i tęsknot :)
Pisałem o tym częściowo w marcu do kwietniowego wydania, ale odrzuciłeś artykuł.
Danto pisze, że we współczesnym dziele sztuki obok fizycznego przedmiotu, który często jest bez znaczenia estetycznego ważny jest przede wszystkim dyskurs. Ty właśnie napisałeś o zamku w sposób, który ma się ni jak do całej idei towarzyszącej jego powstawaniu. Tu nie będzie miejsca na postmodernistyczne gry znaczeniowe, spory i dystans interpretacyjny - twórcy zamku, lokalni poznańscy patrioci zaraz Cie przytną. Zresztą Twoja (fajna) interpretacja z poprzedniego postu (co jest ciekawsze socjologicznie, co bliższe Las Vegas itd.) powstała właśnie dzięki Minaretowi.
Ale nie chciałbym sprowadzać tego projektu tylko do kontekstu zamku Przemysła.
Pisałem już powyżej, że warto spojrzeć na projekt „szerzej, czyli węziej”, tzn. uwzględniając najprzeróżniejsze lokalne konteksty: urbanistyczne, społeczne, architektoniczne, artystyczne, polityczne.
Piotr napisałeś:
„Trudno odwoływać się do niepublikowanych materiałów znanych kilku osobom i przekonywać, że są one niezwykle istotne dla projektu”, a jeszcze wyżej, że „niedoceniam inteligencji uczestników debaty”. Otóż, wręcz przeciwnie, ja bardzo, ale to bardzo na inteligencję debatujących liczę.
A właściwie dlaczego musimy podążać za Duchampem?... Mamy wybór, albo uwierzymy, że to fontanna albo nie.
Z minaretem jest podobnie, mamy pełne prawo w to działanie nie uwierzyć...
Jakub, nie twórzmy fałszywego wrażenia, że próbuję ograniczać Twój głos w dyskusji o Minarecie odrzucając Twoje teksty. Bo dobrze wiesz, że tak nie jest. Dowodem są Twoje ciekawe teksty o pracach Rajkowskiej: o Palmie i Dotleniaczu publikowane w naszym piśmie (Arteon 1/2008, Arteon 6/2008), które zresztą powstały, jak pewnie pamiętasz, z mojej inspiracji. Były to, warto przypomnieć, pierwsze teksty w prasie fachowej na temat projektów Rajkowskiej. Zachęcałem Cię też do pisania na temat projektów poznańskich „Minaret” i „Wodnik”. Jednak uznałem też, że czytelnika mniej będzie interesować opis różnego rodzaju miejskich projektów w Poznaniu (od rzeźb Abakanowic, przez kolumnę Macka i zamek Przemysła) o czym pisaliśmy już wiele razy, a czego dotyczyła większa część Twojego tekstu, a bardziej trzeba się skupić na nowych projektach ich opisie i analizie. Wszystko co dotyczyło tych projektów w opublikowanym tekście się znalazło (Arteon 4/2009).
Poza tym sam popierałem zaproszenie Joanny Rajkowskiej i przygotowanie przez nią projektów, o czym doskonale wiesz. Moje wątpliwości zrodziły się właśnie po owym spotkaniu w Arsenale – o czym pisałem powyżej.
Co do porównania Minaretu i Zamku – to było ironicznie z mojej strony. Interpretacyjne zabawy nie mogą zanegować pierwszorzędnego faktu, że oba projektu są związane z pewną formą władzy: wieża zamkowa jest symbolem poznańskiego konserwatyzmu, a jaką władzę zaczął ucieleśniać minaret – pisałem wyżej.
Jeśli, ktoś odniósł wrażenie, że Piotr ogranicza mój głos w jakiejkolwiek dyskusji, to przepraszam, nigdy takie ekscesy nie miały miejsca.
Żyjemy w czasach właśnie interpretacyjnych zabaw, a nie modernistycznych dogmatów, a jest to również pokłosiem bezprecedensowej działalności Duchampa. Sam fakt tego, że wchodząc do muzeum nigdy nie będzie Pan/Pani Legion pewien czy to co ogląda to eksponaty, czy narzędzia robotników, którzy w sąsiednim pomieszczeniu wymieniają klamkę, jest bezsporny. Czy uwierzymy, że to młotek czy też „przedłużenie złamanego nadgarstka” jest zupełnie inną sprawą..
Co ciekawe, wiele gestów Krasnali (pytanie co jest dobrym malarstwem, ironiczne parafrazy elementów ikonosfery, albo obnażanie mechanizmów działania rynku sztuki) w prostej linii wywodzi się od jego twórczości. Przed Duchampem nikt blich nawet nie nazwał artystami.
Tradycja pastiszu, pamfletu – także malarskiego - jest o wiele starsza niż Duchamp, a do tej tradycji zaliczyć można działalność krasnali.
I nawet najwięksi artyści dawali w ten złośliwy sposób upust swemu krytycznemu nastawieniu do różnych znanych osobistości, a także innych artystów. Nikt im przez to nie odbierał miana artystów. Przykładami można sypać jak z rękawa – zaczynając np. od Michała Anioła, który złośliwie wymalował krytyka swojego dzieła, Biagio da Cesenę jak postać z oślimi uszami (król Midas) nago (z obwisłym biustem :) w piekle na Sądzie Ostatecznym w Kaplicy Sykstyńskiej (oczywiście nie można nie wspomnieć Dantego, który wcześniej powrzucał do piekła wiele osób, które mu dopiekły).
Oczywiście nie porównuję krasnali do Michała Anioła (już słyszę te głosy oburzenia przeciw profanowaniu dzieła geniusza z Florencji przez porównanie z obrazami krasnali :)
Tak czy owak nawiązują oni, w bardziej lub mnie udany sposób, do tej właśnie tradycji – nie wiem czy świadomie czy intuicyjnie.
Tradycja pastiszu, pamfletu jest jeszcze starsza niż Michał Anioł, tylko co z tego. Ten sam gest 2000 czy 500 lat temu ma inne znaczenie niż w ciągu ostatnich 100 lat. Zresztą o czym ja w ogóle tu piszę, przecież to są jakieś banały.
Uważam, że Minaret jest świetnym projektem, a Piotr i Krasnale nie mają racji...
no to jest dopiero argument :)
A ja uważam, że Minaret nie jest świetnym projektem, a Piotr i Krasnale mają rację...
i co,co dalej?
a z takich nowinek dotyczących tematu, to swoiste jest to, że powstał już blog, zainspirowany tylko i wyłącznie dyskusją na temat tego projektu:
sekator.blogspot.com
Może się okazać, że projekt Minatet stanie się wielką inicjatywą społeczną i wkrótce będziemy mieli takie "obiekty artystyczne" w każdym polskim mieście:) wtedy to już w ogóle będzie super!
Co do pytania Pani, odpowiedź może być tylko jedna: nic dalej.
Jeśli takie obiekty powstaną w innych miastach, to wtedy będzie to powtórzenie gestu, które z punktu widzenia artystycznego oczywiście nie ma sensu, a zmieni się w czysto polityczne działanie sytuujące się na tej samej płaszczyźnie, co np. założenie partii „Minaret”. Nie mam na to wpływu, nie ma to również wpływu Joanna i mogę Panią zapewnić, że nikt z nas takiego odzewu nie przewidywał.
I tak zdecyduje ten, kto aktualnie przy kasie. (A przy kasie urzędnik, który z nagła się rozentuzjazmował projektem, mimo dziury w budżecie. Dyskutujmy, choć na nonsensy jeszcze żadna publicystyka nie znalazła lekarstwa.
"Można mi zarzucić, że jestem ignorantem, ale to samo mogę powiedzieć o tych, którzy rzeźbę Joanny postrzegają wyłącznie w kategoriach "wojny kultur"."
Sęk w tym, że to jest wojna kultur, którą próbuje się przenieść na nasz grunt wychodząc z idealistycznych założeń i zaprzeczając faktom. Pani Iza Kowalczyk np. jest przekonana, że "Minaret zbudowany przez kobietę (obcą, inną i w dodatku artystkę) nie może być elementem wykorzystanym przez jakichkolwiek fundamentalistów." Dlaczego niby nie może?
To są fakty, czy projekcje lęków? Jakie FAKTY świadczą o wykorzystaniu Minaretu przez fundamentalistów?
Jadę teraz na wakacje: Niemcy, Francja, Włochy (kilkanaście - kilkadziesiąt milionów muzułmanów), radzi mi Pan ubezpieczyć się od zamachów? Firmy ubezpieczeniowe odmówią mi podpisania umów, bo popieram powstanie rzeźby Minaret w Poznaniu?
Minaret Rajkowskiej i wcześniejsze jej realizacje, to jest wojna kultur w tym znaczeniu, że czymś innym jest uznanie ich za przedsięwzięcia społecznie "pożyteczne" lub nie, a czymś zgoła innym zaliczenie ich do sfery sztuki. Jeżeli założymy, jak Birnbaum, Obrist itp.(za Beuysem), że artysta tworzy świat, a nie dzieło, to i owszem. Ale z uznaniem tego założenia jest niemały kłopot. Weźmy ten minaret na warsztat. Jest ogólny pomysł, nie czepiam się jego prostoty, wszak Nacht Samborski też mawiał, że często wychodzi się od banału. Przekłady komin-minaret (islam), komin-fiut miejski(żart, blisko fonet.z męski), komin-kolumna arki przymierza (judaizm), można mnożyć łatwe paralele. Równie łatwo można naginać do potrzeb osie widokowe wariantów usytuowania, czego mistrzem Dan Brown (Anioły i demony). A jak się nie da to zadowolimy się zaledwie sąsiedztwem (Wodnik). Pozostaje realizacja. Ta niestety u Rajkowskiej kuleje w sposób ostentacyjny. I nie są to -jak chciałby Jakub Dąbrowski- projekcje lęków, tylko FAKTY. Palma np.: banalna forma jak z murzynka Bambo, co w Afryce mieszka (równiutki, plastykowy pień, "po bożemu" regularny pióropusz liści,żadnych odstępstw od "reguły", chodząca sztucznota). Do tego sfuszerowana technicznie przy pierwszym podejściu -oklapła i wyłysiała. Dotleniacz - tandetne oczko wodne jak przy skalniaku dorobkiewicza (brakowało krasnala), żadnych plastyczno-przestrzennych podwiązań do miejsca, bajorko, które obsiadły dewotki, marzące o życiu wiecznym w środku zasmrodzonej metropolii. Oprócz pomysłu, dzieło zawiera realizację, a tu nomen omen "schody". Normalnie dzieło powstaje w ogniu przeróbek, ryzyka, wahań, zniszczeń, ponownych wysiłków z uszanowaniem decyzji "po drodze". Tu, z przyczyn technicznych, realizacją zajmie się rzemieślnik kamieniarz ze ślusarzem pospołu, a nie rzeźbiarz z artystą kowalem (wówczas Rajkowska niepotrzebna). Zamiast minaretu nadal stał będzie komin tyle, że z balkonikiem. Zamiast makatki bez jelenia, będzie makatka z jeleniem. Za jedyne 600 tys. zeteł.
Do AB: tak.
Do JD:
"meczety i minarety choć nie zawsze były związane z polityczną ekspansją islamu, to dziś w są budowane przede wszystkim wobec niemuzułmańskiego innego."
Możemy się z tym zgadzać lub nie (traktować jak fakty lub nie), ale rozsądek nakazuje brać to pod uwagę.
Wszystkie moje wywody powyżej dotyczą tego, że warto, aby minaret był, mówiąc najprościej, ładny (odbyło się wiele rozmów o jego formie, rozpatrywane były różne warianty i konsultowano ich znaczenia z arabistą, który funkcjonujący na wizualizacjach kształt wskazał jako najbardziej klasyczny dla kultury islamu).
O formie innych projektów Rajkowskiej, również pisałem powyżej.
Ale, nie ma sprawy, jak Pan dorzuci jeszcze milionik, to będzie taki minaret w Poznaniu, że muezini od Kabulu po Tanger zzielenieją z zazdrości.
Dorzuciłbym milionik gdybym nie znał Pańskich gwarancji jakości realizacji projektów, ale ponieważ je poznałem na Krakowskim Przedmieściu w W-wie, dorzuciłbym drugi milionik, żeby się Pan usunął z pola widzenia, a zwłaszcza działania artystycznego
Nie ja jestem kuratorem "Minaretu", nie ja realizowałem projekt na Krakowskim Przedmieściu, niech Pan pogada z Niziem
To co z tym milionikiem?
Milionik, jak łapówkę, to ja mogę wziąć, a nie dać.
Niech Pan uważa z tym braniem łapówek, za to grozi 8 lat – taka długa nieobecność byłaby nieodżałowaną stratą dla polskiego malarstwa i wszelakich forów internetowych.
JD za D.: „we współczesnym dziele sztuki obok fizycznego przedmiotu, który często jest bez znaczenia estetycznego ważny jest przede wszystkim dyskurs.”
A więc rozmawiamy o dziedzinie sztuki, która wypowiada się poprzez dyskurs, kształtuje dyskurs, a nie formę wizualną jak plastyka (sztuki wizualne). Nazwijmy ją jakoś. Minaret ma być (jest) artefaktem tej dziedziny sztuki i nie można rozważać jego „ładności”, bo wtedy artysta zaprzecza sam sobie. Jak ma być ładne to mamy „sztuki piękne”, wtedy forma i przesłanie i Minaret odpada. Jak ma być dyskurs w oderwaniu od formy to inna bajka, może być Minaret, ale musi prowadzić do debaty o jakościach artystycznych, a nie ideologicznych. Prowadzi?
JD: "Krasnale
Jesteście wirtualnymi artystami, malarzami, twórcami komiksów, krytykami, metakrytykami, może, gdybyście znaleźli chwilę czasu, zrobilibyście na boku własny zajebisty projekt sztuki w przestrzeni publicznej Poznania?"
Fragment opowiadania Sławomira Mrożka „Zdarzenie”:
"- Właśnie: Życie mija! Nigdy nie uwierzę, że mija tak sobie, przecież muszą być jakieś subtelności, podwójne dna, złote ziarno, prawda?
- Panie, spójrz pan na mnie – powiedział krasnoludek mniej zniecierpliwiony, niż można było się spodziewać. – Czy ja wyglądam jakoś tak, że pan mnie o to pyta? Czy ja jestem ksiądz albo profesor? Dziwności życia, proszę pana, to dobre w książkach, ale nie dla nas, zwykłych krasnoludków, którym z nieba nic nie spadnie.
- Więc nie powie pan, nie chce pan powiedzieć! – opadła ze mnie fala uniesienia, łatwo zrozumiałego w tych okolicznościach. Wiedziałem, że coś tracę. Puściłem guzik. Byłem rozczarowany i przygnębiony.
- Pan myśli, że ja przez złośliwość? – zmartwił się poczciwiec. – Ale słowo panu daję, nawet jeżeli czasem się coś pomyśli, w tym rodzaju, co pan, to i tak trudno do czegoś dojść, ponieważ ograniczeni jesteśmy, proszę pana, przez konkretną rzeczywistość o twardo zarysowanych konturach. Oto co się liczy. Niech pan sobie nie nabija głowy jakimiś nadzwyczajnościami."
Spoko.Jeżeli ktoś myśli, że w pierdlu nie można korzystać z komputera czy sztalugi grubo się myli. Tam to są dopiero waruneczki(jak mawiają skoczkowie narciarscy). Tam jest przyszłość. Zdaje się, że niebawem dla malarzy w sensie ustalonym przez niezłych majstrów, już tylko tam.
JD: "Krasnale
Jesteście wirtualnymi artystami, malarzami, twórcami komiksów, krytykami, metakrytykami, może, gdybyście znaleźli chwilę czasu, zrobilibyście na boku własny zajebisty projekt sztuki w przestrzeni publicznej Poznania?"
Fragment opowiadania Sławomira Mrożka „Zdarzenie”:
"- Właśnie: Życie mija! Nigdy nie uwierzę, że mija tak sobie, przecież muszą być jakieś subtelności, podwójne dna, złote ziarno, prawda?
- Panie, spójrz pan na mnie – powiedział krasnoludek mniej zniecierpliwiony, niż można było się spodziewać. – Czy ja wyglądam jakoś tak, że pan mnie o to pyta? Czy ja jestem ksiądz albo profesor? Dziwności życia, proszę pana, to dobre w książkach, ale nie dla nas, zwykłych krasnoludków, którym z nieba nic nie spadnie.
- Więc nie powie pan, nie chce pan powiedzieć! – opadła ze mnie fala uniesienia, łatwo zrozumiałego w tych okolicznościach. Wiedziałem, że coś tracę. Puściłem guzik. Byłem rozczarowany i przygnębiony.
- Pan myśli, że ja przez złośliwość? – zmartwił się poczciwiec. – Ale słowo panu daję, nawet jeżeli czasem się coś pomyśli, w tym rodzaju, co pan, to i tak trudno do czegoś dojść, ponieważ ograniczeni jesteśmy, proszę pana, przez konkretną rzeczywistość o twardo zarysowanych konturach. Oto co się liczy. Niech pan sobie nie nabija głowy jakimiś nadzwyczajnościami."
JD: "Krasnale
Jesteście wirtualnymi artystami, malarzami, twórcami komiksów, krytykami, metakrytykami, może, gdybyście znaleźli chwilę czasu, zrobilibyście na boku własny zajebisty projekt sztuki w przestrzeni publicznej Poznania?"
Fragment opowiadania Sławomira Mrożka „Zdarzenie”:
"- Właśnie: Życie mija! Nigdy nie uwierzę, że mija tak sobie, przecież muszą być jakieś subtelności, podwójne dna, złote ziarno, prawda?
- Panie, spójrz pan na mnie – powiedział krasnoludek mniej zniecierpliwiony, niż można było się spodziewać. – Czy ja wyglądam jakoś tak, że pan mnie o to pyta? Czy ja jestem ksiądz albo profesor? Dziwności życia, proszę pana, to dobre w książkach, ale nie dla nas, zwykłych krasnoludków, którym z nieba nic nie spadnie.
- Więc nie powie pan, nie chce pan powiedzieć! – opadła ze mnie fala uniesienia, łatwo zrozumiałego w tych okolicznościach. Wiedziałem, że coś tracę. Puściłem guzik. Byłem rozczarowany i przygnębiony.
- Pan myśli, że ja przez złośliwość? – zmartwił się poczciwiec. – Ale słowo panu daję, nawet jeżeli czasem się coś pomyśli, w tym rodzaju, co pan, to i tak trudno do czegoś dojść, ponieważ ograniczeni jesteśmy, proszę pana, przez konkretną rzeczywistość o twardo zarysowanych konturach. Oto co się liczy. Niech pan sobie nie nabija głowy jakimiś nadzwyczajnościami."
Do Jazona:
Proszę Pana, to, że wygląd jest bez znaczenia (artysta nie dba o formę), też ma znaczenie - sens. W dziele sztuki, w tym co jest widzialne nie ma elementów nieznaczących, sensotwórczych.
Prezentuje Pan dogmatyczne stanowisko czystości podziału na nazwijmy to sztukę modernistyczną (ważna jest forma) i sztukę awangardową (ważna jest treść i najczęściej związana z nią krytyka społecznych systemów władzy, także, a może przede wszystkim ujmowanych w Foucaultowskim znaczeniu). Problem, polega na tym, że taką krytykę można również przeprowadzać za pomocą wyszukanej, w sensie modernistycznym, formy, która może mieć w danym kontekście takie a nie inne znaczenie.
Ta i tak prościutko zarysowana sytuacja komplikuje się przy twórczości w przestrzeni publicznej, tu nie ma „neutralnych” białych ścian, a artefakt jest podatny na działanie najprzeróżniejszych kontekstów, które w różny sposób mogą wpływać na tego samego odbiorcę. Przykładowo Joanna pyta o nasz stosunek do islamu, leki związane z ta religią, a może ogólnie z Obcym, albo o interwencję polskich sił zbrojnych w Iraku, albo o uciemiężonych Palestyńczyków itp., albo o wspólnotę monoteistycznych religii, my o tym dyskutujemy, Pan nie akceptuje pomysłu, rozsądnie analizuje kulturowe zagrożenia.
Ale jest godzina 14 w niedzielę w lipcu, pustki na ulicach, 35 stopni C, powietrze faluje z gorąca, wychodzi Pan z ulicy Żydowskiej skręca w kierunku skrzyżowania Garbar i nagle widzi Minaret. Na moment tworzy się inny świat, inne miejsce, inny czas – jaka to jest sztuka: modernistyczna czy awangardowa? Jakie to ma znaczenie?
Mogę dyskutować o Minarecie przyjmując za punkt odniesienia taki, a nie inny pradygmat wyjściowy, a sztuka i tak mi ucieknie i tak mnie zaskoczy.
Krasnale, coż za kokieteryjna skromność!
Może jednak spróujecie?
P. Dąbrowski, jak patrzę na skrzyżowanie Garbar (nawet na zdjęciu)w dupie mam uciemiężonych Palestyńczyków, i głowę dam, że Pan takoż. Już Was widzę, jak Rajkowska z jamnikiem na rękach a Panem na smyczy pakuje się o 14 w niedzielę na Minaret. Trzeba mieć naprawdę niskie wyobrażenie o rozmówcach, żeby takie dyrdymały oplatać. Dla mnie największym zagrożeniem kulturowym jest sama Rajkowska, nawet bez Pana w roli ministranta islamu.
"Nieskończone możliwości czerni i bieli
Przypadkowość jest również w szarości, która powstaje dzięki tarciom i przytarciom czarnego węgla. Jak już zaznaczono, prace powstają zawsze według jakieś zamysłu autora, ale wplata on w niego niespodziankę. Jeżeli zabraknie tego elementu gwałtownego ruchu, który nie zawsze wychodzi tak jak się go zaplanuje (grubsza, cieńsza, dłuższa, krótsza, o innym kształcie) wówczas rysunek jest schematyczny i nie zaskakuje, nie ma odpowiedniej dawki emocji, nie działa na odbiorcę. Jeden rysunek na wystawie jest czarny - to pies ukryty w czerni. - Jest nieskończenie wiele możliwości jeżeli chodzi o kolorystykę tylko przy dwóch barwach. Można go bardziej lub mniej wydobyć z tej czerni. Użyć więcej szarości lub bieli, a w rysunku bardzo łatwo zgubić biel - wyjaśnia Biernacki."
więcej na: http://www.gazetylokalne.pl/index.php?p=news&newsid=219&area=1
Panie: "Trzeba mieć naprawdę niskie wyobrażenie o rozmówcach, żeby takie dyrdymały oplatać"
cyt. :,,Ale jest godzina 14 w niedzielę w lipcu, pustki na ulicach, 35 stopni C, powietrze faluje z gorąca, wychodzi Pan z ulicy Żydowskiej skręca w kierunku skrzyżowania Garbar i nagle widzi Minaret. Na moment tworzy się inny świat, inne miejsce, inny czas – jaka to jest sztuka: modernistyczna czy awangardowa? Jakie to ma znaczenie?
Mogę dyskutować o Minarecie przyjmując za punkt odniesienia taki, a nie inny pradygmat wyjściowy, a sztuka i tak mi ucieknie i tak mnie zaskoczy.,,
99% przeciętnego człowieka nie skojarzy tego z Minaretem...
tak jak nikt nie kojarzy latarń morskich też(choć podobne )
-chyba ,że do minaretu dołozymy jakieś dziewice może:
,,Nieziemski seks w Raju
Nawet tacy ortodoksyjni teologowie islamscy jak al Ghazali (zm. 1111 n.e.) i
Al-Ash'ari (zm. 935 n.e.) przyznawali, ze w Raju dostępne beda przyjemnosci
cielesne. Komentator koraniczny, Al-Suyuti (zm. 1505), napisal: "Za kazdym
razem śpiąc z hurysą odnajdujemy jej dziewictwo. Poza tym penis Wybranego
nigdy nie mieknie. Erekcja jest wieczna. Uczucie kiedy za kazdym razem się
kochasz jest absolutnie wyśmienite i spoza tego swiat. I nawet gdybyś chciał
zrobić to samo na ziemi, to bylbys na to za slaby. Kazdy Wybrany [tzn
muzulmanin] ozeni sie z 70 hurysami, poza kobietami ożenionymi na ziemi, i
wszystkie beda miały smakowite waginy".
Towarzysz Winnicki pozdrawia Towarzysza Biernackiego w walce pokój na Ziemi(Tej Ziemi...)
Jest wczesny poranek, wjeżdżam do Warszawy i nagle na horyzoncie, dokładnie tam gdzie Traktat Brzeski (już jako Płowiecka) łączy się z niebem wyłania się Pałac Kultury, monument w przestrzeni miasta.
"Na moment tworzy się inny świat, inne miejsce, inny czas..."
Do JD:
"Nieskończone możliwości czerni i bieli...http://www.gazetylokalne.pl/index.php?p=news&newsid=219&area=1
...
Panie: "Trzeba mieć naprawdę niskie wyobrażenie o rozmówcach, żeby takie dyrdymały oplatać"
Każdy podręcznik komunikacji uczy, że należny przekaz dostosować do wiedzy odbiorcy. AB mówi do przeciętnego Kowalskiego, a nie do krytyka z Ujazdowa.
No i taka uwaga: kiedy dyskutującym brakuje argumentów, podważają kompetencje adwersarza, kwestionując jego twórczość lub wypowiedzi, które nie są przedmiotem dyskusji. Artyści w rozmowie z teoretykami stoją zawsze na straconej pozycji.
Przyszła panienka z gazety lokalnej, coś zanotowała, tekst (nieautoryzowany) poszedł, nieszkodzi, głupsze czytałem.
Innym razem też przyszła panienka z gazety ogólnopolskiej, ani be, ani me, też coś zanotowała "w podobie".
Dzisiaj ta panienka jest wicedyrektorem ms2.
trochę szkodzi jak nie szkodzi razem
Panie Andrzeju no i po co to kopanie panienki. Tekst jaki jest każdy widzi. Pan JD nie wie jak to wygląda pokazuje bo nikt z nim nie robi wywiadów. Zawsze przychodzi jakaś panienka (albo chłopczyk, żeby feministki się nie przyczepiły, że dyskryminujemy), która/który nic nie wie i mało rozumie, ale pnie się po artystach na szczyt kariery (albo się nie pnie bo ma to w d…). A za artystą ciągnie się smród nieautoryzowanych wypowiedzi. Kompetentny dziennikarz pisze tak, żeby czytelnik zrozumiał, a rozmówca nie wyszedł na debila. Panie Jakubie przywołany tekst świadczy o potencjale jego autora, a nie artysty.
Nasza rozmowa wygląda następująco:
AB do JD: pan oplata dyrdymały
JD do AB: a pan jeszcze większe
J w obronie AB: czasem tak trzeba
AB: to nie ja to panienka
J: pozdrawiam z piaskownicy:)
Fakt, niespecjalnie to wygląda, choć, biję się w piersi, chciałem wykorzystać okazję do zwrócenia okazji na tę wice z ms2. To skandal, że ktoś pisze jako "dziennikarz" pamflety na dyrektora i panegiryki na następcę, a potem zostaje zastępcą następcy.
Księżyc
Amerykanie od dawna już prowadzili dyplomatyczne stosunki z plemieniem obcych, którzy stworzyli sobie bazę na Księżycu. Wiadomo bowiem, że Księżyc jest amerykańskim oczkiem w głowie. Każdy Amerykanin dumny jest z tego, że to jego przodek jako pierwszy zstąpił na tę planetę. Toteż poruszenie wywołał e-mail, który przyszedł do Białego Domu. Pochodził on od obcych.
- Szanowni przedstawiciele, przywódcy narodu amerykańskiego, nasze władze zapraszają was na spotkanie na szczycie, które może zaowocować kolejnym doniosłym wydarzeniem w historii waszego kraju.
Wiadomość szybko dotarła do gabinetu Obamy. Jako nowy, postępowy prezydent, bez wahania przyjął propozycję. Spotkanie przywódców miało odbyć się za 5 dni na Księżycu.
Odpowiednia część rakiety osiadła na jasnoszarej powierzchni, zza szybki w specjalnym kasku spoglądała ciemna twarz Obamy.
Spotkanie odbyło się w piątym segmencie centrum dowodzenia obcych. Po kurtuazyjnym powitaniu, przy wielkim kamiennym stole, przywódca rozluzował ton i przeszedł do konkretów.
- Bo widzisz Baracku… Sytuacja jest taka… Wam zależy na idei Księżyca i nam zależy na idei Księżyca. Żebyśmy mogli lepiej współpracować, i żebyście mogli coś więcej z tego Księżyca mieć niż tylko symbol, możemy zgodzić się na pewne ustępstwa, i korzystne dla was propozycje gospodarcze w dobie kryzysu, ale mamy pewien warunek.
- Słucham twoich propozycji – rzekł Barack.
- Dla wzmocnienia naszych zasobów energetycznych potrzebne jest nam wykonanie przez was na ziemi pewnej konstrukcji, która w żaden sposób nie będzie dla was szkodliwa, a dla nas będzie mieć konkretne znaczenie fizyczne, materialne.
- A co to miałaby być za konstrukcja? I gdzie miałaby stanąć?
- Na terenie waszego kraju znajduje się punkt mocy odnaleziony na mapie geologicznej przez zespół naszych naukowców. Znajduje się on w miejscu zburzonych wież World Trade Center.
- WTC? – Zaniepokoił się Obama.
- Spokojnie. Już mówię dalej. Otóż dla wzmocnienia energetyki naszego regionu kluczowe byłoby postawienie właśnie w tym miejscu owej konstrukcji. To nic takiego. Jest to zwykła, w ogóle nieskomplikowana konstrukcja, po prostu okrągły, wysoki słup. Dokładne parametry podaliby wam nasi naukowcy i zespół techników.
Obama był skołowany. Nie spodziewał się tak dziwnej propozycji. Czuł się niepewnie ze względu na zbytnią absurdalność tego projektu. Jednak pozwolił na to, aby rozmówca kontynuował, i za każdym kolejnym słowem, sprawa wydawała mu się coraz bardziej logiczna. Do tego nie niosła ze sobą żadnych zagrożeń.
- Pozwól Baracku, że powiem ci teraz jeszcze więcej o tym, dlaczego słup i dlaczego w tym miejscu. Otóż w czterdziestym piątym dniu naszego kalendarza, oś tego słupa dokładnie będzie wchodzić w idealny środek Księżyca, w fazie tuż po nowiu, kiedy jest najcieńszy. To sprawi, że jego energia świetlna wzmocni swoją moc kilkaset tysięcy razy. Będziemy mogli stworzyć jej magazyny na długie lata, a nawet oferować je innym krajom waszej Ziemi, za symboliczne, drobne usługi. Wszystkim się to opłaci.
Taka wizja była kusząca, więc Barack Obama podpisał kontrakt. Rozpoczęto budowę, i już po miesiącu, jakby spomiędzy dwóch byłych wież WTC, wyrósł potężny słup. Dodano mu jeszcze kilka ozdobnych detali, które dla księżycowych miały jakieś istotne znaczenie techniczne. Kolorowe światełka ze szkiełek, na szczycie balkonik oplatający słup. Jeden z przedstawicieli Księżyca miał lądować na nim, by z dołu doniosłym głosem sterować jego położenie względem centrum księżycowego.
To była w założeniu dla Ameryki taka budowla bez obciążających znaczeń, nawet estetycznie dobrze wypadała w kontekście urbanistycznego projektu miasta. A w 45 dzień kalendarza obcych, wskazywałaby na cienki półsiężyc – dumę amerykańskiej epopei kosmicznej.
I tylko rodziny tych, którzy zginęli pamiętnego 11 września, nie mogły uwierzyć, że postawiono tu minaret. Czy Nowy Jork nie przesadził z tą otwartością?
- Dlaczego? Rozlegało się odtąd pytanie, i bezboleśnie rozpływało się w przestrzeni.
Sleeping Beauty
The Krasnals
Księżyc
Amerykanie od dawna już prowadzili dyplomatyczne stosunki z plemieniem obcych, którzy stworzyli sobie bazę na Księżycu. Wiadomo bowiem, że Księżyc jest amerykańskim oczkiem w głowie. Każdy Amerykanin dumny jest z tego, że to jego przodek jako pierwszy zstąpił na tę planetę. Toteż poruszenie wywołał e-mail, który przyszedł do Białego Domu. Pochodził on od obcych.
- Szanowni przedstawiciele, przywódcy narodu amerykańskiego, nasze władze zapraszają was na spotkanie na szczycie, które może zaowocować kolejnym doniosłym wydarzeniem w historii waszego kraju.
Wiadomość szybko dotarła do gabinetu Obamy. Jako nowy, postępowy prezydent, bez wahania przyjął propozycję. Spotkanie przywódców miało odbyć się za 5 dni na Księżycu.
Odpowiednia część rakiety osiadła na jasnoszarej powierzchni, zza szybki w specjalnym kasku spoglądała ciemna twarz Obamy.
Spotkanie odbyło się w piątym segmencie centrum dowodzenia obcych. Po kurtuazyjnym powitaniu, przy wielkim kamiennym stole, przywódca rozluzował ton i przeszedł do konkretów.
- Bo widzisz Baracku… Sytuacja jest taka… Wam zależy na idei Księżyca i nam zależy na idei Księżyca. Żebyśmy mogli lepiej współpracować, i żebyście mogli coś więcej z tego Księżyca mieć niż tylko symbol, możemy zgodzić się na pewne ustępstwa, i korzystne dla was propozycje gospodarcze w dobie kryzysu, ale mamy pewien warunek.
- Słucham twoich propozycji – rzekł Barack.
- Dla wzmocnienia naszych zasobów energetycznych potrzebne jest nam wykonanie przez was na ziemi pewnej konstrukcji, która w żaden sposób nie będzie dla was szkodliwa, a dla nas będzie mieć konkretne znaczenie fizyczne, materialne.
- A co to miałaby być za konstrukcja? I gdzie miałaby stanąć?
- Na terenie waszego kraju znajduje się punkt mocy odnaleziony na mapie geologicznej przez zespół naszych naukowców. Znajduje się on w miejscu zburzonych wież World Trade Center.
- WTC? – Zaniepokoił się Obama.
- Spokojnie. Już mówię dalej. Otóż dla wzmocnienia energetyki naszego regionu kluczowe byłoby postawienie właśnie w tym miejscu owej konstrukcji. To nic takiego. Jest to zwykła, w ogóle nieskomplikowana konstrukcja, po prostu okrągły, wysoki słup. Dokładne parametry podaliby wam nasi naukowcy i zespół techników.
Obama był skołowany. Nie spodziewał się tak dziwnej propozycji. Czuł się niepewnie ze względu na zbytnią absurdalność tego projektu. Jednak pozwolił na to, aby rozmówca kontynuował, i za każdym kolejnym słowem, sprawa wydawała mu się coraz bardziej logiczna. Do tego nie niosła ze sobą żadnych zagrożeń.
- Pozwól Baracku, że powiem ci teraz jeszcze więcej o tym, dlaczego słup i dlaczego w tym miejscu. Otóż w czterdziestym piątym dniu naszego kalendarza, oś tego słupa dokładnie będzie wchodzić w idealny środek Księżyca, w fazie tuż po nowiu, kiedy jest najcieńszy. To sprawi, że jego energia świetlna wzmocni swoją moc kilkaset tysięcy razy. Będziemy mogli stworzyć jej magazyny na długie lata, a nawet oferować je innym krajom waszej Ziemi, za symboliczne, drobne usługi. Wszystkim się to opłaci.
Taka wizja była kusząca, więc Barack Obama podpisał kontrakt. Rozpoczęto budowę, i już po miesiącu, jakby spomiędzy dwóch byłych wież WTC, wyrósł potężny słup. Dodano mu jeszcze kilka ozdobnych detali, które dla księżycowych miały jakieś istotne znaczenie techniczne. Kolorowe światełka ze szkiełek, na szczycie balkonik oplatający słup. Jeden z przedstawicieli Księżyca miał lądować na nim, by z dołu doniosłym głosem sterować jego położenie względem centrum księżycowego.
To była w założeniu dla Ameryki taka budowla bez obciążających znaczeń, nawet estetycznie dobrze wypadała w kontekście urbanistycznego projektu miasta. A w 45 dzień kalendarza obcych, wskazywałaby na cienki półsiężyc – dumę amerykańskiej epopei kosmicznej.
I tylko rodziny tych, którzy zginęli pamiętnego 11 września, nie mogły uwierzyć, że postawiono tu minaret. Czy Nowy Jork nie przesadził z tą otwartością?
- Dlaczego? Rozlegało się odtąd pytanie, i bezboleśnie rozpływało się w przestrzeni.
Sleeping Beauty
The Krasnals
Księżyc
Amerykanie od dawna już prowadzili dyplomatyczne stosunki z plemieniem obcych, którzy stworzyli sobie bazę na Księżycu. Wiadomo bowiem, że Księżyc jest amerykańskim oczkiem w głowie. Każdy Amerykanin dumny jest z tego, że to jego przodek jako pierwszy zstąpił na tę planetę. Toteż poruszenie wywołał e-mail, który przyszedł do Białego Domu. Pochodził on od obcych.
- Szanowni przedstawiciele, przywódcy narodu amerykańskiego, nasze władze zapraszają was na spotkanie na szczycie, które może zaowocować kolejnym doniosłym wydarzeniem w historii waszego kraju.
Wiadomość szybko dotarła do gabinetu Obamy. Jako nowy, postępowy prezydent, bez wahania przyjął propozycję. Spotkanie przywódców miało odbyć się za 5 dni na Księżycu.
Odpowiednia część rakiety osiadła na jasnoszarej powierzchni, zza szybki w specjalnym kasku spoglądała ciemna twarz Obamy.
Spotkanie odbyło się w piątym segmencie centrum dowodzenia obcych. Po kurtuazyjnym powitaniu, przy wielkim kamiennym stole, przywódca rozluzował ton i przeszedł do konkretów.
- Bo widzisz Baracku… Sytuacja jest taka… Wam zależy na idei Księżyca i nam zależy na idei Księżyca. Żebyśmy mogli lepiej współpracować, i żebyście mogli coś więcej z tego Księżyca mieć niż tylko symbol, możemy zgodzić się na pewne ustępstwa, i korzystne dla was propozycje gospodarcze w dobie kryzysu, ale mamy pewien warunek.
- Słucham twoich propozycji – rzekł Barack.
- Dla wzmocnienia naszych zasobów energetycznych potrzebne jest nam wykonanie przez was na ziemi pewnej konstrukcji, która w żaden sposób nie będzie dla was szkodliwa, a dla nas będzie mieć konkretne znaczenie fizyczne, materialne.
- A co to miałaby być za konstrukcja? I gdzie miałaby stanąć?
- Na terenie waszego kraju znajduje się punkt mocy odnaleziony na mapie geologicznej przez zespół naszych naukowców. Znajduje się on w miejscu zburzonych wież World Trade Center.
- WTC? – Zaniepokoił się Obama.
- Spokojnie. Już mówię dalej. Otóż dla wzmocnienia energetyki naszego regionu kluczowe byłoby postawienie właśnie w tym miejscu owej konstrukcji. To nic takiego. Jest to zwykła, w ogóle nieskomplikowana konstrukcja, po prostu okrągły, wysoki słup. Dokładne parametry podaliby wam nasi naukowcy i zespół techników.
Obama był skołowany. Nie spodziewał się tak dziwnej propozycji. Czuł się niepewnie ze względu na zbytnią absurdalność tego projektu. Jednak pozwolił na to, aby rozmówca kontynuował, i za każdym kolejnym słowem, sprawa wydawała mu się coraz bardziej logiczna. Do tego nie niosła ze sobą żadnych zagrożeń.
- Pozwól Baracku, że powiem ci teraz jeszcze więcej o tym, dlaczego słup i dlaczego w tym miejscu. Otóż w czterdziestym piątym dniu naszego kalendarza, oś tego słupa dokładnie będzie wchodzić w idealny środek Księżyca, w fazie tuż po nowiu, kiedy jest najcieńszy. To sprawi, że jego energia świetlna wzmocni swoją moc kilkaset tysięcy razy. Będziemy mogli stworzyć jej magazyny na długie lata, a nawet oferować je innym krajom waszej Ziemi, za symboliczne, drobne usługi. Wszystkim się to opłaci.
Taka wizja była kusząca, więc Barack Obama podpisał kontrakt. Rozpoczęto budowę, i już po miesiącu, jakby spomiędzy dwóch byłych wież WTC, wyrósł potężny słup. Dodano mu jeszcze kilka ozdobnych detali, które dla księżycowych miały jakieś istotne znaczenie techniczne. Kolorowe światełka ze szkiełek, na szczycie balkonik oplatający słup. Jeden z przedstawicieli Księżyca miał lądować na nim, by z dołu doniosłym głosem sterować jego położenie względem centrum księżycowego.
To była w założeniu dla Ameryki taka budowla bez obciążających znaczeń, nawet estetycznie dobrze wypadała w kontekście urbanistycznego projektu miasta. A w 45 dzień kalendarza obcych, wskazywałaby na cienki półsiężyc – dumę amerykańskiej epopei kosmicznej.
I tylko rodziny tych, którzy zginęli pamiętnego 11 września, nie mogły uwierzyć, że postawiono tu minaret. Czy Nowy Jork nie przesadził z tą otwartością?
- Dlaczego? Rozlegało się odtąd pytanie, i bezboleśnie rozpływało się w przestrzeni.
Sleeping Beauty
The Krasnals
Czyli Krasnale wymiękacie. Nie podejmiecie wyzwania i nie zrobicie własnego projektu sztuki w przestrzeni publicznej Poznania?
krasnale - a może zrobicie anty-projekt sztuki w przestrzeni publicznej Poznania - to by dopiero świadczyło o otwartości miasta :)
anty-projekt sztuki w przestrzeni publicznej:
jako ,że Krasnale na głowie mają inne poważne rzeczy,to sobie pozwalam:
1.3 metrowa postać(skromnie) Kulczykowej...
2.sikająca lub krwawiąca(patrz Cerny,Bogacka)
3.malowana na czarno(patrz Bujnowski i inni ;) )
4.elementy złota i diamenty+Guma(patrz Hirst,Althamer)
5.trochę elementów z tektury(patrz Budny)
6.sygnowane przez Wilhelma(patrz Sasnal)
7.krytyka Krytyka(że jest zajebiste-patrz Krytykant)
8.Jakub Dąbrowski załatwia kase(od Kulczykowej?)
9.a gdzie jest formalina,Krasnale itp. itd. ...można dorysować wąsy(patrz Duchamp)
10.gdzie jest moja kasa za koncepcję?! 5 zł + vat...
11.co to jest Poznań? ( ;) )
Towarzysz Winnicki
Towarzyszu, podajcie numer konta to wam przeleję kasę. Jak podacie inny numer, to wam przeleje Bogacka (w kucki)
pełna aprobata Towarzyszu Winnicki
Aktualności:
http://obieg.blogspot.com/2009/07/wadza-czyni-cuda.html
Pozdrowienia dla Pana Andrzeja, mam nadzieję, że nie ma Pan nic przeciwko, jeśli tak proszę mówić, usunę.
do Jazona: proszę cytować według uznania. Podtrzymuję wszystko co napisałem, podaję tam źródło (link) moich informacji.
Tylko zalogowani czytelnicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować