strona gwna > 
wybierz miasto:
B C G K O P S T U W Z

Szczecin
Filharmonia im. Mieczysawa Karowicza
Festival MDF 2018 - Music. Design. Form
19.09.2018 - 23.09.2018

W czerwcowym „Arteonie” wystaw „Teraz komiks!” w Muzeum Narodowym w Krakowie omawia Natalia Mrozkowiak. W rubryce „Dossier” Andrzej Szarek przypomina twrczo Jana Kucza. Wojciech Delikta z kolei pisze o dizajnerskich obiektach Donalda Judda, pokazywanych na wystawie w San Francisco. Natomiast wystaw zatytuowan „Tu strzyka, tam upie, ale ry. A sumienie ksa. Tadeusz Brzozowski – inspiracje, konteksty, lady”, przygotowan z okazji stulecia urodzin Tadeusza Brzozowskiego w Pawilonie Czterech Kopu we Wrocawiu, opisuje Agnieszka Salamon-Radecka.
W najnowszym „Arteonie
take Joanna Winnicka-Gburek recenzuje wystaw „Ojczyzna w sztuce” w krakowskim MOCAK-u, Marcel Skierski komentuje wystaw „Warsztaty z rewolucji” w poznaskiej Galerii Miejskiej Arsena, a cykl powicony duchowoci w sztuce inauguruje tekstem „Rado Heroda” Tomasz Bika OP. Z kolei Dorota aglewska w rubryce „Rynek sztuki” pisze o tym, co rynkowi da internet. Agnieszka Salamon-Radecka natomiast kontynuuje seri „Poznaska awangarda”, przybliajc posta Wadysawa Skotarka. W czerwcowym „Arteonie” ponadto, jak zawsze, felieton Andrzeja Biernackiego, tym razem skomentowany przez redaktor naczeln, inne recenzje, aktualia i stae rubryki.

Okadka: Tadeusz Baranowski, „Skd si bierze woda sodowa”, plansza 41/41 (fragment), blaudruk, akwarela na papierze, diapozytyw, 1982, mat. pras. Muzeum Narodowego w Krakowie

Z kulturowej niszy do muzeum
„Teraz komiks!” w Muzeum Narodowym w Krakowie
Natalia Mrozkowiak

Wystawa komiksu w krakowskim Muzeum Narodowym – sto lat temu tego rodzaju sytuacje wywoyway jednoczenie entuzjazm zwolennikw nowych form sztuki i burz krytyki. W 2018 roku prezentacja wytworw popkultury w szacownej instytucji nie wywouje ju takich emocji. Komiks nie jest przecie nowym medium, ma bogat histori, nurty, gatunki, krytyk, nagrody, a nawet wasne muzea. Nadal jednak w Polsce jest traktowany jako twrczo nie do koca powana, a na pewno mieszczca si na marginesach gwnego nurtu sztuki. Niestety dzi, inaczej ni przed wiekiem, artystyczne skandale wywouj zjawiska zupenie innego rodzaju. Troch szkoda, biorc pod uwag, e pomys, konteksty realizacji wystawy, a nawet jej tytu – „Teraz komiks!” – wyranie wskazuj na potrzeb rzetelnej krytycznej dyskusji. (...) Czego mona si spodziewa po obecnoci niewtpliwie nowych elementw w muzealnej narracji? Czy kuratorom udao si wyeksponowa wartoci artystyczne komiksu i wskaza funkcje tego medium we wspczesnej kulturze wizualnej? Kolekcja Wojciecha Jamy obejmuje gwnie obiekty zwizane z polskim komiksem, a wyselekcjonowane przez kuratorw eksponaty obudowano komentarzami dotyczcymi ich spoeczno-kulturowych i politycznych kontekstw. Dziki temu krakowska ekspozycja si broni.

Wystawa „Teraz komiks!” w MNK (Kajko i Kokosz Janusza Christy), fot. fot. Mirosaw ak – Pracownia Fotograficzna MNK

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

rdo wiadomoci
Dossier | Jan Kucz
Andrzej Szarek

Jan Kucz urodzi si w Zarzeczu. Wie ju od dawna nie istnieje. Przed paroma dekadami utworzono tam sztuczne jezioro, rezerwuar wody dla miast i rozwijajcych si lskich kopal. Na dnie zostaa historia wielu ludzi, ziemia wymodlona, oaza. Byy tam dwa murowane kocioy, szkoa, karczma i cmentarz. Wok remizy toczyo si bogate ycie kulturalne. Byy orkiestry dte, koo gospody i miejscowe zespoy ludowe. Zarzeczanie mieli swoj gwar, napyw gralszczyzny z ywca, ktr si posugiwali na co dzie.
W krtkim czasie wszyscy musieli opuci wie. Setki ciarwek – ruskie ziy – rozjeday cieki i drogi, wywoc dorobek ich ycia. Wyrwani jak drzewa z korzeniami i adaptowani do nowych miejsc, zaczynali wszystko od pocztku, z innymi ssiadami i now trosk o przyszo. Echo nieodlegej wojny i barbarzyska polityka komunistyczna na dugo pozostay w umysach kolejnych pokole. Pisz o tym dlatego, bo lady tamtych wydarze odkrywam niemal w kadym gecie i dziele profesora Kucza. Mwi on o domu, wspomina, jednoczenie uczy, jak wartoci jest miejsce urodzenia i jak wiele ono znaczy, zwaszcza dla tych, ktrzy podjli romans ze sztuk. Pamici nie da si oszuka, a rdo wiadomoci ma pocztek i kontynuacj we wasnej historii. Tej prawdziwej.
Chopak ze wsi Zarzecze przywiz do Akademii Sztuk Piknych w Warszawie odwag mwienia wprost, kim jest i dokd zmierza. Swoj postaw denerwowa tych, co wstydzili si miejsca swojego urodzenia. Studiowa rzeb. Rozwija si i rozwija nieustannie, bo uwaa, e to naturalne zwaszcza dla tych, ktrzy ycie chc traktowa serio. W pracowni powtarza, e na akademii trzeba si studiowa nauczy, aby po jej ukoczeniu studiowa ju samodzielnie. To lekcja ycia. Wielu jego absolwentw, artystw, przyjaci czy nawet wrogw korzystao z jego podpowiedzi.

Jan Kucz, „Matka Boska Ubogich”, fot. archiwum artysty

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Niczego wicej nie trzeba
Dizajnerskie obiekty Donalda Judda na wystawie w San Francisco
Wojciech Delikta

W czerwcowym wydaniu „Artforum” z 1967 roku Michael Fried opublikowa tekst, bez ktrego trudno dzi wyobrazi sobie dyskusj wok sztuki minimalistycznej. W „Art and Objecthood” (ktrego polski przekad pojawi si na amach „Arteonu” w 2008 roku) amerykaski krytyk dokona surowej oceny, a zarazem gruntownej analizy fundamentaliw minimal artu. Gwne zarzuty, skierowane pod adresem praktyki artystycznej Donalda Judda czy Roberta Morrisa, dotyczyy jej teatralnoci i przedmiotowej dosownoci. Czerwone metalowe kubusy i szare graniastosupy ze sklejki –wyzute z iluzji i ekspresji, skupione na swej materialnoci – nie mogy istnie bez obecnoci odbiorcy, przez co oddaliy si od bycia autonomicznym dzieem sztuki, a zbliyy do prozaicznego obiektu. W swoim artykule Fried powoa si na spostrzeenia mentora, obrocy modernizmu, Clementa Greenberga, wedug ktrego: „Dziea minimalistyczne uznawane s za sztuk, tak jak w dzisiejszych czasach prawie wszystko – wczajc w to drzwi, st, kartk papieru...”. Ta uszczypliwa uwaga nijak nie przeszkodzia w kontynuowaniu twrczych poszukiwa minimalistw. Wrcz przeciwnie, utwierdzia ich w przekonaniu, e to, co robi, bierze rozbrat z dotychczasowym, modernistycznym myleniem o sztuce. Zrwnanie obiektu minimal artu z meblem, jakkolwiek szydercze, rwnie zostao przewartociowane pozytywnie. Dowodw na to dostarcza nowa ekspozycja w San Francisco Museum of Modern Art – „Donald Judd: Specific Furniture”, nawietlajca niezbyt znan, dizajnersk stron dziaalnoci protagonisty minimalizmu. Judd – przenikliwy krytyk i artysta – nie tylko kolekcjonowa najznamienitsze przykady wiatowego wzornictwa (autorstwa m.in. Alvara Aalto, Ludwiga Miesa van der Rohe, Gerrita Rietvelda i Gustava Stickleya), lecz take sam projektowa domowe sprzty, zgodnie z ascetyczn estetyk surowej geometrii.

Donald Judd, armchair, designed 1984, fabricated 1998, fot. materiay prasowe San Francisco Museum of Modern Art

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Tygiel Brzozowskiego
Monografia Tadeusza Brzozowskiego we Wrocawiu
Agnieszka Salamon-Radecka

Monograficzna wystawa Tadeusza Brzozowskiego zatytuowana „Tu strzyka, tam upie, ale ry. A sumienie ksa. Tadeusz Brzozowski – inspiracje, konteksty, lady” to dla czci widzw oczywicie przypomnienie twrczoci jednego z najwybitniejszych polskich artystw drugiej poowy XX wieku. Dla wielu jednak moe si ona okaza prawdziwym odkryciem. Prezentowana we Wrocawiu wystawa to pokaz jubileuszowy –w tym roku mija setna rocznica urodzin malarza. By on niemal rwienikiem II Rzeczypospolitej – urodzi si 1 listopada 1918 roku we Lwowie, w niespokojnych i burzliwych czasach przeomu. Wzrasta w wolnym, chocia borykajcym si z rozlicznymi wewntrznymi problemami kraju. Dojrzao – take artystyczn – osign w jednym z najtrudniejszych w polskiej historii XX wieku okresie, podczas okupacji niemieckiej i budowania powojennej Polski Ludowej. Brzozowski by wiadomym i bacznym obserwatorem swojej epoki, a jego pozornie oderwana od rzeczywistoci twrczo bya mocno z ni sprzona.
Spucizn artystyczn Brzozowskiego trudno okreli jednym pojciem-kluczem. Jest tam i abstrakcja, i surrealizm, i figuracja, co z mylenia kategoriami malarstwa materii, a przede wszystkim nieustajcy dialog z histori sztuki. Z mistrzami, od ktrych Brzozowski czerpa to, co uwaa za najcenniejsze, i mieszajc, jak w magicznym tyglu, wyczarowywa zupenie now jako artystyczn, indywidualny styl i wyraz.

Tadeusz Brzozowski, „Galant”, 1972, fot. Arkadiusz Podstawka, materiay oprasowe Muzeum Narodowego we Wrocawiu

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Ojczyzna?
„Ojczyzna w sztuce” w MOCAK-u
Joanna Winnicka-Gburek

Ojczyzna w sztuce” to sma z kolei midzynarodowa wystawa z cyklu realizowanego przez MOCAK, ktrego celem jest „pokazanie, jak problem rozpoznany spoecznie, pozornie jasny dla wszystkich, jest postrzegany przez artystw i jak odmiennie moe by interpretowany”. Organizatorzy twierdz, e dziki pokazom „ujawniony zostanie mechanizm sztuki – widzie jak najszerzej i jak najrnorodniej. A za nim podstawa tolerancji, fascynacja rnymi postawami i interpretacjami”. Do tej pory artyci i kuratorzy wypowiedzieli si na temat historii, sportu, ekonomii, zbrodni, gender, medycyny i samej sztuki. Bieca wystawa zostaa zadedykowana 100-leciu odzyskania przez Polsk niepodlegoci.
Z tekstu zapowiadajcego i reklamujcego wystaw, zamieszczonego na stronach muzeum, dowiadujemy si, e w wyniku bolesnej modernizacji artyci ju dawno przeszli na „globalny model ojczyzny” oraz e „jeeli jaki artysta wspczesny ukazuje w swojej sztuce ojczyzn »lokaln«, oderwan od wiata i niechtn obcym, to znaczy, e podlizuje si populistycznym, prawicowym politykom”. Cho te sowa nieznonie upolityczniaj cae artystyczne wydarzenie, nie one budz moje najwiksze zdumienie. Absurdalne – mwic eufemistycznie – jest stwierdzenie, e prby „podwaenia izolacyjnego modelu ojczyzny” podejmowao Cesarstwo Rzymskie, Austro-Wgierskie, Zwizek Radziecki i Jugosawia. Zgodnie z tak logik mona by do tej listy doda jeszcze III Rzesz, ktra rwnie prbowaa „mniej lub bardziej siowo” zrealizowa sw imperialistyczn „ide wsplnej ojczyzny”. Okazao si jednak, jak zauwaa (z rozczarowaniem?) niepodpisany autor tekstu, e „narody »zaproszone« byy zbyt przywizane do identyfikacji ojczynianej, aby da si skusi przynalenoci do mocarstwa”. Utopijne marzenia autorw wystawy o ojczynie totalnej, jednym wielkim narodzie, ktry bdzie krain wiecznej szczliwoci, skutkuj faszyw interpretacj dziejw, czyli – jak to zbyt czsto bywa – ideologia przysania rzeczywisto.

Wodzimierz Pawlak, „Polacy formuj flag narodow”, 1997, olej, owek / ptno, 54 38 cm, materiay prasowe MOCAK-u

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Zabawa z komunizmem
„Warsztaty z rewolucji” w poznaskiej Galerii Miejskiej Arsena
Marcel Skierski

Powrmy do poznaskich warsztatw, ktrych kuratorka zwraca uwag na istotn rol miejskich instytucji w krzewieniu wywrotowych idei. Galeria Miejska Arsena i Teatr smego dnia zamierzay przywoywa „duchy minionych rewolucji, tak aby stay si one teraniejszoci”, zamieniajc si w „przestrzenie do dyskusji i spotka”, gdzie wyprbowywano „nowe metody aktywizacji i oporu, wiczono moliwe utopie”, a uczestnicy mieli uczy si „konkretnych umiejtnoci niezbdnych do wywoywania i utrzymywania rewolucji”. Szczeglnie zainteresowa mnie edukacyjny wymiar warsztatw – seria spotka pt. „Wspczytnik rewolucyjny”. Zajcia polegay na wsplnym odczytywaniu wybranych lektur, omawianiu ich oraz – jak pisz organizatorzy – poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Co naleaoby zrobi, aby wydoby ich pierwiastki rewolucyjne w zmienionym kontekcie kulturowym?”. Jedno ze spotka prowadzia dr Magdalena Radomska, proponujc nowe odczytanie „Manifestu komunistycznego” Marksa i Engelsa. Uczestnicy zaj mieli okazj przedyskutowa „aktualno poj takich jak utopia, alienacja, czyn, proletariat, wasno i rewolucja”. Nastpnym razem proponuj wnikliw analiz zdania z akapitu koczcego „Manifest…”: „Komunici uwaaj za niegodne ukrywanie swych pogldw i zamiarw. Owiadczaj oni otwarcie, e cele ich mog by osignite jedynie przez obalenie przemoc caego dotychczasowego ustroju spoecznego”. Jednoczenie z caych si odradzam wszelakie prby aktualizacji jakichkolwiek z zawartych w tym zdaniu poj.

Alexander Kluge, „Abschied von gestern / Poegnanie z dniem wczorajszym”, 1966, kadr z filmu, materiay prasowe Galerii Miejskiej Arsena w Poznaniu

 

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

„Pan Wadek”
Poznaska awangarda | Wadysaw Skotarek
Agnieszka Salamon-Radecka

Artysta nalea do synnej sidemki Buntu, ktrej pierwsza wystawa, otwarta w kwietniu 1918 roku, skandalem zapisaa si w polskiej historii sztuki. By to jednoczenie jego debiut ekspozycyjny. Zaprezentowane wwczas linoryty „Idcy (Flaneur)” czy te „Ucisk” s dzisiaj niemal ikon sztuki zaproponowanej przez poznask grup. Szczeglnie zadziwiajcy jest „Ucisk”. Linoryt bdcy formaln konsekwencj wczeniejszych „witraowych” kompozycji Skotarka jest rwnie swoist graficzn zapowiedzi pniejszych formistycznych rzeb Augusta Zamoyskiego z cyklu „Ich dwoje”. Hulewicz recenzujc wspomnian wystaw, w typowy dla siebie sposb podsumowywa prezentowany dorobek artysty i zauwaa: „Zadziwiajco rozwija si talent Wadysawa Skotarka. Kto mia sposobno obserwowania samorzutnej, modej i wieej tej indywidualnoci, tego zadziwi musi skok artystyczny choby od rysunkw pirkowych, reprodukowanych przed kilku zaledwie miesicami w »Zdroju« do prac jego, wystawionych obecnie. Nieokieznana fantazja pomysw, ujta do niedawna w form zbyt moe czystego i pedantycznego rysunku, wyzwala si szybko z krpujcych wizw. Artystyczny rozmach tej siy rwie atwo wszystkie oplatajce go sieci i powrozy, duch wyzwala si i obiera sobie wasn form”. Natomiast uwaga Jadwigi Kasprowiczowej, dotyczca innej wystawionej wwczas grafiki – „»Zachwyt« Skotarka jest za cielesny jak na wyraenie stanu ekstazy” – wskazuje na jeszcze jedn istotn cech tej twrczoci. wczesna towarzyszka ycia Przybyszewskiego dostrzega mianowicie, e grafik ulegajc formalnie wpywom ekspresjonizmu niemieckiego, tak widocznego w przytoczonej pracy, zagubi gdzie charakterystyczn dla siebie umiejtno wyraania delikatnych stanw duchowych i metafizycznych. Na szczcie byo to chwilowe, co pokazuj jego pniejsze linoryty, szczeglnie za pastelowe rysunki (np. „Pieta – Jance 22. XII. 1920”, w. Muzeum Narodowe w Poznaniu) oraz akwaforty („Ofiarowanie”, 1921, w. Muzeum Narodowe w Poznaniu).

Wadysaw Skotarek, „Improwizacja II”, tusz na kalce technicznej, w. Muzeum Narodowe w Poznaniu, fot. materiay prasowe MNP

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Rado Heroda
W poszukiwaniu jzyka
Tomasz Bika OP

Czym jest sztuka chrzecijaska, kiedy przyjmiemy, e tym, co j wyrnia, nie jest temat przedstawienia zaczerpnity z Biblii lub ywotw witych, lecz to, jak dziaa obraz?
Istnieje sztuka z Gry Tabor, jasna i chwalebna, bdca wiadectwem nowej ziemi i nowego nieba. To sztuka malarzy ikon, Rublowa i Fra Angelica, ale take Vermeera, Matisse’a czy Morandiego. I jest inna sztuka, ciemna i cielesna, ktra w cieniu Golgoty, porodku spotworniaego wiata, w achu ponionej materii odkrywa boski blask, wito na mietniku. To sztuka gotyckich krzyy mistycznych, Grnewalda, Holbeina, Nowosielskiego, Dzidziory. Znamienne dla jednych i drugich jest pragnienie, o ktrym Mikoaj Kabasilas, prawosawny teolog, pisa tak: „Ludzie majcy w sobie potn tsknot, ktra przekracza ich natur, tak e pragn oni wicej ni to przysuguje czowiekowi, zostali zranieni przez samego Oblubieca; ich oczy zostay dotknite promieniem Jego pikna. Wielko tej rany zdradza strzaa, a pragnienie wskazuje na tego, kto j wystrzeli” (N. Kabasilas, „Das Buch vom Leben in Christus”, tum. G. Hoch, Einsideln 1991, s. 79n. Cyt. za: J. Ratzinger, „W drodze do Jezusa Chrystusa”, tum. J. Merecki, Krakw 2005, s. 36). Tsknota jest – jak sdz – tym najwaniejszym, co daje nam ich twrczo. Tsknota, ktra jest otwarciem na prawd, jej oczekiwaniem i poszukiwaniem, a rodzi si w nas w wyniku swoistego poznania.

Katarzyna Fydrych, „ICON”, 2013, pyta, ptno, zaprawa klejowo-kredowa, akryl, 41,5 x 46,5 cm, dziki uprzejmoci artystki

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

„Pomaraczarka” i inne cuda w internecie
Rynek sztuki
Dorota aglewska

Nikogo nie trzeba przekonywa, e obecno internetu zmienia i wci zmienia pole krajowego rynku. Coraz znaczniejsza obecno nowych technologii, w powizaniu z dostrzegalnymi rwnie w Polsce globalnymi trendami rynkowymi, zarazem umoliwia, jak i zwiksza zapotrzebowanie na stay i szybki dostp do informacji rynkowych. Do niewtpliwych atutw tego ju nie tak nowego medium nale choby: moliwo atwej wyceny oraz dotarcie do oddalonych klientw i sprzedawcw. Internet odgrywa w opiniach badanych przeze mnie uczestnikw rynku rol integratora i nastpcy dawnych zasobw specjalistycznej wiedzy. Skal zmian pokazuj sowa jednego z moich respondentw: „Kiedy radzono sobie inaczej: wychodziy ksiki, po p rocznika, z notowaniami rynku niemieckiego, amerykaskiego czy angielskiego. Byy to krtkie opisy bibliograficzne, bez zdj. eby dotrze do zdj, trzeba byo zaprenumerowa poszczeglne katalogi aukcyjne”. Inny z moich rozmwcw wskazywa, jak internet wpyn na postrzeganie roli eksperta: „Zmieni si dostp do informacji. Kiedy ceniona bya niezwykle wiedza fachowa. Kto, kto chcia co sprawdzi, musia przyj do specjalisty, ktry mia t wiedz. Dzi wiele jest w internecie. (…) Nawet, jeli nie korzystamy z typowej informacji internetowej, mona korzysta z wynikw aukcyjnych”. Ale internet jako narzdzie wymaga szczeglnych kompetencji i w adnym razie wiedza zaczerpnita z tego rda nie gwarantuje sukcesu rynkowego. Pozorna atwo czstej praktyki, czyli, jak j okrela jeden z badanych, „wrzucania jakiego hasa i ogldania potem obrazkw”, niesie za sob rnorakie zagroenia, wynikajce z powierzchownego, krtkotrwaego i zaporedniczonego ogldu. Konieczne jest posiadanie szerokiej, kontekstualnej wiedzy rynkowej, dziki ktrej podchodzi si do rde internetowych z naleytym dystansem.

Graf. Z. Kom.

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Komentarz | niepokorny
Polskie Zjednoczone Patriotki Rebeliantki
Andrzej Biernacki

Niewane, le czy dobrze, wane, by mwili. Stara, elazna zasada PR-u ju dawno staa si sprawdzon furtk do przepychania do obrotu dowolnego towaru. I to bez wzgldu na powody tej operacji, w tym take bez wzgldu na intencje oraz stan wiadomoci przepychajcych. Wytrychem do tej furtki, a zarazem rodzajem protezy wartoci, majcym zastpi wszystkie inne cechy przepychanego zjawiska, jest tyle dyurne, co enigmatyczne okrelenie: „intrygujce”. Wymiennie stosowane z okreleniem „niesamowite”, z t rnic, e to pierwsze nie wymaga racjonalnego uzasadnienia, a drugie wrcz go sobie nie yczy.
Mnstwo tego „towaru”, gwnie o cechach pospolitej tandety, bezkarnie zainstalowano przede wszystkim tam, gdzie jest to najbardziej intratne. Np. w polskiej polityce.
Po co do tego wraca, gdy mwimy o sztuce? Ot dokadnie z tych samych powodw co powyej, a nawet jeszcze bardziej. Bo w sztuce, w sytuacji karowatego elektoratu mionikw i odbiorcw oraz miesznej skali rynkowego obrotu, medialne rozprowadzanie wartoci, moe tylko poza instytucjami z ich kupowaniem za cudze, praktycznie nie ma konkurencji. Zwaszcza, e medialny lans sztucznie nabrzmiewa za spraw mylnej sugestii, e jest wypadkow opinii szerszego gremium (redakcji), podczas gdy w istocie jest pogldem autora. Do jakiego stopnia odosobnionym, od lat dobitnie wiadcz moje komentarze, a po lekturze ostatniego numeru „Arteonu” take artyku Karoliny Staszak, de nomine o malarstwie Beaty Ewy Biaeckej.

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Obojczyk niezgody
Odpowied Andrzejowi Biernackiemu
Karolina Staszak

Kiedy Andrzej Biernacki przysa swj felieton przeznaczony na amy czerwcowego numeru, po chwili namysu uznaam, e opublikowanie go wraz z moj odpowiedzi bdzie dobr okazj do wyjanienia nie tylko naszemu felietonicie, ale take czytelnikom, sympatykom oraz antagonistom, czym jest, a czym zdecydowanie nie jest „Arteon”.
Przede wszystkim „Arteon” nie jest pismem wskiego grona jednomylnych publicystw, z ktrych kademu odpowiadaj wybory pozostaych redaktorw. To oczywiste, e nie z kadym wyborem artystycznym zaprezentowanym na naszych amach zgadzaj si wszyscy czonkowie redakcji, a nawet zdarza si, e twrczo, o ktrej piszemy, nie budzi mojego, jako naczelnej, przesadnego entuzjazmu. Nie musi. Nasi autorzy maj osobisty stosunek do twrczoci, ktr obieraj jako przedmiot swoich refleksji, bo „Arteon” tworz pasjonaci, piszcy o tym, co ich interesuje – i jestem przekonana, e to po prostu wida. W tym kontekcie nie rozumiem wyraonej w komentarzu Biernackiego obawy przed utosamieniem moich wyborw z wyborami jego, czyli osoby bdcej de facto spoza redakcyjnego grona. Ot, chocia szanuj i czsto bior pod uwag propozycje wsppracownikw, to rzeczywicie nie konsultuj kadego materiau z kadym autorem i wtpi, by gdziekolwiek panowaa taka praktyka. Tak jak „Arteon” zdecydowanie nie jest pismem jakiejkolwiek opcji politycznej, tak nie jest take pismem promujcym konkretny artystyczny nurt, choby najszlachetniejszy, jak np. promowane przez Andrzeja Biernackiego malarstwo spod znaku Arsenau 55', co do ktrego zreszt nie mam wtpliwoci, e jest to twrczo wybitna. „Arteon” nie jest pismem niewielkiego rodowiska krytykw zachwyconych twrczoci kilkorga artystw – prowadzenie takiego czasopisma, jeli w ogle moliwe, byoby zwyczajnie nudne, zarwno dla nas, jak i dla czytelnikw.

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym