strona gwna > 
wybierz miasto:
B G K O P R S T W Z KONKURSY

W czerwcowym „Arteonie” fotorelacja z wrczenia Nagrody „Arteonu” 2016 i wernisau laureatki – Natalii Rybki. Ponadto: Karolina Staszak recenzuje wystaw „Pna polsko. Formy narodowej tosamoci po 1989 roku” w Centrum Sztuki Wspczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie i rozmawia z prof. Piotrem Juszkiewiczem, czonkiem komisji eksperckiej priorytetu „Narodowe zbiory sztuki wspczesnej”, o wydawaniu publicznych pienidzy. Aleksandra Kargul natomiast w rubryce „Pogranicza sztuki” przyglda si wiatu internetowych memw. W najnowszym „Arteonie” take: Justyna arczyska przyglda si wystawie „Tu jestemy. Wybrane prace z kolekcji Krzysztofa Musiaa” w Centrum Sztuki Wspczesnej Znaki Czasu w Toruniu, a o wystawie „A-geometria. Hans Arp i Polska”, odbywajcej si w poznaskim Muzeum Narodowym, pisze Aleksandra Sikorska. Pokaz „Disobedient Bodies” w brytyjskim The Hepworth Wakefield przyblia Wojciech Delikta. W dziale „Sztuka modych” twrczo Karoliny Lizurej prezentuje Karolina Staszak. Seri artykuw „Polska awangarda” rozpoczyna Agnieszka Salamon-Radecka tekstem o poznaskiej grupie Bunt. W „Notatniku” Wojciech Delikta przedstawia nowe skrzydo Massachusetts Museum of Contemporary Art, a Karolina Staszak prezentuje nowosdeckie BWA Sok. W najnowszym „Arteonie” ponadto inne recenzje, komentarze, aktualia i stae rubryki.

Okadka: Natalia Rybka, „Nasze policzone dni”, 2017, olej na ptnie, 100 x 70 cm, dziki uprzejmoci artystki, fot. Jakub Biernacki

Nagroda Arteonu 2016 – Natalia Rybka
Przyznana po raz siedemnasty Nagroda „Arteonu” w tym roku trafia w rce malarki Natalii Rybki. Artystyczna propozycja Rybki – tradycyjne medium, uyte proste rodki malarskie, (magiczny) realizm – moe w dobie konceptualizacji malarstwa uchodzi za kontrowersyjn. Moe si tak wydawa take dlatego, e – jak podkrela artystka – kady jej obraz jest osobistym wyznaniem wiary w Boga osobowego oraz afirmacj natury jako emanacji tego osobowego Boga. Wymaga odwagi mwienie o tym wprost. Jednak, jak zauway jeden z czonkw kapituy Nagrody, Stanisaw Baj: „Malarstwo Rybki ma w sobie pojemn, rnorodn i bogat przestrze wyrazow”. Znaczenie obrazw Rybki nie zamyka si w obszarze odniesie religijnych. Forma pociga i zaprasza do dialogu uwanych odbiorcw niezalenie od ich potrzeb duchowych.
Wystawa w Nowej Gazowni w Poznaniu trwa do 24 czerwca.

Fot. Jakub Biernacki

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Sprawy narodowe
„Pna polsko...” w CSW Zamek Ujazdowski
Karolina Staszak

Gigantyczna wystawa, z ktr na dokadne zapoznanie si potrzeba co najmniej dwch dni. Ponad setka prac w tym fragmenty filmw i spektakli telewizyjnych. Ambitnie brzmicy tytu – „Pna polsko. Formy narodowej tosamoci po 1989 roku”. Gdybym tak, jak kuratorzy tego pokazu, Stach Szabowski i Ewa Grzdek, naduywaa sowa „forma”, pozbawiajc je najmniejszego sensu, napisaabym: „przerost formy nad treci”. Problem w tym, e nawet nie. Raczej nadmiar moliwoci i chaos uniemoliwiajcy wartociow refleksj. Tytu wystawy – „Pna polsko” – zosta zapoyczony z tekstw artysty Tomasza Kozaka i oznacza – jak czytamy w folderze – „polsko poddan cinieniu pynnej, pnej nowoczesnoci, polsko, ktra konfrontuje si z wielowymiarow rzeczywistoci globaln”. Kuratorzy doprecyzowuj, czym jest owa pna polsko, cytujc filozofujcego artyst: „[pna] polsko galopujca w zmierzchu ku wasnym granicom. Duch polski, z Heglowsk sow na ramieniu, cwauje na Gombrowiczowskim koniu, dzierc szabl Kmicica”. Niby wic z jednej strony kuratorzy deklaruj, e s zainteresowani rozmaitymi formami polskiej tosamoci narodowej, ale z drugiej – przecie od pocztku przywieca im tosamociowy, rzekomo dialektyczny projekt Kozaka, polegajcy na poczeniu fascynacji rezerwuarem wyobrae, ktre bliskie s tradycjonalistom, z dajc do nich dystans ironi postpowych Polakw. Fascynacja i ironia w efekcie dialektycznego cierania miayby da now jako, syntez. Problem jednak w tym, e synteza jest tylko teoretycznym zaoeniem, ktre w praktyce nie ma szansy na realizacj. Nie moe by inaczej, skoro wszystko to, co bliskie konserwatystom, artysta traktuje wycznie jako puste anachronizmy, na ktrych mona dokona dowolnych, ironicznych manipulacji.

Pawe Susid, „Bez tytuu /NUDA/”, 2007, fot. mat. pras. CSW Zamek Ujazdowski

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Sztuka w wiecie memw
Pogranicza sztuki | memy internetowe
Aleksandra Kargul

Od prostych, rysunkowych wizerunkw twarzy wyraajcych rne stany (ang. meme faces), przez uywajcego sownej inwersji psa rasy Shiba Inu (ang. doge, w Polsce znany pod nazw „piese”) i wybitnie niezadowolonego kota (ang. grumpy cat), po charakterystyczne wizerunki zwykych ludzi, celebrytw i politykw – nadopiekuczej i czepiajcej si wszystkiego dziewczyny, aktora Ryana Goslinga, ktry nie chce zje swojej dziennej porcji patkw niadaniowych, czy wyraajcego aprobat Baracka Obamy – Internet jest ich peen. Mona zaryzykowa nawet stwierdzenie, e to one, w duej mierze, stanowi rdze tego, co coraz czciej okrela si mianem nowego wirtualnego jzyka, a nawet nowej wirtualnej kultury. Memy. Wikszo z nas, aktywnych uczestnikw sieciowej rzeczywistoci, uywa tego pojcia niemal bezwiednie, nie zastanawiajc si ani nad jego definicj ani – tym bardziej – nad genez jego powstania. A szkoda, bo jest ona do interesujca – mem swoje rda ma bowiem w koncepcjach naukowych, sporo mwicych o sztuce i o kulturze w oglnoci.

Sztuczne Fioki (www.facebook.com/SztuczneFiolki), „Gustave Caillebotte (1848-1894) – malarz francuski”, 2016

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Na stray publicznych rodkw
Z prof. Piotrem Juszkiewiczem, czonkiem komisji eksperckiej priorytetu „Narodowe zbiory sztuki wspczesnej”, o wydawaniu publicznych pienidzy rozmawia Karolina Staszak

Karolina Staszak: Naprawd nie ma moliwoci, by eksperci zasiadajcy w komisji dyskutowali, jakie dziea powinny by kupowane do narodowych zbiorw, by w wyniku takiej dyskusji zostay ustalone jakie uchwytne kryteria?
Piotr Juszkiewicz: To zagadnienie jest, oczywicie, kluczowe, ale nie takie oczywiste, jak wynikaoby to z Pani pytania. Po pierwsze, myl, e wszyscy zasiadajcy w komisji eksperci zgodziliby si co do tego, eby do narodowych zbiorw kupowane byy dziea znaczce i wysokiej wartoci artystycznej. Ale, jak zapewne zdaje sobie Pani spraw, tu dopiero zaczyna si zasadnicza dyskusja, w ktrej, jak w caej dziedzinie sztuki, daleko jest do jednomylnoci. Wyczuwam w Pani pytaniu postulat kierowany w stron komisji konkursowej, eby opowiedziaa si za jak wizj sztuki, sformuowaa kryteria oceny i kierowaa do zakupu tylko te prace, ktre owe kryteria speniaj. Tyle tylko, e jest to sytuacja, ktra, w moim przekonaniu, utrwalaaby niedobry mechanizm. Wyobramy sobie, e nastpuje w zwizku z polityczn zmian wymiana skadu komisji na przykad na zdeklarowanych zwolennikw politycznej instrumentalizacji sztuki – adne inne propozycje artystyczne nie maj wwczas szans na finansowanie.

Fot. archiwum Piotra Juszkiewicza

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Co si komu podoba
Kolekcja Krzysztofa Musiaa w CSW Znaki Czasu
Justyna arczyska

Prace z kolekcji Krzysztofa Musiaa, ktre moemy oglda w ramach wystawy „Tu jestemy...”, pochodz z niemal omiu ostatnich dekad. Zaprezentowano wic szeroki, a tym samym rnorodny obszar sztuki polskiej, przez co – si rzeczy – wystawa posiada niezwykle wany walor edukacyjny. Zachca do dokonywania porwna, szukania powiza i zadawania pyta o kierunki rozwoju sztuki polskiej. Skania te do refleksji nad kolekcjonowaniem dzie sztuki, uwiadamia, jak wan rol spoeczn odgrywaj kolekcjonerzy, inspiruje. Kiedy w latach 90. Krzysztof Musia kupowa coraz wicej obrazw, zacz si rwnoczenie zastanawia nad tym, jaki waciwie jego kolekcjonowanie ma cel, po co to robi i jaki powinien obra kurs. Wtedy te pojawia si koncepcja, by skupi si na powikszaniu zbioru dzie artystw polskich. Na temat rodzimej sztuki Musia posiada ju wwczas pewn wiedz. Prace kupowa zgodnie z chronologi. Zacz od sztuki koca XIX wieku i – jak stwierdzi w jednym z wywiadw – „to nie byo tak, e kupowaem w tym samym okresie Boznask i Tarasewicza, tylko niejako po kolei”. Raczej unika korzystania z porad doradcw, cho nierzadko dyskutowa na temat wybieranych przez siebie dzie z dwoma zaprzyjanionymi historykami sztuki. Wybra sposb budowania kolekcji sprzony z nabywaniem wiedzy czy wrcz ni napdzany, natomiast prezentowanie zbioru wiedz t poniekd oferuje szerszej publicznoci. Musia bardzo chtnie pokazuje dziea, ktre udaje mu si pozyska. Prace z jego kolekcji wzbogacaj narodowe zbiory i s czsto prezentowane w galeriach rnych miast, co z kolekcjonera czyni popularyzatora sztuki.

Maria Jarema, „Gowy”, 1955, 61 x 42 cm, tempera, papier, fot. Filip Klin, materiay prasowe CSW Znaki Czasu

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Fantazje i kompleksy
„A-geometria. Hans Arp i Polska” w MNP
Aleksandra Sikorska

Tytu poznaskiej wystawy „A-geometria. Hans Arp i Polska” – na ktrej pokazano 60 dzie artysty, w tym rzeby, grafiki, obrazy, reliefy, rysunki i kolae – nawizuje do sformuowanych w 1936 roku sw Jana Brzkowskiego: „Arp wynalaz rzeb a-geometryczn”. Oprcz prac Arpa zostay zaprezentowane take dziea polskich artystw, zarwno jemu wspczesnych (m.in. Wandy Chodasiewicz-Grabowskiej, Marii Jaremy, Aliny Szapocznikow, Henryka Staewskiego, Wadysawa Strzemiskiego), jak i pniejszych (m.in. Iwony Demko, Aleksandry Ska, Zbigniewa Saaja). Wystawa jest efektem wsppracy Muzeum Narodowego w Poznaniu oraz Fundacji Hansa Arpa i Sophie Taeuber-Arp. (...)Jak pisz kuratorki: „Rozlokowanie poszczeglnych dzie w przestrzeniach muzealnych nie ma charakteru chronologicznego, lecz problemowy”, w zwizku z czym pierwsze prace, z ktrymi odwiedzajcy si styka, to dziea autorstwa Beaty Szczepaniak, Tomasza Marka, Martyny Pajk i Aleksandry Ska, ukazane w dialogu z twrczoci Arpa. Taki ukad wystawy ma stanowi dowd, i „biomorficzno jest aktualna rwnie w sztuce wspczesnej”, cho jednoczenie – jak zastrzega kuratorski komentarz – nie mona mwi o jakim jednolitym nurcie. Jest to mao oryginalna obserwacja. Przecie w obliczu nadprodukcji artystycznej niemal kade zjawisko mona uzna dzi za „aktualne” – wystarczy puci wodze fantazji.

Hans Arp, „Star”, 1956, brz, odlew 0/3, 1976, w. Stiftung Arp e.V. © VG Bild-Kunst, Bonn 2017, fot. Marta Smoliska

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Nieposuszne ciaa
Wystawa sztuki i mody w The Hepworth Wakefield
Wojciech Delikta

Wedle magazynu „Vanity Fair”, nie ma takiej wymwki, ktra zwolniaby z obecnoci na wystawie „Disobedient Bodies” w The Hepworth Wakefield. Suzy Menkes – redaktorka „Vogue’a” – pisaa niedawno, e ekspozycja ta „wibruje energi, poczwszy od taktylnych powierzchni, a na abstrakcyjnych formach skoczywszy”. Zainteresowanie modowej prasy wydaje si uzasadnione, bowiem „Nieposuszne ciaa” to w tej samej mierze pokaz sztuki, co mody. Ponadto w rol jego kuratora wcieli si Jonathan W. Anderson, brytyjski projektant, absolwent London College of Fashion, dyrektor kreatywny domu Loewe oraz wasnej marki – J. W. Anderson. O modym dizajnerze zrobio si gono w 2013 roku, kiedy to na londyski wybieg posa modeli ubranych w kuse, rozkloszowane jak spdnica spodenki z falbanami, tuniki odsaniajce ramiona i falbaniaste kalosze. Krytycy byskawicznie zaczli rozkada t kolekcj na czynniki pierwsze, wskazujc, co w niej jeszcze mskie, a co ju kobiece. Androgeniczne, transgenderowe, a przy tym liryczne i eksperymentalne kreacje stay si znakiem rozpoznawczym Brytyjczyka. Od pocztku w centrum uwagi trzydziestodwulatka znajduje si ludzkie ciao – jego moliwoci, ale i ograniczenia. Potwierdzaj to zarwno krawieckie projekty Andersona, jak i zorganizowana przeze prezentacja.

Na pierwszym planie: Henry Moore, „Reclining Figure”, 1936, Fot. Lewis Ronald, courtesy The Hepworth Wakefield

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Karolina Lizurej: Ceremonia haftowania
Sztuka modych
Oprac. Karolina Staszak

Jak przebiega proces twrczy, bez czego nie wyobraasz sobie tworzenia?
Kady z moich obrazw poprzedza cig szkicw, wynikajcych najczciej z analogowych fotografii. To szybka i intuicyjna praca. Przenoszc rysunki na ptno za pomoc igy i nitki, z jednej strony zaprzeczam sensowi wczeniejszego dziaania, z drugiej – nadaj nowe znaczenie. Ceremonia haftowania, kojarzony z kobiec tradycj, wywouje u mnie uczucie kontynuowania owej narracji, a take solidarno z przeszymi pokoleniami. Nie wyobraam sobie tworzenia bez ciekawoci, czerpania satysfakcji, wewntrznej potrzeby i odbiorcw.

Karolina Lizurej, z cyklu „Mimozy”, 2015, haft na ptnie, (2x) 20 x 20 cm, fot. dziki uprzejmoci artystki

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Przetumaczone gesty
Sztuka modych | Karolina Lizurej
Karolina Staszak

Prace Karoliny Lizurej, rcznie haftowane na ptnie figuratywne kompozycje, momentalnie przypomniay mi wyszywane obrazy Ghady Amer, pracujcej w Nowym Jorku artystki egipskiego pochodzenia. Te dwie artystki czy posugiwanie si haftem oraz korzystanie z fotografii jako punktu wyjcia dla kompozycji. Przy czym dla Amer nici s dodatkiem do farb akrylowych, podczas gdy Lizurej rzadko miesza techniki, wyranie stawia na haft, co skutkuje dopracowaniem strony formalnej. Modej artystce w hafcie udaje si zachowa wraenie lekkoci rysunku, pospiesznej kreski. Jest to paradoksalny, ale bardzo ciekawy efekt – wszak trudno sobie wyobrazi, by Lizurej haftowaa z tak prdkoci, z jak zapewne potrafi rysowa; wiadomo, e nic tutaj nie zostao ot tak pozostawione, puszczone, zaimprowizowane. Artystki rni jeszcze co – ikonografia. Ot Gamer przedstawia kobiety, a nawet kobiece pary „zapane w sie podania, rozkoszy i namitnoci”, co oznacza po prostu tyle, e maluje i wyszywa motywy zaczerpnite z pornografii. Ten temat wyranie j zdominowa, co przekada si nie tylko na nieznon powtarzalno wulgarnych motyww, ale take odpuszczenie strony formalnej. W jej pracach kolejne warstwy kresek / nici tworz chaos, nawet nie prbujc budowa formy. U Lizurej sprawa wyglda inaczej, pierwszoplanowy nie jest temat (skandalizujcy czy jakikolwiek), lecz praca z medium w poszukiwaniu wizualnego efektu. Na obecnym etapie jej rozwoju artystycznego, kiedy jeszcze studiuje, jest to jedynie suszne podejcie do pracy, ktre dopiero moe przynie olniewajce rezultaty.

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Pionierzy abstrakcji
Polska awangarda | o poznaskim Buncie
Agnieszka Salamon-Radecka

Zrzeszenie artystw plastykw Bunt, powstao na przeomie 1917 i 1918 roku, skupiajc pocztkowo siedmiu czonkw, zwizanych z wydawanym od padziernika 1917 roku w Poznaniu pismem „Zdrj. Dwutygodnik powicony sztuce i kulturze umysowej”. Byli to redaktor i wydawca pisma Jerzy Hulewicz (1886-1941), Stanisaw Kubicki (1889-1942) i jego „niemiecka” ona Margarete Schuster-Kubicka (1891-1984), poznaniacy Wadysaw Skotarek (1894-1969) i Jan Jerzy Wroniecki (1890-1948) oraz Stefan Szmaj (1893-1970) i jedyny w tym gronie rzebiarz, August Zamoyski (1893-1970) – obaj trafili do Buntu dziki protekcji Stanisawa Przybyszewskiego, patronujcego pocztkom czasopisma. W 1919 roku doczyli do nich jeszcze Jan Panieski (1900-1925) i Artur Swinarski (1900-1965). Aktem zaoycielskim Buntu staa si zorganizowana na pocztku kwietnia 1918 roku, otwarta w aurze skandalu wystawa. Bya to na ziemiach polskich jedna z pierwszych prezentacji sztuki zrywajcej z tradycyjnymi sposobami obrazowania, jednoczenie bardzo silnie odwoujcej si do wspczesnych awangardowych nurtw w sztuce europejskiej. Mimo zadeklarowanego expressis verbis na towarzyszcym jej plakacie i w tekstach jej powiconych nawizania do ekspresjonizmu (w domyle – niemieckiego), propozycja poznaskich artystw skupiaa w sobie wpywy wszystkich tendencji wczenie kojarzonych z nowoczesnoci. Wikszo z zaprezentowanych na pierwszej wystawie Buntu osiemdziesiciu szeciu obrazw, rysunkw, grafik oraz rzeb zagina i nieznana jest nawet z reprodukcji, jednak na podstawie choby fragmentw recenzji domniemywa mona, e pokazane wwczas prace od strony formalnej znacznie przekraczay sposoby obrazowania zwyczajowo kojarzone z ekspresjonizmem niemieckim. Czesaw Ganowicz na amach „Kuriera Poznaskiego”, pisa m.in.: „Zwiedzajcy po raz pierwszy wystaw, obejrzawszy si dokoa, odnosi wraenie, e z niego zadrwiono; chaos popltanych linii, zygzakw, barwnych paszczyzn, kleksw i masek”. Zastanawiajco brzmi take fragmenty recenzji Marii Ruszczyskiej: „Wydaje mi si cakiem bezcelowym rzucanie na papier czy ptno barwnych kwadratw, trjktw czy linii”.

Wadysaw Skotarek, „Idcy”, linoryt, w. Muzeum Narodowe w Poznaniu, fot. archiwum Agnieszki Salamon-Radeckiej

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Think Big!
Notatnik | MASS MoCA
Wojciech Delikta

W maym amerykaskim miecie North Adams w stanie Massachusetts znajduje si wielka instytucja. Dosownie wielka. Massachusetts Museum of Contemporary Art (MASS MoCA) to kompleks wystawienniczy o powierzchni – bagatela – ponad dwudziestu trzech tysicy metrw kwadratowych, mieszczcy si w dawnych zakadach przemysowych. W chwili otwarcia w 1999 roku skada si z kilkunastu galerii ulokowanych w czterech XIX-wiecznych budynkach: produkcyjnych halach, warsztatach i magazynach. Do powstania MASS MoCA przyczynili si Thomas Krens (Guggenheim Museum), Michael Govan (Dia, LACMA), Rod Faulds (Florida Atlantic Univeristy) i Joseph C. Thompson – obecny dyrektor placwki. Ide, jaka przywiecaa inicjatorom, byo stworzenie miejsca dla dzie sztuki, ktre ze wzgldu na swe monumentalne rozmiary nie mieciyby si w muzeach istniejcych w USA. Schronienie znalazy tu zatem wielkoformatowe realizacje Richarda Serry, Sola LeWitta, Anselma Kiefera, a wkrtce te takich twrcw, jak Katharina Grosse, Cai Guo Qiang, Ann Hamilton, Tim Hawkinson czy Teresita Fernndez.

David Cole, „The Knitting Machine”, MASS MoCA, rdo: Instagram, fot. @MASS MoCA

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Jaskki w Sokole
Notatnik | BWA Sok
Karolina Staszak

Wcale niemae miasto, cho z perspektywy stolicy – na pewno prowincja. Tak te bywao traktowane przez stoecznych kuratorw –- jako miecina, do ktrej sztuka wspczesna w wydaniu progresywnym zaniesie kaganek owiaty. Ale skupmy si na tym, co pozytywne, a ostatnie wystawy w BWA Sok rzeczywicie napawaj optymizmem. Oto lokalna placwka, przestawszy spenia funkcj ekspozytury warszawki, rozkrca oryginalny program wystawienniczy.  Zaczo si w poowie stycznia wystaw „Cultus Terrae”, z okazji ktrej Andrzej Szarek, kurator i zarazem nowy szef Rady Programowej nowosdeckiej placwki, zgromadzi prace twrcw, ktrych czyo jedno – artystyczna dojrzao. Szarek tumaczy, czym jest tytuowa „Uprawa ziemi”: „To metafora procesu twrczego, a jednoczenie ksztatowania charakteru czowieka, ktry wymaga wiedzy, wiadomoci, cierpliwoci i pokory”. Pokazano m.in. prace Stanisawa Baja, Krzysztofa Franaszka, Grayny Jaskierskiej-Albrzykowskiej, ale take dziea artystw nieyjcych, choby Jzefa Haasa czy Jacka Sempoliskiego, gdy, jak twierdzi kurator, zupenie nie ma znaczenia, czy artysta yje, czy nie, wane, e yje jego sztuka. Drug jaskk zmiany bya wystawa jednego z obecnie najbardziej utalentowanych polskich rzebiarzy, Jerzego Fobera, zatytuowana „do rda...”, na ktrej pokazano kilkanacie jego rzeb z lat 1990-2016. Wreszcie trzecie wydarzenie – wystawa „SuperSam”, chcca dotkn tematu niezbywalnej, metafizycznej samotnoci istoty ludzkiej, ktra – by zaguszy ow samotno i zazna choby zudnego szczcia – wtapia si w tum, przejmujc jego pseudowartoci.

fot. Piotr Drodzik, mat. pras. BWA Sok

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Leczenie trucizn
Komentarz | niepokorny
Andrzej Biernacki

Niedawne afery z odnalezionym szkicownikiem penym rysunkw van Gogha, a zwaszcza z buszujc po wiecie aspirujcym do kulturalnego wystaw „Van Gogh alive the experience”, nawet jeli bardzo by nie chciay, przypomniay faktyczny stan spoecznej recepcji dzie mistrza z Arles w aspekcie historycznym. A cilej dynamik tej recepcji, od pocztkowej, miertelnie doujcej malarza absolutnej flauty zainteresowania, do – eskalujcej po jego mierci – enujcej histerii dtego podziwu rnej maci wspczesnych histerykw sztuki, zdecydowanie na wyrost potrzeb. Ustalmy wic od razu: obie skrajnoci w tej amplitudzie odbioru nigdy nie zasadzay si na jakichkolwiek przesankach natury artystycznej. Ot, po prostu, ci dawniejsi „koneserzy” mieli w gbokim powaaniu nie tylko to, ale te kade inne zjawisko sztuki, jeli byo szacowane jedynie empati najbliszej rodziny (brat Theo) lub garstki znajomych (Paul Gachet). Natomiast „znawcw” dzisiejszego rozdania, rwcych si do egzaltowanego entuzjazmu, niezawodnie skaniaj kolejne zera rekordw sum paconych na wspczesnych aukcjach za dziea Vincenta. Innymi sowy, tzw. spoeczestwo – wsio ryba zachodnie czy wschodnie – nigdy de facto nie dojrzao do zrozumienia propozycji twrczej van Gogha, pomimo jej prostego, intuicyjnego charakteru, niewymagajcej od widza nadmiernie rozbudowanego, teoretycznego zaplecza: nie pojo intencji zastosowania przez niego zachwycajco prostej techniki malarskiej, zwaszcza e w wyjtkowo „optymistycznym” wariancie barwnym i z rozbrajajc opatologi arcypotocznej tematyki.

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

„A pikno wieci w ciemnoci...”
Recenzja ksiki
Aleksandra Sikorska

Rozmowa Ewy Kiedlo z biskupem Michaem Janoch zostaa podzielona na trzy czci. Pierwsza z nich jest skoncentrowana wok zwizku sztuki i pikna. Autorka midzy innymi „Tygodnika Powszechnego” oraz „Przewodnika Katolickiego” przytacza sowa ksicia Myszkina z „Idioty” Dostojewskiego – „Pikno zbawi wiat”, by dalej zapyta rozmwc: „Co to za pikno, ktre zbawia?”. W ten sposb rozpoczyna si interesujca opowie biskupa Janochy midzy innymi na temat kalokagatii, wiatoci (claritas), sacrum w sztuce. W wypowiedziach ks. Janochy nie brakuje odwoa do „Listu do artystw” Jana Pawa II, a take do rozwaa Pawa VI czy te Benedykta XVI. Zasadniczo rozmowa dotyczy sztuki dawnej, jednak pojawiajce si w niej odniesienia do sztuki wspczesnej czy literatury w aden sposb nie burz toku wypowiedzi, tylko dowodz znaczenia omawianej tematyki oraz ukazuj przemian, jaka dokonaa si w myleniu o sacrum w kulturze na przestrzeni wiekw. Biskup Janocha nie stroni od osobistych opinii, m.in. wyraa krytycyzm wobec obecnego w Kociele kiczu religijnego, docenia take malarstwo, ktre implikuje treci metafizyczne.

„A pikno wieci w ciemnoci. Z biskupem Michaem Janoch rozmawia Ewa Kiedio”,  Wydawnictwo Wi, Warszawa 2017, ss. 232

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Dofinansowano ze rodkw Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym