strona główna > forum krytyków

W ramach tematu sierpniowego „Arteonu” – „wyobraźnia / wizja / film” – twórczość filmową Wojciecha Jerzego Hasa, w kontekście wystawy na festiwalu Era Nowe Horyzonty, analizuje Filip Lipiński, „Zagubioną autostradę” Davida Lyncha interpretuje Piotr Bernatowicz, a filmom Jean-Luca Godarda przygląda się Kamil Lipiński. W najnowszym „Arteonie” także recenzja Filipa Lipińskiego z wystawy „Dreamlands” w paryskim Centrum Pompidou, relacja Mata Marii Bieczyńskiego z prezentacji sztuki afrykańskiej w Berlinie, a także prezentacja filmów Teresy Tyszkiewicz autorstwa Agnieszki Kwiecień. W sierpniowym „Arteonie” ponadto akcję Betleja „Płonie stodoła” analizuje Mikołaj Iwański, o to, czy Marek Wasilewski, kręcąc w Łodzi swoją filmową etiudę, obraził uczucia religijne, pytają Anna Demenko i Jakub Dąbrowski, wystawę Andrzeja Wasilewskiego w łódzkiej Zonie Sztuki Aktualnej recenzuje Anna Nawrot, a prezentacji fotografii w Galerii Klimy Bocheńskiej przygląda się Zofia Jabłonowska-Ratajska.

U góry: Jani Leinonen, Anything helps, 2005-2009; u dołu: Bergamot, Życie organiczne, 2009 (źródło: http://strasznasztuka.blox.pl/html)

21.06.09 / Piotr Bernatowicz / O KRĄŻENIU IDEI W SZTUCE

Czy pomysły powinny krążyć dziś w przestrzeni świata sztuki niczym bezpańskie psy, czekając, aż ktoś je przygarnie, by zaraz po zakończeniu wystawy wypuścić?

 

Kopia, powtórzenie, przywłaszczenie – to pojęcia, które tracą dziś moc wartościowania współczesnej sztuki. O wiele ważniejszy w procesie interpretacji staje się kontekst, w jakim praca funkcjonuje, niż fakt, że gdzieś wcześniej już coś podobnego widzieliśmy. Ten sam element, ten sam pomysł formalny wydaje się mieć zupełnie inne znaczenie, w zależności od miejsca, w który się znajdzie.

 

Czy dążenie do oryginalności w sztuce powinniśmy uznawać zatem jedynie za anachroniczną uzurpację?

Czy pomysły powinny krążyć dziś w przestrzeni świata sztuki niczym bezpańskie psy, czekając, aż ktoś je przygarnie, by zaraz po zakończeniu wystawy wypuścić?

 

Być może.

Trudno się jednak oprzeć pytaniu o granicę pojęcia oryginalności, gdy spotykamy tak podobne obiekty, jak te zamieszczone powyżej.

Są to: praca autorstwa Jani Leinonena z cyklu „Anything helps” (2005-2009), obecnie włączona do instalacji „The Collectors” kuratorowanej przez duet Elmgreen & Dragset i prezentowanej w Pawilonie Norweskim i Duńskim w ramach Biennale w Wenecji (otwarcie 7.06.2009) oraz praca „Życie organiczne” autorstwa grupy Bergamot pokazywana w ramach festiwalu Urban Legend w Poznaniu (13.06.2009)

 

W obu przypadkach mamy do czynienia z niemal identycznym pomysłem potraktowania żebraczych tabliczek jako kolekcjonerskich grafik i oprawienia ich w elegancką ramkę. Jednak różny jest kontekst. W Wenecji tabliczki stają się fragmentem większej kolekcji zgromadzonej przez fikcyjnego Pana B. W Poznaniu nieuchronnie nawiązują do niesławnej kampanii „oczyszczania” tego miasta z żebraków.

 

 

Komentarze:
Jazon
Ja tu robię za publikę, a Pan? Oczekuję rewanżu. :) Komentarza/y na moim blogu. www.obieg.blogspot.com
Z poważaniem, Jazon
andrzej biernacki
Super zestawienie, choć to żadna nowina. Dysponuję dokumentacją foto innych tak oczywistych par, jak powyżej:
Uklański - Stephen Huber
Budny - Katja Strunz
Tarasewicz - Ange Leccia
Bałka - Rebecca Horn
Kozyra - Sarah Lucas
Beuys - Tiravanija
i już je zamieszczałem na tym blogu. Bez echa.

Jak by tego było mało, określa się te operacje, rżnięcia na żywca, mianem awangardy. Zdaje się, że ktoś myli tu pojęcia podobnie brzmiące: Pomysł odświeżony z pomysłem odświeżającym. Oprócz wątpliwości natury artystycznej, od dawna to "krążenie idei" nasuwa wątpliwości natury prawnej. Polecam link:http://www.monitorprawniczy.pl/index.php?cid=25&id=1857mod=m_artykuly
który dotyczy found footage ale eksponuje też namysł nad prawną kwalifikacją tych i innych "licencji".
Nie mam wątpliwości, że jeszcze parę lat temu nie byłoby technicznej możliwości wyłapania "na gorąco" takich kwiatków. Teraz, za sprawą internetu, nie da się ich wmieść pod dywan, więc podejmuje się próby tłumaczenia lub legalizowania tej, ewidentnej hochsztaplerki. Tymczasem, z paragrafów prawa autorskiego, ścigani są różni drobni producenci dużo mniej podobnych do oryginałów podróbek. Czyżby kolejni równi i równiejsi?
lenai
Witam,
uczestnicząc w UL miałam okazję nie tylko widzieć pracę grupy Bergamot, ale i słyszeć komentarz Ramana Tratsiuka. Jako jeden z niewielu uczestniczących w akcji artystów zechciał wypowiedzieć się na temat własnej pracy. Być może chciał w ten sposób ewentualnie stłumić jakiekolwiek podejrzenia?
Znamienne, że sami artyści raczej odcinali się od kontekstu nawiązującego do kampanii "oczyszczania" miasta. To raczej prowadzący P. Leszkowicz bardzo się uparł, aby właśnie tak interpretować tą akcję. Natomiast Raman Tratsiuk upatrywał w niej przede wszystkim walory estetyczno-graficzne.
Nie dość, że plagiat, to jeszcze zmiana kontekstu mogąca go uzasadnić ( czyli zamienić na bezpieczne "nawiązanie" )niezamierzona.
zdegustowana i zawiedziona pozdrawiam

andrzej biernacki
"Bergamot jest cytrusowym drzewem rosnącym w rejonie Morza Śródziemnego. Ze skórki jego niewielkich owoców uzyskuje się niezwykle aromatyczny ekstrakt, który jest wyjątkowo szlachetny w zapachu".
Czyżby?
piotr.b
do Lenai: nie wiedziałem o tym, że autorzy "Życia organicznego" odcinali się od interpretacji w kontekście miejskiej kampanii anty-żebraczej.
Moim zdaniem jedynie specyficzny, poznański kontekst broni tę prace. I nadaje jej sens. Jeśli kontekst znika, to co zostaje?
Jazon
Do AB:
Dzięki za link. Bardzo dobry artykuł. Powinien stanowić odniesienie w sprawie np. CSW - Jakubowicz, o innych kwiatkach nie wspominając.
thekrasnals
List otwarty do Joanny Rajkowskiej

Pocztówka z Jenin Poznaniakom za 540 tys zł

Po spotkaniu z Joanną Rajkowską w Arsenale w Poznaniu (na którym byliśmy obecni) w dniu 24.06.09, dotyczącym projektu „Minaret”.

Droga pani Joanno,

Na spotkaniu w Poznaniu próbowała Pani zrzucić swoją odpowiedzialność dotyczącą symboliki i przesłania minaretu, zresztą dość skutecznie - patrząc na reakcje publiczności.
Czy minarecik może być jedynie minarecikiem cieszącym oko, elementem czysto wizualnym w mieście? Pani twierdzi, że tego chce, ale doskonale wie udając, że nie wie, że nie będzie on niewinnym minarecikiem, a na dodatek większości oczu nie będzie cieszyć, a wręcz przeciwnie. Ponadto czarno będzie się kojarzyć w powiązaniu z symboliką komina (bo w końcu będzie przerobiony z komina), a wraz z nim Holocaustu. Na pewno nie będzie sielankową, wakacyjną, cieszącą oko palmą. Dla Pani powidokiem, dla innych raczej nie… Skąd to przekonanie, że zarazi pani innych swoim powidokiem?
Mówi też Pani, że minaret ma być ciałem obcym w tkance miasta. Czyli wkłada pani obce ciało w ciało miasta bez jego woli – a zatem jest to zwykły gwałt – który ma cieszyć oko? He he he… Cóż za wysublimowana perwersja!

Sugeruje Pani, że minaret jest elementem kulturowym, a nie religijnym, co tym bardziej w przypadku islamu absolutnie nie ma racji bytu, jedno jest ściśle powiązane z drugim, a nawet tożsame.
„Przede wszystkim minaret nie jest żadnym religijnym symbolem. To po prostu właściwy dla muzułmańskiej kultury element architektoniczny.” Usłyszała pani od arabisty, że minaret ma ścisły związek z religią i nie da się go od niej oddzielić.
Jak odbierze to społeczeństwo, a jak świat sztuki to też dwie różne sprawy i Pani jako odpowiedzialna artystka powinna zdawać sobie sprawę z funkcjonowania tego projektu w tych obu obszarach. Pani natomiast wymiguje się uciekając od treści związanych z religią, tolerancją, mniejszościami, pozostaje na poziomie stworzenia „czegoś fajnego dla oka, i już”, a sprawy poważniejsze pozostawia do dowolnej interpretacji specjalistom: pana od arabistyki, kuratorce, architektowi, później zapewne szczegółowo dopracują te interpretacje krytycy, historycy sztuki czy humaniści. A jeśli pojawią się kwestie sporne i kontrowersyjne, łatwo będzie Pani się wywinąć, twierdząc, że to tylko czyjaś interpretacja.
Bardzo wygodna pozycja, ale czy nie przesycona cynizmem?
Świetnie też radzi sobie Pani z odpieraniem ataków związanych z potrzebą wyjaśnienia sfery finansowej, twierdząc, że pieniądze idą na rzemieślników. Ale skoro pieniądze zostają wydane na stworzenie minaretu, to znaczy, że wydane zostają na Pani pracę artystyczną, na Pani promocję, mocny punkt w biografii itp.itd.

Kolejne pytanie – gdzie głębia Pani projektu, dlaczego według Pani nie jest on płytki, skoro to minarecik i już, bez znaczeń, bez czegokolwiek. Skoro obiera go Pani ze znaczeń, symboliki, kontekstów, to z jakiej racji ma on nazywać się dziełem sztuki, a Pani artystką? (choć w innym miejscu słyszymy jak Pani mówi o wielości kontekstów i znaczeń). Czyli pozostaje zwykła replika meczetu. I to Pani, a nie my działa jak pasożyt, przywożąc z podróży pocztówkę z Jenin za ponad 500 tys. (nasze skromne, a nie tak efekciarskie projekty, realizujemy tylko i wyłącznie z własnych środków). Pani projekt sięga GŁĘBOKO po GRUBE pieniądze na obiekt drażniący oko mieszkańców. Sądy w mediach poznańskich są też nie bez znaczenia – w końcu między innymi dla autorów tych komentarzy podobno robi Pani ten projekt:

„Ten projekt to totalny bezsens i zachcianka "artystki". Poznań ani nie posiada tak licznej grupy muzułmańskiej, ani nie ma historii związanej z Arabami. Zdecydowane "NIE" dla tego projektu. Jeśli musi powstać, to niech sfinansuje go ta wielka społeczność muzułmańska, a nie zwykli podatnicy.” hsp

„lepiej przerobic ten komin na falusa też jest ekumeniczny .W Indiach falus jest czczony w buddyzmie” Abramow

„Dość wydawania pieniędzy zrabowanych podatnikom przez socjalistyczne władze na socjalistyczne projekty "artystów". Jeśli autorka projektu chce prowokować i przez ciało obce wywoływać spięcia mentalne - niech zrobi sobie kupę na sofie w salonie i zaprosi gości na taki performance. Podatnika nic to nie będzie kosztowało, a goście powiedzą jej co o niej myślą (chyba, że to takie samie "mózgi" jak ona). Tu jest Poznań - tu się ciężko pracuje, a pieniądze sami wiemy na co wydawać. (Nie)” rewolkon

„Projekt JR tworzy skojarzenie pomiędzy islamem a tolerancją, koegzystencją itp. Tymczasem islam głosi wyższość muzułmanów nad innymi i potrzebę dominacji. Dlatego projekt uważam za dezinformację i robienie wody z mózgu. (Nie)” mlach

„Palma w Warszawie to lipna tandeta. Kolejny kicz w Poznaniu? To ma być sztuka? Może jeszcze mam się modlić do jakiegoś Machometa czy innego Świętopełka?” moherek

"Przede wszystkim minaret nie jest żadnym religijnym symbolem. To po prostu właściwy dla muzułmańskiej kultury element architektoniczny. " Kto o zdrowych zmysłach wpadł na tak genialną opinię? :D ........ i tak ogólnie to prócz zgarniających kasę za projekt, wszelakie opinie, ekspertyzy jest potrzebne?!!!!!!! yvanka666

„Autorka pomysłu musi mieć naprawdę ostre "parcie na szkło", bo w całym pomyśle nie chodzi o nic innego jak promocję jej nazwiska. Może powinna się wysadzić pod tym minaretem? Wtedy miałaby większe szanse na zaistnienie w mediach, a może i w podręcznikach historii sztuki. „ Jarek z Katowic

Itp.itd

Trzeba tu dodać, iż większość wyrażanych przez ludzi opinii jest zdecydowanie na nie(wg sondaży budowie minaretu sprzeciwia się ponad 75% poznaniaków )
I tu nasuwa się pytanie: Czy wbrew opinii poznaniaków, zamierza Pani dalej realizować ten projekt? Bo jeśli tak, to oznacza, że realizuje go Pani nie dla mieszkańców tego miasta, ale w celu własnej promocji, za pieniądze tych ludzi.

The Krasnals
thekrasnals
List otwarty do Joanny Rajkowskiej

Pocztówka z Jenin Poznaniakom za 540 tys zł

Po spotkaniu z Joanną Rajkowską w Arsenale w Poznaniu (na którym byliśmy obecni) w dniu 24.06.09, dotyczącym projektu „Minaret”.

Droga pani Joanno,

Na spotkaniu w Poznaniu próbowała Pani zrzucić swoją odpowiedzialność dotyczącą symboliki i przesłania minaretu, zresztą dość skutecznie - patrząc na reakcje publiczności.
Czy minarecik może być jedynie minarecikiem cieszącym oko, elementem czysto wizualnym w mieście? Pani twierdzi, że tego chce, ale doskonale wie udając, że nie wie, że nie będzie on niewinnym minarecikiem, a na dodatek większości oczu nie będzie cieszyć, a wręcz przeciwnie. Ponadto czarno będzie się kojarzyć w powiązaniu z symboliką komina (bo w końcu będzie przerobiony z komina), a wraz z nim Holocaustu. Na pewno nie będzie sielankową, wakacyjną, cieszącą oko palmą. Dla Pani powidokiem, dla innych raczej nie… Skąd to przekonanie, że zarazi pani innych swoim powidokiem?
Mówi też Pani, że minaret ma być ciałem obcym w tkance miasta. Czyli wkłada pani obce ciało w ciało miasta bez jego woli – a zatem jest to zwykły gwałt – który ma cieszyć oko? He he he… Cóż za wysublimowana perwersja!

Sugeruje Pani, że minaret jest elementem kulturowym, a nie religijnym, co tym bardziej w przypadku islamu absolutnie nie ma racji bytu, jedno jest ściśle powiązane z drugim, a nawet tożsame.
„Przede wszystkim minaret nie jest żadnym religijnym symbolem. To po prostu właściwy dla muzułmańskiej kultury element architektoniczny.” Usłyszała pani od arabisty, że minaret ma ścisły związek z religią i nie da się go od niej oddzielić.
Jak odbierze to społeczeństwo, a jak świat sztuki to też dwie różne sprawy i Pani jako odpowiedzialna artystka powinna zdawać sobie sprawę z funkcjonowania tego projektu w tych obu obszarach. Pani natomiast wymiguje się uciekając od treści związanych z religią, tolerancją, mniejszościami, pozostaje na poziomie stworzenia „czegoś fajnego dla oka, i już”, a sprawy poważniejsze pozostawia do dowolnej interpretacji specjalistom: pana od arabistyki, kuratorce, architektowi, później zapewne szczegółowo dopracują te interpretacje krytycy, historycy sztuki czy humaniści. A jeśli pojawią się kwestie sporne i kontrowersyjne, łatwo będzie Pani się wywinąć, twierdząc, że to tylko czyjaś interpretacja.
Bardzo wygodna pozycja, ale czy nie przesycona cynizmem?
Świetnie też radzi sobie Pani z odpieraniem ataków związanych z potrzebą wyjaśnienia sfery finansowej, twierdząc, że pieniądze idą na rzemieślników. Ale skoro pieniądze zostają wydane na stworzenie minaretu, to znaczy, że wydane zostają na Pani pracę artystyczną, na Pani promocję, mocny punkt w biografii itp.itd.

Kolejne pytanie – gdzie głębia Pani projektu, dlaczego według Pani nie jest on płytki, skoro to minarecik i już, bez znaczeń, bez czegokolwiek. Skoro obiera go Pani ze znaczeń, symboliki, kontekstów, to z jakiej racji ma on nazywać się dziełem sztuki, a Pani artystką? (choć w innym miejscu słyszymy jak Pani mówi o wielości kontekstów i znaczeń). Czyli pozostaje zwykła replika meczetu. I to Pani, a nie my działa jak pasożyt, przywożąc z podróży pocztówkę z Jenin za ponad 500 tys. (nasze skromne, a nie tak efekciarskie projekty, realizujemy tylko i wyłącznie z własnych środków). Pani projekt sięga GŁĘBOKO po GRUBE pieniądze na obiekt drażniący oko mieszkańców. Sądy w mediach poznańskich są też nie bez znaczenia – w końcu między innymi dla autorów tych komentarzy podobno robi Pani ten projekt:

„Ten projekt to totalny bezsens i zachcianka "artystki". Poznań ani nie posiada tak licznej grupy muzułmańskiej, ani nie ma historii związanej z Arabami. Zdecydowane "NIE" dla tego projektu. Jeśli musi powstać, to niech sfinansuje go ta wielka społeczność muzułmańska, a nie zwykli podatnicy.” hsp

„lepiej przerobic ten komin na falusa też jest ekumeniczny .W Indiach falus jest czczony w buddyzmie” Abramow

„Dość wydawania pieniędzy zrabowanych podatnikom przez socjalistyczne władze na socjalistyczne projekty "artystów". Jeśli autorka projektu chce prowokować i przez ciało obce wywoływać spięcia mentalne - niech zrobi sobie kupę na sofie w salonie i zaprosi gości na taki performance. Podatnika nic to nie będzie kosztowało, a goście powiedzą jej co o niej myślą (chyba, że to takie samie "mózgi" jak ona). Tu jest Poznań - tu się ciężko pracuje, a pieniądze sami wiemy na co wydawać. (Nie)” rewolkon

„Projekt JR tworzy skojarzenie pomiędzy islamem a tolerancją, koegzystencją itp. Tymczasem islam głosi wyższość muzułmanów nad innymi i potrzebę dominacji. Dlatego projekt uważam za dezinformację i robienie wody z mózgu. (Nie)” mlach

„Palma w Warszawie to lipna tandeta. Kolejny kicz w Poznaniu? To ma być sztuka? Może jeszcze mam się modlić do jakiegoś Machometa czy innego Świętopełka?” moherek

"Przede wszystkim minaret nie jest żadnym religijnym symbolem. To po prostu właściwy dla muzułmańskiej kultury element architektoniczny. " Kto o zdrowych zmysłach wpadł na tak genialną opinię? :D ........ i tak ogólnie to prócz zgarniających kasę za projekt, wszelakie opinie, ekspertyzy jest potrzebne?!!!!!!! yvanka666

„Autorka pomysłu musi mieć naprawdę ostre "parcie na szkło", bo w całym pomyśle nie chodzi o nic innego jak promocję jej nazwiska. Może powinna się wysadzić pod tym minaretem? Wtedy miałaby większe szanse na zaistnienie w mediach, a może i w podręcznikach historii sztuki. „ Jarek z Katowic

Itp.itd

Trzeba tu dodać, iż większość wyrażanych przez ludzi opinii jest zdecydowanie na nie(wg sondaży budowie minaretu sprzeciwia się ponad 75% poznaniaków )
I tu nasuwa się pytanie: Czy wbrew opinii poznaniaków, zamierza Pani dalej realizować ten projekt? Bo jeśli tak, to oznacza, że realizuje go Pani nie dla mieszkańców tego miasta, ale w celu własnej promocji, za pieniądze tych ludzi.

The Krasnals
piotr.b
Drodzy The Krasnals, wątpię czy Joanna Rajkowska odpowie na ten list, na spotkaniu w poznańskim "Arsenale", podczas którego omawiano projekt Minaret, padło pytanie o reakcję na film The Krasnals. Z odpowiedzi Joanny Rajkowskiej wynikało, że nie zamierza odniosić się do Waszej działalności :(
thekrasnals
Po tym jak lekceważąco artystka zareagowała na hasło The Krasnals a tym bardziej na naszą reakcję na jej projekt, też nie spodziewaliśmy się odzewu. Jednak nawet jeśli nie otrzymamy odpowiedzi od wielmożnej artystki, list pokazuje też innym osobom zainteresowanym kilka ważnych aspektów tej sprawy. Nie, nie sądzimy aby zniżała się do poziomu krasnali siląc się z nimi na rozmowę, mogłoby to wypaść śmiesznie lub naruszyć jej poważny wizerunek w oczach lobby artystki oraz osób decydujących o przyznaniu środków na realizację tego wyjątkowego projektu.
Z drugiej strony ciekawi nas co Pan sądzi na temat tego projektu?
W komentarzach na naszym blogu pojawiło się pytanie o możliwość teorii spiskowej ze względu na to że Arteon w jakimś stopniu związany jest z koordynacją projektu minaret.
Z kolei obserwujemy pańską otwartość i brak fanatyzmu bliskiego np. krytykantowi, również na spotkaniu z artystką, na podstawie zadawanych przez pana pytań, można było odnieść wrażenie że jest pan do tego projektu zdystansowany i ma wiele wątpliwości. Twierdził pan np. że lepszy od projektu minaret był projekt wodnik który został odrzucony. Pytał pan również o jednoznaczne skojarzenia kominu z Holocaustem, oraz o świadomość artystki dotyczącą możliwych nieporozumień i konfliktów z powodu oczywistych znaczeń, które niósłby ze sobą minaret.

Pozdrawiamy!
The Krasnals
piotr.b
Tak, mam na temat projektu Minaret swoje zdanie, postaram się je w najbliższych dniach opublikować na łamach Forum Krytyków
pozdrawiam
El
El
Witam,
wracając do wątku głównego-również uczestniczyłam w Urban Legend i nie rozumiem dlaczego Raman Tratsiuk tak dobitnie podkreślał, że skojarzenia z ostatnią kampanią miasta Poznania są niezamierzone. W dyskusji na temat kampanii zamieszczonej na tym forum nie pojawił się zdaje się jeden wątek, który chciałabym tu przypomnieć. W kategorii "żebracy" wg autorów akcji oczyszcania miasta znaleźli się również uliczni grajkowie, rysownicy i różnej maści postaci tworzące zazwyczaj folklor uliczny, nie tworzące sztuki dla elit i będące nieodzownymi elementami kultury miejskiej. Odsuwając kontekst kampanii przeciwko żebractwu, członkowie Bergamotu, być może mimo woli, zdają się sprzyjać zamykaniu sztuki w muzeum (a może w pobliskim centrum sztuki i biznesu?) zamiast, co jak rozumiem było zamierzeniem Urban Legend, wtapiać ją w przestrzeń miejską...
Joanna Sokołowska
Komentarz w sprawie Bergamot i Urban Legends:
po pierwsze proponuję zdystansowanie się wobec tropienia plagiatów.Przykłady, kiedy różni artyści, nie wiedząc o tym, realizowali prace o podobnych motywach motywach, tematach, formach, są dzisiaj niezliczone i prawie nigdy nie wynikają z prostackiej chęci pójścia na skróty, ukradzenia pomysłu. Po co tak ciekawi i konsekwentni artyści jak Bergamot mieliby się tak łatwo podkładać i kraść pomysł z tak mainstreamowej imprezy jak biennale weneckie i w dodatku z tak głośnego pawilonu? Mogliby przecież sprytnie ukraść własność intelektualną jakiemuś geniuszowi z Białorusi z wystawy, na którą tak łatwo nie dotarli by czujni krytycy sztuki z Polski. Ale na poważnie: pracowałam z Bergamot przy okazji warszawskiego projektu Inne miasto, inne życie w 2008 r. Już wtedy artyści zaproponowali pomysł z tabliczkami. Miałam wątpliwości - BYNAJMNIEJ NIE NATURY PLAGIATOWEJ - i po długich dyskusjach - zdecydowaliśmy się na realizację innej pracy, jej opis i dokumentacja znajdują się na blogu:
http://www.ancity.blogspot.com/
Performance powstał w autorskiej galerii Ewy Tudorskiej w centrum Warszawy i dotyczył symbolicznej wymiany między działalnością wpisującej się w strategie współczesnej sztuki (Bergamot) i tego co uznawane jest za uliczny kicz, galanterię (galeria Ewy Tudorskiej). Podobny wątek pojawił się we wcześniejszym działaniu Bergamot we współpracy z kuglarzami.
Projekt z tabliczkami wpisuje się zatem we wcześniejsze działania Bergamot. Artystów interesują estetyczne walory tabliczek jako wizualnych komunikatów stanowiących nieodłączną część miejskich legend. Fakt ten nie stoi w sprzeczności z możliwościami dalszych interpretacji pracy w kontekście ekonomii sztuki i różnych symbolicznych przesunięć związanych z włączeniem tabliczek do muzeum.
Jani Leinone w swojej pracy tym ostatnim aspektem zajął się najmocniej, a zwłaszcza swoją pozycją jako artysty we współczesnej ekonomii i zrealizował zupełnie inną pracę używając podobnego motywu.
piotr.b
„Artystów interesują estetyczne walory tabliczek jako wizualnych komunikatów stanowiących nieodłączną część miejskich legend. Fakt ten nie stoi w sprzeczności z możliwościami dalszych interpretacji pracy w kontekście ekonomii sztuki i różnych symbolicznych przesunięć związanych z włączeniem tabliczek do muzeum.”

Czyli – mówiąc prostymi słowami - chodzi o to, że przenoszą jakiś przedmiot tandetny i przypadkowy do muzeum i umieszczają go w ramach.
Sorry, ale jest to praktyka którą od czasu Duchampa prezentowały już setki artystów.
Zasadnicze pytanie – po co to robią?
Dla mnie praca miała sens w kontekście poznańskiej kampanii anty-żebraczej. Ale, jak czytaliśmy powyżej, artyści odżegnywali się od takiej interpretacji.

Poza tym żebractwo nie jest bynajmniej miejską legenda, ale dość przykrą rzeczywistością. W sferę legend ten problem chcą właśnie przenieść właśnie urzędnicy „oczyszczający” miasto z żebraków.
lenai
Cóż z tego, że grupa Bergamot przedstawiła pomysł z tabliczkami w 2008 roku, jeśli Jani Leinonen realizuje je od 2005 roku?
Poza tym dziwi mnie, że tak znani i wykształceni artyści nie orientują się w aktualiach sztuki.
Skomentuj:
Tylko zalogowani czytelnicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować