strona główna > 
wybierz miasto:
B G K L Ł P R S W Z

Gdańsk
Muzeum Narodowe w Gdańsku / Oddział Etnografii
"Dźwięki pierwotne"
18.05.2019 - 31.12.2019

"Dźwięki pierwotne" to pierwsza wystawa w Oddziale Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, która wykorzystuje przestrzeń całego budynku, a także ogródek przymuzealny. Na potrzeby ekspozycji powstały oryginalne instalacje dźwiękowe, wypożyczono wyjątkowe eksponaty i zabytkowe, często już nieznane instrumenty muzyczne. Przygotowany soundtrack wystawy stałej Oddziału, który wzbogaci ekspozycję o antropologiczno-muzykologiczną opowieść o nieistniejącym już świecie. Do zespołu tworzącego projekt zostali zaproszeni badacze etnomuzykolodzy, muzycy oraz artyści współcześni, wszystko po to, by stworzyć interaktywną, atrakcyjną wizualnie i odbieraną wieloma zmysłami wystawę, która pozwoli wejść w sferę dźwięków i poznać sekrety polskiej muzyki ludowej. Namawiamy też do aktywnego uczestnictwa: słuchania, grania i tańczenia!
Wystawa „Dźwięki pierwotne” przybliża fenomen dźwięku w kulturze, jego ewolucji, funkcji i ról. Temat ten został ukazany na trzech poziomach: dźwięków naturalnych, muzyki ludowej wyrastającej z dźwięków pierwotnych oraz wtórnego zainteresowania muzyką tradycyjną, inspiracji i jej przetwarzaniu przez współczesnych artystów.
Pierwszy poziom jest poświęcony relacji dźwięków człowiek – natura, a więc naśladowaniu dźwięków natury, naturalnym instrumentom (patyki, kamienie, źdźbła traw), dźwiękom pracy ludzkiej, wpływowi dźwięków na ciało, sygnałom oraz dźwiękom magicznym. To wokół tej problematyki – dźwięków pierwotnych – jest osnuta koncepcja wystawy i placu zabaw dla dzieci. Oprócz szumu drzew i strumyka tematem są między innymi pejzaże dźwiękowe dziewiczego krajobrazu, utracona równowaga dźwięku i ciszy czy melodia wsi. Nie sposób pominąć kwestii siły ludzkiego brzmienia w świecie naturalnych dźwięków, wszak przez wiele wieków najgłośniejszym słyszalnym sztucznym dźwiękiem było bicie dzwonu czy złowrogie huki armat.
Drugi, najobszerniejszy poziom wystawy, dotyczy szeroko rozumianej polskiej muzyki ludowej. Celem wystawy jest uchwycenie pejzażu dźwiękowego dawnej wsi, zdefiniowanie polskiej muzyki ludowej, ukazanie jej charakterystycznych elementów (w zależności od regionu i grup etnicznych), funkcji, ewolucji, bogactwa instrumentów muzycznych, wreszcie – twórców i muzyków. Ta część wystawy jest poświęcona następującym relacjom: muzyka a obrzędy, muzyka a religijność, muzyka a życie codzienne. Wydarzenia ze sfery sacrum i profanum. Wystawa porusza także temat więzi człowieka z instrumentem (i muzyków, i twórców), a także wizerunku muzyka, jego roli w społeczeństwie, pełnionych funkcji intensywności doznań muzycznych. Na koniec zainteresowani mogą się zapoznać z historią badań nad dźwiękiem, nagrań terenowych czy archiwaliami.
Trzeci poziom tematyczny wystawy stanowi próbę ukazania wpływu muzyki na kompozytorów klasycznych i popularnych oraz współczesnych artystów audiowizualnych, jak również pokazania analogii między muzyką wsi a jazzem i bluesem, opartej o fenomen improwizacji.
Wystawie towarzyszy książka dla dzieci Brzdęk. Jak złapać dźwięk autorstwa Pawła i Piotra Sitkiewiczów z ilustracjami Agaty Królak. Dodatkowo, zapraszamy na październikową konferencję naukową, a także sympozja popularnonaukowe, wykłady, spotkania oraz prelekcje. Projekt wzbogaci specjalnie przygotowany program edukacyjny, dostosowany do odbiorców w różnym wieku, adresowany zarówno do grup zorganizowanych, jak i rodzin, seniorów, młodzieży i dzieci. Dzięki bogatemu programowi koncertów przez cały czas trwania wystawy Oddział Etnografii będzie rozbrzmiewał muzyką ludową, klasyczną i współczesną.
Kuratorzy: Anna Ratajczak-Krajka, Krystyna Weiher-Sitkiewicz, Waldemar Elwart; opieka merytoryczna: prof. dr hab. Zbigniew Jerzy Przerembski (Uniwersytet Wrocławski), dr Robert Losiak (Uniwersytet Wrocławski), artyści: Marcin Dymiter aka emiter, Sylwester Galuschka & Konrad Gustawski & Wojciech Wilk, Julie Myers, Florian Tuercke, Wojciech Zieliński

[zwiń]


Lublin
Galeria Gardzienice Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice"
"Ryszard Kaja. Teatralny Bar Świata Małopolskiego"
24.10.2019 - 17.12.2019
Patronat „Arteonu”

Na wystawie w Galerii Gardzienice pokazane zostaną między innymi plakaty, tematycznie dobrane i wykonane przede wszystkim dla wschodnich regionów Polski, jak również portrety małopolskie, projekty kostiumów, scenografii, częściowo fragmenty niezwykłych dzienników Ryszarda Kai. O swoich plakatach zwykł on mawiać: „Moje plakaty są pełne detali, tak jak i mój dom, a mój dom pełen jest wspomnień. Ja kolekcjonuję przeszłość (…). Nie interesują mnie poszukiwania formalne, anektowanie nowych przestrzeni dla sztuki. Mody, także artystyczne, są mi obce, nie patrzę, jak wszyscy w przyszłość, tylko szperam w swej przeszłości”. Popularność i rozpoznawalność dały artyście między innymi plakaty z serii „Polska”, które od 2012 roku Ryszard Kaja tworzył na zamówienie Galerii Polskiego Plakatu we Wrocławiu. Unikatowy język symbolu, skrótowa forma przedstawienia i umiejętne operowanie kolorem czynią jego plakaty niepowtarzalnymi. Odwołania, siła skojarzeń, detal decydują o doskonałości plakatowych dzieł Kai dla teatru. Wypracowana przez niego metafora uproszczonego przedstawienia, oszczędnego przekazu, zdawkowego symbolu, śladowego krajobrazu tudzież tła stanowi element rozpoznawalny w plakatowej, teatralnej twórczości Ryszarda Kai.  Ryszard Kaja był niezwykle pracowitym twórcą, o nieskrępowanej wyobraźni i ogromnym zapale do pracy. Jego spektakularna przygoda ze sztuką to także rozmaite realizacje teatralne, od scenografii po kostiumy i dekoracje. Mówi się o ponad 200 scenografiach teatralnych, baletowych, operowych i telewizyjnych. W późniejszych latach życia artysta chętnie sięgał po rysunek i monotypie. Autorem tytułu lubelskiej ekspozycji i współkuratorem wystawy jest Leszek Jamrozik.  

Ryszard Kaja, bez tytułu, olej, mat. pras. Galerii Gardzienice

[zwiń]

«   »

Listopadowy „Arteon” już w sprzedaży, a w nim:Wojciech Delikta przedstawia sylwetkę i twórczość Dory Maar w kontekście retrospektywnej wystawy w Tate Modern w Londynie. Agnieszka Salamon-Radecka omawia wystawę „Nigdy więcej. Sztuka przeciw wojnie i faszyzmowi w XX i XXI wieku” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a Georgii Gruew pisze o Williamie Blake’u z okazji wystawy jego dzieł w Tate Britain. Z kolei Kajetan Giziński recenzuje 7. Międzynarodowe Biennale Pasteli w Nowym Sączu. W najnowszym „Arteonie” także: o pokazie „Komponowanie przestrzeni. Rzeźby awangardy”, odbywającym się w Muzeum Sztuki w Łodzi, pisze Karolina Greś. Twórczość Pawła Nowaka przedstawia Zofia Jabłonowska-Ratajska. W rubryce „Czytanie sztuki” Karolina Staszak omawia plakat tegorocznego Marszu Niepodległości. Z kolei Zbigniew J. Mańkowski zastanawia się nad wolnością artysty w kontekście filmu „Van Gogh. U bram wieczności”. W listopadowym „Arteonie” również: w ramach działu „Sztuka młodych” Maria Roszyk omawia twórczość Joanny Pietrowicz, a w rubryce „Zaprojektowane” Ilona Rosiak-Łukaszewicz prezentuje biżuterię etniczną jako kod kulturowy. Zapraszamy do lektury!

Okładka: Dora Maar, „The years lie in wait for you”,c. 1935, photograph, gelatin silver print on paper 355 × 254 mm, The William Talbott Hillman Collection, © ADAGP, Paris and DACS, London 2019, mat. pras. Tate Modern

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

Łowczyni obrazów
„Dora Maar” w Tate Modern
Wojciech Delikta

Jak podają legendy, lubiła malować paznokcie – codziennie na inny kolor, zależnie od aktualnego nastroju. Nie stroniła od rubasznych żartów, prowokacyjnych zachowań i gestów, a ekstrawagancję podkreślała kreacjami projektu Elsy Schiaparelli. Była atrakcyjna, ambitna i dumna. Tak naprawdę nazywała się Henriette Theodora Markovitch, ale zasłynęła jako Dora Maar. To jej właśnie poświęcona została najnowsza wystawa w Tate Modern. W londyńskiej galerii zobaczymy w głównej mierze fotografie i fotomontaże, w których specjalizowała się francuska artystka. Nie zabraknie na niej też grafik i malarskich wprawek, które tworzyła pod czujnym okiem kochanka – Pabla Picassa. Potężny cień hiszpańskiego mistrza nie przysłonił jednak jej własnej sztuki – przynajmniej nie całkowicie.

Dora Maar, „Model in Swimsuit”, 1936, photograph, gelatin silver on paper, 197 x 167 mm, mat. pras. Tate Modern

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Sztuka sprzeciwu
„Nigdy więcej... ” w MSN
Agnieszka Salamon-Radecka

W warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej do połowy listopada oglądać można wystawę zatytułowaną „Nigdy więcej. Sztuka przeciw wojnie i faszyzmowi w XX i XXI wieku”. Wystawa oraz towarzysząca jej książka (niestety nie katalog wystawy) – jak pisze Joanna Mytkowska we wprowadzeniu – „powstały w ramach nieformalnej, oddolnej koalicji działającej pod hasłem Roku Antyfaszystowskiego”, jakim ogłoszono 2019 rok, w którym przypada 80. rocznica wybuchu II wojny światowej. Pretekstem do obu przedsięwzięć była pesymistyczna diagnoza współczesności, w której autorzy dostrzegają „narastającą falę społecznej akceptacji dla różnych przejawów faszyzmu”, czemu towarzyszy twierdzenie, „że konieczny jest sprzeciw wobec mowy nienawiści, wykluczania i dzielenia nas na lepszych i gorszych” i wobec przekonania, „że opresja i poniżenie jednej grupy zbuduje lepszy świat dla innej”, oraz wiara w to, że twórczość artystyczna jest odpowiednim polem do wyrażania owego protestu. Idei protestu odpowiada aranżacja wystawy, kojarząca się z manifestacją, w której rolę transparentów grają poszczególne prace malarskie. Mamy więc poniekąd do czynienia z demonstracją obrazów. Całość prezentacji podzielona została na trzy płynnie przenikające się działy, odnoszące się do trzech, zdaniem kuratorów, kluczowych momentów antyfaszystowskiego protestu. Niejasność granic poszczególnych sekwencji może sugerować płynność i niejasność definicji faszyzmu, ale także – co za tym idzie – nie do końca jasno sprecyzowane pojęcie antyfaszyzmu. I chyba właśnie brak jasnej definicji obu zjawisk jest jedną ze słabszych stron prezentacji

Andrzej Wróblewski, „Matki (Antyfaszystki)”, 1955, olej, płótno, 179 x 135 cm, dzięki uprzejmości MNW, mat. pras. MSN

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Buntownik z wyboru
„William Blake” w Tate Britain
Georgi Gruew

Trwająca w Tate Britain do 2 lutego 2020 roku wystawa prac Williama Blake’a promowana jest jako największa ekspozycja jego prac w ostatnich 30 latach i jako jedna z większych od śmierci artysty. Dotychczasowy odbiór wystawy, na której zgromadzono ponad 300 prac, jest prawie wyłącznie pozytywny, a zwiedzający i recenzenci po raz kolejny mają możliwość zachwycać się wyjątkowością londyńskiego twórcy. Celem kuratora Martina Myrone’a, zarządzającego sekcją gromadzącą sztukę sprzed roku 1800, było ukazanie Blake’a jako artysty ponadczasowego, wręcz dopasowanego do kultury wizualnej XXI stulecia. By to osiągnąć, ekspozycję podporządkowano prezentacji twórczości Blake’a jako buntownika, radykała i rewolucjonisty. Pozornie to rozwiązanie zdaje się trafne. Blake jakby celowo przez całe życie tworzył „w kontrze” do tego, co lansowała Akademia Królewska, zwłaszcza za czasów Joshuy Reynoldsa. Niemniej bunt Blake’a był buntem na wskroś plastycznym, mimo że nie stronił on od tematów polityczno-społecznych. Ich eksponowanie wiedzie w przypadku Blake’a często na manowce.

Widok wystawy „William Blake” w Tate Britain, fot. Ferphina Neville, © Tate

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Pastelowe wytchnienie
7. Międzynarodowe Biennale Pasteli
Kajetan Giziński

Po długiej, pięcioletniej przerwie Międzynarodowe Biennale Pasteli powróciło do Nowego Sącza z kolejną, już siódmą odsłoną. Choć obawiano się, czy tak długa przerwa nie wpłynie na frekwencję uczestników, wyczekiwany przegląd zgromadził ogromną grupę miłośników malarstwa. Liczby nie kłamią: 828 prac 335 autorów, spośród których wybrano na wystawę 201 wykonanych przez 130 artystów. Bezwzględnie 7. Międzynarodowe Biennale Pasteli pokazało, że w tego typu imprezy warto inwestować. Gdy po szesnastu godzinach podróży dotarłem wreszcie do BWA Sokół, wystawa na szczęście zapewniła mi kolejne dwie godziny odprężenia. Przeglądy dyscyplin artystycznych spełniają wiele zadań jednocześnie. Pozwalają zbadać, jakim zainteresowaniem cieszą się grafika, malarstwo, rzeźba i inne, prezentują najnowsze dokonania w ich obrębie, ale także pokazują, jaki jest nasz stosunek do ustanowionego niegdyś podziału – czy utrzymujemy go, czy zacieramy. Chociaż pastele same plasują się na granicy między malarstwem a rysunkiem, to nowosądeckiej wystawy nie dotyczy problem płynności kategorii, ponieważ warunkiem udziału w konkursie jest zastosowanie barwnych sztyftów. Pojawiają się natomiast inne problemy. Przede wszystkim zmaganie z charakterystyczną, stojącą trochę na uboczu głównego nurtu, tradycją pasteli.

Monika Polak, „Don’t be afraid”, 2018, pastel suchy, 100 x 70 cm, mat. pras. GSW BWA Sokół w Nowym Sączu

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Przestrzeń – ciało – ruch
Rzeźby awangardy w łódzkim ms2
Karolina Greś

Od 4 października aż do 2 lutego 2020 roku zwiedzać można wystawę „Komponowanie przestrzeni. Rzeźby awangardy” w łódzkim ms2. Kuratorki Małgorzata Jędrzejczyk i Katarzyna Swoboda pokazały m.in. prace: Aleksandra Archipenki, Jeana Arpa, Alexandra Caldera, Naumy Gabo, Alberta Giacomettiego, Barbary Hepworth, Marii Jaremy, Katarzyny Kobro, El Lissitzkyego, László Moholy-Nagyiego, Antoine’a Pevsnera, Aleksandra Rodczenki, Władysława Strzemińskiego, Władimira Tatlina, Henryka Wicińskiego, Ossipa Zajkina, Georgesa Vantongerloo oraz Augusta Zamoyskiego. Wystawie towarzyszy obszerny katalog z wybranymi tekstami artystów oraz krytyków, a także szereg wydarzeń – oprowadzania kuratorskie i kontekstowe, warsztaty edukacyjne oraz performens Agnieszki Kryst pt. „Łuczniczki” (30 listopada). Pragnąc scharakteryzować w kilku słowach zaprezentowane dzieła, wystarczyłoby napisać: przestrzeń, ciało, ruch. Organizatorzy zdradzili, że ich celem było ukazanie sposobów, w jaki artyści „oddawali złożoność doświadczenia nowoczesności”. Zabiegiem jasnym i w pełni zasługującym na pochwalenie jest skoncentrowanie wystawy wokół dorobku Kobro, wobec którego inne dzieła miały budować swego rodzaju kontekst. Ideą organizatorów było zwrócenie uwagi na „zdawałoby się odrębne wątki jej twórczości” przez pokazanie „przepływów pomiędzy codziennymi rytmami ciała i jego otoczenia”. Jednym z takich wątków nieprzystających do jej znanych konstrukcji przestrzennych miały być rzeźbione przez artystkę akty, określone przez organizatorów jako „czule schematyczne”. Teza kuratorek, głosząca, że jednak akty nie są niespójne z awangardową twórczością Kobro oraz że można dopatrzyć się w nich wpływu czasoprzestrzennych rytmów na ciało, zdaje się być o tyle znacząca, że dowartościowuje mniej znane prace artystki.

Julio Gonzalez, „Czesząca się”, ok. 1934, Moderna Museet Sztokholm, fot. mat. pras. Muzeum Sztuki w Łodzi

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Anonimowi
Dossier – Paweł Nowak
Zofia Jabłonowska-Ratajska

Wosk – naturalny lub barwiony, zastygający w soplach, na obrazach, w różnych formach i naczyniach – stał się już znakiem rozpoznawczym Pawła Nowaka. Bogaty w symbolikę i fizyczne właściwości, łączony z innymi mediami i obiektami, współtworzy kolejne prace artysty. Pokazywana do 30 października w Galerii XX1 wystawa „My chcemy” została skomponowana z ponad tysiąca niewielkich drewnianych klocków, które ławicami zajęły ściany galerii. Klocki te noszą wydrukowane z internetu zdjęcia twarzy, wyłonionych z manifestujących tłumów. Anonimowe i często niewyraźne fotografie zostały pokryte woskiem nasyconym krwistą czerwienią farby.
Krew, krwioobieg, jednostka i zbiorowość to pojawiające się od kilku lat i stopniowo rozwijane w twórczości Nowaka tematy. Jest on artystą o malarskiej – jeśli chodzi o źródła – wyobraźni. Zaczynał od malarstwa i doświadczeń z kolorem i nadal, niezależnie od wyboru formy i tworzywa swoich prac, zdarza mu się komponować je na podobieństwo tradycyjnych obrazów przeznaczonych na ściany galerii. Pracując od 1989 roku na Wydziale Grafiki w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, prowadzi tam – poszerzając jego formułę – właśnie pracownię malarstwa.

Paweł Nowak, „My chcemy”, fragment, fot. dzięki uprzejmości artysty

 

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Znak pokoju?
Czytanie sztuki – plakat Marszu Niepodległości 2019
Karolina Staszak

Co łączy wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli autorstwa Elżbiety Podleśnej, który kilka miesięcy temu wywołał tyle kontrowersji, z promującym tegoroczny Marsz Niepodległości plakatem, przedstawiającym wzniesioną, zaciśniętą pięść trzymającą różaniec? Niestosowność. Jaka jest podstawowa różnica? Tęcza wzywa do tolerancji, pięść konotuje przemoc. Czy plakat, podobnie jak przerobiony wizerunek Czarnej Madonny, jest także wyrazem przemocy symbolicznej? Czy do jego poprawnej interpretacji wystarczają zwyczajne kompetencje kulturowe, czy potrzeba czegoś więcej?
By rozumieć malarstwo, konieczna jest m.in. zdolność rozpoznawania barw, która wcale nie jest powszechna, dlatego nie dziwi brak szerokiego społecznego doceniania dla wybitnych dzieł. Wydawałoby się, że plakat jest o wiele prostszy w odczytaniu, skoro nie jest jak obraz malarski fenomenem, lecz komunikatem. W wypadku plakatu promującego Marsz Niepodległości, opatrzonego hasłem „Miej w opiece naród cały”, sprawa pozornie jest skomplikowana – oto nie tylko organizatorzy, ale także część sympatyków marszu nie rozumie zgorszenia wywołanego plakatem, natomiast wielu katolików, w tym publicystów i księży, zareagowało merytoryczną i druzgocącą krytyką tegoż. Sama należę do osób, które rzeczony plakat niezwykle dotknął, ponieważ nie tylko łączy on w sobie elementy do siebie nieprzystające ze względu na wartości, do jakich odnoszą (tak jak robiła to grafika Podleśnej, łącząca symbol ruchu/ideologii LGBT z ikoną), ale przede wszystkim dlatego, że wydźwięk plakatu powiela nieprawdę na temat wspólnoty Kościoła – jasno sugeruje, że ma ona coś wspólnego z nienawistną ideologią.

Fot. Źródło: www.marszniepodleglosci.pl

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Artysta wolny
„Van Gogh. U bram wieczności”
Zbigniew J. Mańkowski

Obraz filmowy „Van Gogh. U bram wieczności” w reżyserii Juliana Schnabla, z genialną rolą Willema Dafoe, odtwórcy tytułowej roli, którą teraz trudno będzie następcom aktorsko „przebić”, warto obejrzeć z kilku powodów. Najpierw – bo rzecz zrobiona jest z malarską wrażliwością i z myślą, żeby nie tyle opowiadać sensacyjnie zdarzenia z życia wciąż nieodgadnionego malarskiego geniusza, ile bardziej, by poszukiwać w biografii, w czasoprzestrzeni, miejscach pobytu artysty w ostatnich latach życia źródeł twórczości i tajników żywej faktury jego obrazów. Dostajemy wreszcie film o istocie i arkanach malowania, zrobiony przez znawcę tematu – reżysera-malarza. Widz bardziej zderza się na ekranie z tym, z czego rodzi się malowanie van Gogha, niż poznaje chronologię czy niemal kryminalne zagadki jego życia. Ale może – co według mnie najistotniejsze – film ten pokazuje artystę, który dotyka istoty wolności artystycznej, tę właśnie rzadko uświadamianą figurę artysty – van Gogha jako wolnego twórcy. Najczęściej myśli się o nim jako twórcy zniewolonym przez warunki i okoliczności życia, jako artyście odrzuconym i niezrozumianym twórcy przeklętym – artist maudit. Tymczasem w filmie amerykańskiego reżysera uosabia on wolnego ducha – nierozumianego i nawet niebezpiecznego dziwaka, doświadczającego trudnej do udźwignięcia i po ludzku trudnej do pojęcia twórczej wolności. Czym jest taka wolność i gdzie się zaczyna? Istotna jest tutaj silna determinacja na poziomie życia i losu – ten, który miał być kaznodzieją, musi zostać malarzem, bo jego wewnętrzna wolność w ten oto sposób się realizuje i tego właśnie przeżywania świata od niego wymaga. I staje się to wszystko niezależnie od zewnętrznych konsekwencji

Willem Dafoe w roli Van Gogha, kadry z filmu „Van Gogh. U bram wieczności” w reżyserii Juliana Schnabla, mat. pras. dystrybutora filmu Against Gravity

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Joanna Pietrowicz: Mówić o tym, czego się nie rozumie
Sztuka młodych
Oprac. Maria Roszyk

Czym jest dla Ciebie wolność artystyczna? Czy myślisz, że w sztuce są granice?
Wolność artystyczna jest dla mnie zagadnieniem pociągającym, a jednocześnie niebezpiecznym. Całkowita wolność brzmi dla mnie jak coachingowe „możesz osiągnąć wszystko, jeśli tylko uwierzysz w swój wewnętrzny potencjał” i inne tego typu bzdury. Myślę, że w sztuce są granice, przede wszystkim te wyznaczane przez materię, technologię czy też po prostu ograniczenia finansowe. Z kolei granice pojęciowe istnieją bardziej w służbie teorii sztuki – w tej kwestii artyści powinni mieć całkowitą wolność i nie kierować się myśleniem o klasyfikacji swoich dzieł.

Joanna Pietrowicz, „Upadek pierwszy”, performens, „Akcja Lublin! Rozdział 3 / Działania na miejscach”, Galeria Labirynt, Lublin 2019, fot. Wojciech Pacewicz, dzięki uprzejmości artystki

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Artystka w procesie
Sztuka młodych | Joanna Pietrowicz
Maria Roszyk

Pietrowicz sama o sobie mówi, że jest artystką w procesie. Jest to proces stawania się, nabierania dojrzałości, poszukiwania języka artystycznego, który pozwoliłby mówić o rzeczach przekraczających nasze możliwości poznawcze. Zarówno w obszarze wideo, jak i performance artystka wykorzystuje własne ciało jako materię artystyczną. Sposób, w jaki je filmuje czy aranżuje w przestrzeni, jest śmiały i intrygujący wizualnie. Projektowane przez nią układy mogą z powodzeniem funkcjonować zarówno jako wydarzenia, jak i samodzielne obrazy. Pociąga ją możliwość łączenia ze sobą sprzeczności, integrowania w materii jednego dzieła przeciwstawnych wartości czy perspektyw. (...) W obszar transcendencji Pietrowicz wkracza w serii performensów „Upadek”. W pierwszym z nich, zrealizowanym przed kościołem dominikanów w Lublinie, artystka wydostaje się z czarnego prostopadłościanu przez wycięcie w jego boku krzyża. Tym, co pozostaje po upadku, jest „pusty grób” i triumfalny biały krzyż wsparty o ścianę kościoła. Odczytywany w kontekście życia duchowego upadek poprzedza i stanowi zapowiedź ostatecznego zmartwychwstania.

 

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Niewerbalny język znaczeń
Biżuteria etniczna
Ilona Rosiak-Łukaszewicz

Biżuteria etniczna w sposób szczególny i niemalże od zawsze stanowiła komunikat dookreślający tożsamość noszących ją ludzi. W niej zawarta bywa metryka, status społeczny, miejsce pochodzenia i oczywiście płeć czy stan cywilny. Przykłady mówiące o tym można odnaleźć na każdym kontynencie i w każdym plemieniu, co dowodzi, że ten niewerbalny system znaczeń jest absolutnie uniwersalny, bo wynikający z ludzkich potrzeb. (...) Amuletowa, często magiczna moc biżuterii etnicznej skierowana jest głównie w stronę pragnień dobra, bezpieczeństwa, płodności. Te fundamentalne wartości tożsame są dla plemion z różnych kontynentów, choć różnią się symbolizującymi je motywami. Jednym z pragnień plemiennych użytkowników biżuterii są poprawne relacje międzyludzkie.

Perak – nakrycie głowy panny młodej w Ladakh (Indie), fot. Maria Magdalena Kwiatkiewicz

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym