strona główna > 
wybierz miasto:
B C G J K L Ł O P R S T W Z

Czeladź
Galeria Sztuki Współczesnej "Elektrownia"
"Dwoistość świata"
05.09.2019 - 29.09.2019

To już druga z cyklu „mrocznych” ekspozycji organizowanych pod szyldem artystycznego projektu Ciemna Strona Sztuki. Skupia on twórców opierających swoje prace głównie na emocjach, często skrajnych i niełatwych w odbiorze lub wywołujących takie rejestry emocjonalne u odbiorcy. Podczas tej interdyscyplinarnej ekspozycji kilkadziesiąt artystów i artystek zaprezentuje prace z obszaru malarstwa, grafiki, fotografii, a także poezji. Tym razem pokażą swoje koncepcje postrzegania podwójnej natury świata, zawartej w każdym jego wymiarze, a uważne i wrażliwe spojrzenie pozwala tę dwoistość dostrzec - jest to np. Sacrum/Profanum, Sen/Jawa, Dobro/ Zło, Czerń/ Biel, Dzień/ Noc, Mężczyzna/ Kobieta. Zamysłem przedsięwzięcia jest, aby ponad pięćdziesiąt uczestniczących w nim indywidualności, stworzyło osobistą artystyczną wizję tego tematu w dowolnej technice, a on sam dawał im jak największą swobodę twórczą. Efekty ich pracy będzie można zobaczyć w GSW Elektrownia już od 5 września br. Tego dnia o godz. 18.00 zapraszamy także na wernisaż z udziałem artystów. Swoje prace zaprezentują:  Piotr Baćko, Michał Piotr Barfrog , Tomasz Bartosik,  Barbara Bezina , Oskar Czarnecki, Maria Danielak, Natalia Drepina, Paula Golemo,  Seph Iriye, Mirosław  Iskr, Krzysztof Iwin, Joanna Jankowska, Pamela Jaworska, Laura Jerzak, Jacek Jędral, Grzegorz Kochaniec, Ewa Kowalik, Justyna Koziczak, Piotr Kozioł, Barbara Kruczek , Rafał Krzemiński, Magdalena  Kułak,  Piotr Małysz, Paweł Miksiewicz , Sebastian Moń , Victoria Morphine, Katarzyna Mol, Zbigniew Oporski, Igor Panchuk , Anna Polkowska,  Krzysztof Powałka, Michał Powałka , Agnieszka Skatuła, Cezary Skoczeń,  Anna Sokolska,   Dominika Swr,  Weronika Szczepańska, Agnieszka Szymańska, Paweł Woźnica, Wojciech Zwoliński oraz poeci: Konrad Gromek, Michał Kiliński, Joanna Kowalczewska, Michał Krzywak, Małgorzata Kulisiewicz, Katarzyna Łosiowska, Tomasz Madej, Małgorzata Magryś, Arkadiusz Mikołajewski, Katarzyna Mi Pawłowska, Katarzyna Mol, Fatima Musahi, Anna Olszewska, Artur Olszewski, Anna Polkowska, Karolina Strzelczyk, Jakub Wac.

[zwiń]


Gdańsk
Muzeum Narodowe w Gdańsku / Oddział Etnografii
"Dźwięki pierwotne"
18.05.2019 - 31.12.2019

"Dźwięki pierwotne" to pierwsza wystawa w Oddziale Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, która wykorzystuje przestrzeń całego budynku, a także ogródek przymuzealny. Na potrzeby ekspozycji powstały oryginalne instalacje dźwiękowe, wypożyczono wyjątkowe eksponaty i zabytkowe, często już nieznane instrumenty muzyczne. Przygotowany soundtrack wystawy stałej Oddziału, który wzbogaci ekspozycję o antropologiczno-muzykologiczną opowieść o nieistniejącym już świecie. Do zespołu tworzącego projekt zostali zaproszeni badacze etnomuzykolodzy, muzycy oraz artyści współcześni, wszystko po to, by stworzyć interaktywną, atrakcyjną wizualnie i odbieraną wieloma zmysłami wystawę, która pozwoli wejść w sferę dźwięków i poznać sekrety polskiej muzyki ludowej. Namawiamy też do aktywnego uczestnictwa: słuchania, grania i tańczenia!
Wystawa „Dźwięki pierwotne” przybliża fenomen dźwięku w kulturze, jego ewolucji, funkcji i ról. Temat ten został ukazany na trzech poziomach: dźwięków naturalnych, muzyki ludowej wyrastającej z dźwięków pierwotnych oraz wtórnego zainteresowania muzyką tradycyjną, inspiracji i jej przetwarzaniu przez współczesnych artystów.
Pierwszy poziom jest poświęcony relacji dźwięków człowiek – natura, a więc naśladowaniu dźwięków natury, naturalnym instrumentom (patyki, kamienie, źdźbła traw), dźwiękom pracy ludzkiej, wpływowi dźwięków na ciało, sygnałom oraz dźwiękom magicznym. To wokół tej problematyki – dźwięków pierwotnych – jest osnuta koncepcja wystawy i placu zabaw dla dzieci. Oprócz szumu drzew i strumyka tematem są między innymi pejzaże dźwiękowe dziewiczego krajobrazu, utracona równowaga dźwięku i ciszy czy melodia wsi. Nie sposób pominąć kwestii siły ludzkiego brzmienia w świecie naturalnych dźwięków, wszak przez wiele wieków najgłośniejszym słyszalnym sztucznym dźwiękiem było bicie dzwonu czy złowrogie huki armat.
Drugi, najobszerniejszy poziom wystawy, dotyczy szeroko rozumianej polskiej muzyki ludowej. Celem wystawy jest uchwycenie pejzażu dźwiękowego dawnej wsi, zdefiniowanie polskiej muzyki ludowej, ukazanie jej charakterystycznych elementów (w zależności od regionu i grup etnicznych), funkcji, ewolucji, bogactwa instrumentów muzycznych, wreszcie – twórców i muzyków. Ta część wystawy jest poświęcona następującym relacjom: muzyka a obrzędy, muzyka a religijność, muzyka a życie codzienne. Wydarzenia ze sfery sacrum i profanum. Wystawa porusza także temat więzi człowieka z instrumentem (i muzyków, i twórców), a także wizerunku muzyka, jego roli w społeczeństwie, pełnionych funkcji intensywności doznań muzycznych. Na koniec zainteresowani mogą się zapoznać z historią badań nad dźwiękiem, nagrań terenowych czy archiwaliami.
Trzeci poziom tematyczny wystawy stanowi próbę ukazania wpływu muzyki na kompozytorów klasycznych i popularnych oraz współczesnych artystów audiowizualnych, jak również pokazania analogii między muzyką wsi a jazzem i bluesem, opartej o fenomen improwizacji.
Wystawie towarzyszy książka dla dzieci Brzdęk. Jak złapać dźwięk autorstwa Pawła i Piotra Sitkiewiczów z ilustracjami Agaty Królak. Dodatkowo, zapraszamy na październikową konferencję naukową, a także sympozja popularnonaukowe, wykłady, spotkania oraz prelekcje. Projekt wzbogaci specjalnie przygotowany program edukacyjny, dostosowany do odbiorców w różnym wieku, adresowany zarówno do grup zorganizowanych, jak i rodzin, seniorów, młodzieży i dzieci. Dzięki bogatemu programowi koncertów przez cały czas trwania wystawy Oddział Etnografii będzie rozbrzmiewał muzyką ludową, klasyczną i współczesną.
Kuratorzy: Anna Ratajczak-Krajka, Krystyna Weiher-Sitkiewicz, Waldemar Elwart; opieka merytoryczna: prof. dr hab. Zbigniew Jerzy Przerembski (Uniwersytet Wrocławski), dr Robert Losiak (Uniwersytet Wrocławski), artyści: Marcin Dymiter aka emiter, Sylwester Galuschka & Konrad Gustawski & Wojciech Wilk, Julie Myers, Florian Tuercke, Wojciech Zieliński

[zwiń]


Gliwice
Muzeum w Gliwicach – Willa Caro i Czytelnia Sztuki
"Hasior. Wystawa ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem"
13.07.2019 - 20.10.2019
Patronat „Arteonu”

Jak sam twierdził, „nigdy nie chorował na nowoczesność”. Jeden z najwybitniejszych i najbardziej charakterystycznych polskich twórców współczesnych – Władysław Hasior. prowokujący indywidualista, przyrównywany do Rauschenberga i Warhola, uznawany za prekursora polskiego pop-artu. Tworzywem sztuki uczynił odpady cywilizacji technicznej łączone z przedmiotami ze sfery sacrum. Prowadził nieustanny dialog z polską rzeczywistością i mitologią, dialog zaprawiony poezją, ale też drwiną i ironią, jak „Sztandar św. Emeryta”. Sięgał po tematy ponadczasowe, symbole i archetypy, które wpisywał w aktualny kontekst. Tworzył prace ekspresyjne i uczuciowe. Rzeźbę „Niobe” ulepił z mydła i rozpalił ogień. Jego sztuka była sztuką pięciu żywiołów – piątym miała być fantazja. Żywiła się kiczem religijnym i świeckim, obrazami Polski powiatowej, gdzie tradycyjna kultura wiejska i małomiasteczkowa przyswajała i przeobrażała/oswajała wytwory „nowoczesności”. Wystawa „Hasior...” została przygotowana we współpracy z Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem, które posiada największą kolekcję prac artysty oraz jest opiekunem jego spuścizny. Ekspozycja zostanie zaprezentowana w dwóch odsłonach. Na piętrze Willi Caro będzie można zobaczyć zarówno wczesne prace (kolaże, szkice akademickie i ceramiki), jak i asamblaże, projekty wybranych realizacji plenerowych czy też archiwalia związane z życiem artysty. W Czytelni Sztuki natomiast organizatorzy przybliżą fotograficzny i scenograficzny dorobek artysty. Jak mówił Władysław Hasior: „Bo tu chodzi o ruch wyobraźni, o ścieranie się poglądów – sam eksponat nie musi być arcydziełem – wystarczy, że jest skuteczną płaszczyzną do ćwiczenia wspólnoty wyobraźni”. W Muzeum w Gliwicach zostanie w sposób przekrojowy ukazana twórczość Władysława Hasiora przez prezentację najbardziej znanych prac artysty, w tym tych odnoszących się do doświadczenia wojny, cierpienia i przemijania. Kuratorami wystawy są Julita Dembowska (Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem) oraz Wojciech Nowicki (Czytelnia Sztuki).          

Władysław Hasior, „Zwiastowanie II”, kolekcja Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem
[zwiń]

«   »

We wrześniowym „Arteonie”: Joanna Winnicka-Gburek, w kontekście wystawy w Lizbonie i jej tytułu, zastanawia się, czy Banksy to geniusz, czy wandal. Maria Roszyk przedstawia z kolei twórczość Pipilotti Rist w związku z wystawą „Åbn min lysning (Open My Glade)” w Museum of Modern Art w Louisianie. Karolina Staszak natomiast komentuje tegoroczne „Najlepsze Dyplomy ASP”, a w rubryce „Dossier” twórczość Ryszarda Kai przedstawia Georgi Gruew. Wojciech Delikta z okazji wystawy w sztokholmskim Moderna Museet pisze o Atsuko Tanace.
W najnowszym „Arteonie” także: Karolina Greś przybliża sylwetkę Natalii Gonczarowej na marginesie retrospektywnej wystawy artystki w londyńskiej Tate Modern, Weronika Kobylińska-Bunch recenzuje wystawę Kazimierza Urbańskiego, kluczowego twórcy w historii polskiego filmu animowanego, w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Agnieszka Salamon-Radecka natomiast omawia wystawę „Franciszka Themerson. Linie życia” w CSW Łaźnia w Gdańsku. Marcin Krajewski rekomenduje malarstwo Piotra Worońca juniora, w „Sztuce młodych” Wojciech Skibicki przedstawia Ignacego Oboza, a z kolei w dziale „Zaprojektowane” Alicja Wilczak pisze o 28. Międzynarodowym Konkursie Sztuki Złotniczej „Srebro” w Legnicy. We wrześniowym „Arteonie” ponadto aktualia i inne stałe rubryki.

Okładka: Widok wystawy „Banksy. Genius or Vandal?” w Cordoaria Nacional w Lizbonie; mat. pras. Cordoaria Nacional

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

Geniusz czy wandal?
Wstawa Banksy’ego w Lizbonie
Joanna Winnicka-Gburek

Wystawa Banksy’ego, którą miałam okazję zobaczyć w Cordoraria National w Lizbonie, wcześniej prezentowana była z sukcesem w Moskwie, Sankt Petersburgu i Madrycie. Tymczasem na swej oficjalnej stronie www.banksy.co.uk artysta zamieścił następujące oświadczenie: „W związku z ostatnimi licznymi wystawami proszę przyjąć do wiadomości, że żadna z nich nie była autoryzowana i zostały one zorganizowane bez wiedzy i zaangażowania artysty. Proszę je odpowiednio traktować”. Traktuję więc tę świetną, nieautoryzowaną wystawę jako pretekst do zastanowienia się nad fenomenem Banksy’ego i sformułowania kilku uwag na temat obecności artysty w przestrzeni społecznej i artystycznej (kolejność nieprzypadkowa). Banksy jest najbardziej kontrowersyjnym i tajemniczym artystą współczesnym. Można by dodać „najbardziej znanym”, gdyby nie to, że nie wiemy, jak wygląda i jak się nazywa. Mówi się, że pochodzi z Bristolu i że to Robert Banks, Robin Gunningham, Robin Banksy albo kurator Steve Lazarides. Rok temu brytyjscy dziennikarze, porównując trasy zespołu Massive Attack, grającego tzw. bristol acid rap, i miejsca realizacji prac artysty, ustalili, że Banksy to tak naprawdę Robert Del Naja, charyzmatyczny lider zespołu. Nigdy jednak tego nie potwierdzono. Jakby było mało kłopotów z tożsamością Banksy’ego, problemem jest od początku autorstwo większości jego prac.

Banksy, „Dziewczynka z balonem”, fot. internet

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Obrazy pod powiekami
Duńska wystawa Pipilotti Rist
Maria Roszyk

Eksplozja kolorów, zajmujące obrazy i immersyjne pejzaże ze snów – Pipilotti Rist powołuje do życia prace zmysłowe i zaawansowane technologicznie, urzekające kolorem i formą, a zarazem krytyczne, jakby odrealnione, ale mocno osadzone w doświadczeniu cielesności. Urodzona w 1962 roku w Grabs w szwajcarskiej dolinie Renu artystka znana jest ze swoich pionierskich działań w dziedzinie sztuki wideo, którą konsekwentnie eksploruje od połowy lat 80. Tworząc eksperymentalne filmy i wideoinstalacje, na zmianę eksponuje i kwestionuje potencjał medium, mierzy się z obowiązującymi konwencjami i ograniczeniami stale jednak ewoluującej technologii. Wystawa „Open My Glade”, zorganizowana przez Louisiana Museum of Modern Art w Humlebæk na wybrzeżu Danii, to pierwsza w Skandynawii duża prezentacja Rist – jednej z najbardziej wpływowych badaczek zmysłów w sztuce ruchomych obrazów. Kuratorowana przez Tine Colstrup ekspozycja, która powstała – co należy podkreślić – przy znacznym udziale samej artystki, przekrojowo prezentuje jej dorobek od wczesnych prac wideo, skupionych wokół tematów ciała i płci, po najnowsze, przestrzenne instalacje.

Widok wystawy Pipilotti Rist „Open My Glade”, fot. Poul Buchard / Brøndum & Co, materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Życie jest gdzie indziej
Najlepsze Dyplomy ASP 2019
Karolina Staszak

Przyznam, że na samą myśl o konieczności udania się do Gdańska na wydarzenie zwane „Najlepsze Dyplomy ASP” czułam ścisk w żołądku. Przed wyjazdem przejrzałam swoje recenzje z poprzednich lat – każdego roku zgłaszam te same zastrzeżenia dotyczące formuły konkursu (zastrzeżenia nie tylko moje, ale też bardzo popularne w kuluarach) i są one zwyczajnie bagatelizowane. Więc w jakim celu jestem tam zapraszana jako krytyk? Chociaż na gdańskiej uczelni podczas tych dwóch dni – kiedy odbywają się narady gremiów przyznających nagrody i wyróżnienia oraz kiedy odbywa się oficjalne otwarcie pokazu – panuje naprawdę sympatyczna atmosfera, to jednak odnoszę wrażenie, że ogromny potencjał imprezy jest marnowany, dlatego moja frustracja nigdy nie znika, a jedynie schodzi na dalszy plan dzięki innym, przyjemnym okolicznościom. Być może jest to przede wszystkim mój problem, bo chciałabym mieć pewność, że biorę udział w wydarzeniu w stu procentach przemyślanym, w którym nie ma żadnego elementu umowności, a taki stan osiąga się wysiłkiem heroicznym, którego widocznie nikt nie ma ochoty podjąć. A przecież już sama nazwa – „Najlepsze Dyplomy ASP” – zdecydowanie jest umowna. Wielka to szkoda, gdyż świetna lokalizacja Zbrojowni Sztuki, w której odbywa się wystawa konkursowa, zapewnia jej szeroki odbiór, pytanie więc, czy naprawdę rektorzy akademii sztuk pięknych (bo chyba od nich zależy regulamin?) chcą komunikować masowej publiczności, że wszystkie te pokazywane dzieła i artefakty stanowią najwybitniejszy dorobek kwiatu absolwentów polskich uczelni artystycznych? Czy ten dorobek jest reprezentacyjny, jak przystałoby na dyplomy nazwane „najlepszymi”, czy jedynie w jakiś sposób reprezentatywny, czyli średni? Osobiście nie wierzę, że w Gdańsku mamy do czynienia z najlepszymi dyplomami nie dlatego, że lubię krytykować młodych twórców i chciałabym im dokuczyć (bo nie lubię i nie chciałabym!), ale ponieważ mam na ich temat o wiele lepsze zdanie niż te, które kreuje rzeczony pokaz.

Piotr Strobel (ASP w Łodzi), „Notatnik konsumenta”, fot. mat. pras. ASP w Gdańsku

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Sztuka prosta jak obiad?
Dossier | Ryszard Kaja
Georgi Gruew

Ryszard Kaja, zapytany w 2016 roku przez dziennikarkę o źródła swojej twórczości, stwierdził, że nigdy nie uważał sztuki za coś ekstra, a raczej za coś prostego, „jak obiad, który po prostu trzeba przygotować”. Trudno się z tym nie zgodzić. Jego sztuka ma niski „próg wejścia”, nie wymaga wiele od widza, by zachwycił się kreatywnością Kai i dzięki temu zaczął eksplorować inne obszary jego twórczości. Zmarły parę miesięcy temu artysta w swych dziełach często dość filuternie puszczał oko do widza, bawił się z odbiorcą, próbował sprowokować go do uśmiechu. Jego postaci – czy to pojawiające się na plakatach, czy w grafikach – wydają się być nieco zbyt pulchne, kobiety są nieumalowane, mężczyźni przepojeni nieudolnym maczyzmem. Ale dzięki temu są tak ludzkie, niemalże archetypowe. Przyglądając się tym namalowanym na delikatnym papierze „Rysunkom kwadratowym” czy „Portretom małopolskim”, dostrzec można najlepsze cechy twórczości Kai – skłonność do upraszczania, ale nie emocjonalnej redukcji, oraz przede wszystkim swobodę w operowaniu pędzlem, piórkiem czy ołówkiem.
Ponoć Ryszard tak właśnie widział świat: jako pełen rzeczy i ludzi wyjątkowych, ale dalekich od doskonałości. Fascynujących w swej codzienności, odciskających na niej piętno. Na takie widzenie świata na pewno wpływ miały jego częste podróże, zwłaszcza do miejsc wciąż egzotycznych, jak Ameryka Południowa czy Azja. Niektóre z tych podróży odbył tuż po upadku żelaznej kurtyny, a więc mógł obserwować zmierzch dotychczasowej rzeczywistości – w wielu aspektach słusznie minionej, ale zarazem tracącej coś ze swego kolorytu. W ostatnich latach podróże zajmowały Kai i jego partnerowi życiowemu znaczną część roku. Mniej więcej połowę spędzał na tworzeniu, a przez pozostałe miesiące chłonął inspiracje, które przekształcał potem w wizualne notatki z podróży.

Ryszard Kaja, „Globtroter”, fot. Jakub Wittchen, materiały prasowe Starego Browaru

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Elektryczna muza
Atsuko Tanaka w Moderna Museet
Wojciech Delikta

Pochodzącym z muzycznego żargonu terminem „one-hit wonder” określa się zespoły lub wokalistów, których popularność to zasługa jednego przeboju. Znikali z eteru tak szybko, jak się pojawiali, na trwałe kojarząc się wyłącznie z popisową piosenką. Można zaryzykować stwierdzenie, że przykładem „cudu jednego hitu” w historii sztuki jest Atsuko Tanaka (1932-2005). Kiedy o niej mowa – co dość rzadkie – zazwyczaj wspomina się tylko pracę „Electric Dress” z 1956 roku. Reszta twórczości Japonki nie wzbudza większego zainteresowania. W sukurs głębszemu poznaniu jej œuvre przychodzi zatem monograficzna retrospektywa w Moderna Museet w Sztokholmie. (...) „Pośród wielu przykładów awangardowej sztuki, twórczość Tanaki nauczyła mnie najwięcej na temat estetycznej wrażliwości, której mi brakowało – zwłaszcza tej niezwykłej możliwości istnienia rygorystycznego piękna”. Słowa te, wypowiedziane przez członka Gutai – Shozo Shimamoto, doskonale charakteryzują artystyczną karierę Japonki. Jej dzieła łączą bowiem w sobie sprzeczne pierwiastki. Instalacja z dzwonków uwodzi puryzmem oraz soniczną ulotnością, a jednocześnie sprawia, że ostry, irytujący wręcz dźwięk przeszywa odbiorcę. W abstrakcyjnych obrazach kół i linii elektryzujące napięcie między barwami i kształtem, choć atrakcyjne wizualnie, wydaje się prowadzić donikąd. To nieustanne, maniakalne i zniewalające szukanie właściwej energii, zaklętej w geometrycznych formach. Dobitnym przykładem „niebezpiecznego piękna” jest „Elektryczna suknia”. Nie bez kozery uznaje się ją za opus magnum Tanaki. Dzieło to wytyczyło drogę jej własnej praktyce artystycznej.

Atsuko Tanaka, „Work”, 1973, © Kanayama Akira and Tanaka Atsuko Association, fot. Prallan Allsten/Moderna Museet

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Amazonka awangardy
Wystawa Natalii Gonczarowej w londyńskiej Tate Modern
Karolina Greś

Operowanie płaską plamą barwną, silnymi kontrastami i dążenie do jak najbardziej syntetycznego ujęcia bardzo szybko stały się znamienne dla świata kreowanego przez Natalię Gonczarową. Równie charakterystyczne jest urzeczywistnianie horror vacui, które przejawiało się misternym pokrywaniem pola obrazowego iskrzącą feerią kształtów, zdających się rozsadzać kompozycje. Skłębione formy sprawiają wrażenie na siłę wciśniętych w ramy i epatują skondensowaną energią, która jakby potrzebuje uwolnienia. Ten potencjalny ruch odśrodkowy ma siłę krzyku ogłuszającego odbiorcę. Jej prace zdecydowanie mają siłą wyrazu – całkowicie unikatowa ekspresja (co istotne, pozbawiona groteski) obezwładnia widza. Monumentalne, bo uproszczone postaci o nierzadko bryłowatych ciałach mają w sobie zaskakującą świeżość. Artystce, całkowicie świadomie sięgającej w swojej twórczości po dorobek kultury ludowej, udało się uniknąć anachronizmu czy jarmarcznej tandety i to pomimo jaskrawej, a nawet pstrokatej palety barwnej. Umiejętnie łączyła tradycję z nowymi nurtami sztuki, czego przykładem może być jej „Sprzedawca pomarańczy” (1916).

Natalia Goncharova, „Harvest: The Phoenix”, 1911, oil paint on canvas, 920 x 975 mm, State Tretyakov Gallery, Moscow, bequeathed by A.K. Larionova-Tomilina, Paris 1989, © ADAGP, Paris and DACS, London 2019, mat. pras. Tate Modern

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Zmysłowość materii
Kazimierz Urbański w Zachęcie
Weronika Kobylińska-Bunsch

Film rozpoczynają niewyszukane, dokumentalne ujęcia ilustrujące pracę pszczelarzy. Następuje przebudzenie owadów: znak wiosny i nowego początku. Niemniej towarzysząca temu muzyka Krzysztofa Pendereckiego niepokoi widza i sygnalizuje, że filmowa interpretacja tej pory roku odbiega od stereotypowego postrzegania jej jako święta niezakłóconej radości. Nagle jeden z ospałych trutni, który ma rozpocząć pierwszy w sezonie lot, przemienia się w niespokojną, wirującą, ciemną plamę. Później zaś zaglądanie kamery do ula staje się pretekstem do rozegrania wizualnej symfonii pęknięć i zainicjowania tańca drżących linii. Rozziew między dramatyczną wizją a lekkim, niepozornym tytułem filmu coraz bardziej się nasila. Słodycz rytmu życia przyrody jest ulotna, trwa tylko moment. Za chwilę człowiek odbiera naturze część jej plonów: mały chłopczyk oblizuje palce, po których ścieka gęsty, lepki, złoty strumień – zaraz po skosztowaniu miodu zapomni o pszczołach. Finalna scena pokazuje owadzie trupy ścielące się na parapecie okna, w którym zamarzły szyby. Zimowy szron przypomina o jednym z pierwszych doświadczeń Kazimierza Urbańskiego z destrukcją materii – krystalizację tuszu pod wpływem niskich temperatur. Zniszczenie lawowanych, czarno-białych rysunków podczas jednego z plenerów w Zakopanem miało, wedle słów samego artysty, wyznaczyć drogę jego dalszych poszukiwań. Z tego względu obranie „Słodkich rytmów” i korespondujących z nimi realizacji jako sekwencji otwierającej wystawę Urbańskiego w Zachęcie należy uznać za doskonale przemyślaną decyzję kuratorską.

Kazimierz Urbański, stopklatka z filmu „Moto-gaz”, 1963, fot. Anna Zagrodzka, mat. pras. Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki

 

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Więcej niż Themersonowa
Franciszka Themerson w CSW Łaźnia
Agnieszka Salamon-Radecka

Przeciętni odbiorcy kultury, ba, nawet miłośnicy awangardy dwudziestowiecznej, a nierzadko i jej wytrawni znawcy, zwykli postrzegać działalność artystyczną Franciszki Weinles-Themerson (1907-1988) w nierozerwalnym związku z twórczością jej męża – Stefana Themersona (1910-1988). Synonimem tego stały się dwa słowa-klucze: „Themersonowie” lub „Themersonowa”. Niby nic – a jednak – łatwo utrwalony w ten sposób stereotyp ogranicza dorobek Franciszki do działań podejmowanych wspólnie z mężem (czyli eksperymentów i dokonań niewątpliwie znaczących w polskiej i europejskiej sztuce), co pozbawia jej twórczość indywidualnego rysu i odcina od korzeni – równie ważnych dla jej rozwoju artystycznego, jak znajomość z Themersonem i późniejsze z nim małżeństwo. Mało tego, przy dokładnej analizie początków ich wspólnej drogi twórczej można odnieść wrażenie, że to plastyczne wykształcenie i obycie Franciszki mogło wywrzeć zasadniczy wpływ na ostateczne efekty poszukiwań Stefana. Jednak nawet jeśli, przyjmując awangardowy punkt widzenia, uznamy, że jej pierwsze artystyczne osiągnięcia są owocem współpracy z mężem i są nimi eksperymentalne filmy, jakie tworzyli w latach 1931-1937, nie wyczerpuje to całego potencjału twórczego Franciszki. Warto więc „wyłuskać” jej postać z tandemu zwanego „Themersonami”, przywrócić artystce wymiar indywidualny i przyjrzeć się jej własnym i „osobnym” dokonaniom artystycznym, zapominając na chwilę o równie wybitnym mężu. Służyć temu może m.in. pokazywana aktualnie w CSW Łaźnia w Gdańsku wystawa zatytułowana „Franciszka Themerson. Linie życia”, prezentująca rysunki i obrazy z lat 50. i 60. XX wieku.

Franciszka Themerson, „Trzy kobiety zwracające się do tłumu”, z cyklu „Ślady życia”, 1962, tusz, papier, 25 x 34,5 cm, fot. mat. pras. CSW Łaźnia w Gdańsku

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Modele zastępcze
Rekomendacje | Piotr Woroniec jr
Marcin Krajewski

Dla czytelników „Arteonu” z pewnością nie jest tajemnicą, że zazwyczaj moją uwagę zwracają obrazy z kręgu sztuki figuratywnej. Na szczęście co jakiś czas jednak napotykam na swojej drodze malarstwo nieprzedstawiające, które porusza mnie do tego stopnia, że zmuszony jestem porzucić wygodną strefę komfortu i zrewidować własne przyzwyczajenia estetyczne. Abstrakcyjne, wyciszone kompozycje Piotra Worońca juniora zachwyciły mnie swoim szczególnym materialnym pięknem, wynikającym nie tylko z harmonijnego układu przedstawionych elementów, użytych zestawień kolorystycznych ale również z zastosowania prostych, surowych, bardzo dalekich od szlachetności materiałów. Im dłużej przyglądałem się dziełom rzeszowskiego artysty, od niedawna świeżo upieczonego doktora malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, tym bardziej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ich spokój jest tylko pozorny, że pod maską wyciszenia, za zasłoną ładu i porządku kryje się cała paleta emocji, liryzm, zamrożone napięcie, ujawniające się w relacji pomiędzy poszczególnymi elementami kompozycji, ale również oddziaływaniu na siebie kolejnych warstwa malarskich obrazu. Gdy zacząłem śledzić dokładnie dorobek artystyczny malarza, szczególnie zainteresował mnie jego dialog z medium malarskim, fascynacja materią i używane przez niego strategie, mające na celu twórcze przekształcanie i przekraczanie granic medium, w którym pracuje.

Piotr Woroniec jr, „Atlas”, 2018-2019, technika mieszana, 150 x 150 cm, dzięki uprzejmości artysty

 

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Ignacy Oboz: Poddawanie dekonstrukcji
Sztuka młodych
oprac. Wojciech Skibicki

Jak przebiega proces twórczy, bez czego nie wyobrażasz sobie tworzenia?
Proces twórczy – co ostatnio zauważyłem –zależy w głównej mierze od miejsca, w którym się odbywa. W pracowni, do której musiałem dojeżdżać, pracowałem intensywnie, a przerwy przeznaczałem na siedzenie na kanapie, patrzenie i myślenie. Odkąd pracuję w mieszkaniu proces ten wygląda inaczej. Najczęściej pracuję z przerwami, wykonując w międzyczasie inne zajęcia – czytam książkę, przeglądam internet, gram w gry komputerowe, rozmawiam, gotuję obiad, sprzątam. Jest to na pewno inny rodzaj skupienia. Lubię mieć poczucie szczelnie wypełnionego czasu, a twórczość jest właśnie takim sposobem na jego nadmiar.

Ignacy Oboz, „Zlecenie, Pracownia Duży Pokój”, 2019, pastele na papierze, dzięki uprzejmości artysty

 

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Malarstwo i erudycja
Sztuka młodych | Ignacy Oboz
Wojciech Skibicki

Pracownia Ignacego Oboza to niecodzienny widok: podłoga obłożona jest – jak twierdzi autor – nieudanymi płótnami. Na ścianach wiszą obrazy przedstawiające figury geometryczne, silnie kojarzące się z konstruktywizmem radzieckim – tylko trochę mniej dokładne. Na podłodze leżą tuby farb z barwami podstawowymi. W pokoju obok –regał szczelnie zapełniony książkami historyczno-artystycznymi, filozoficznymi, psychologicznymi i teologicznymi. Pomieszczenia te zdają się określać wszystkie obszary twórczości Oboza – mocno intelektualnej, ale także dowcipnej i skupionej na samej materii obrazu. Proszę więc artystę o wyciągnięcie kilku obrazów z dyplomu magisterskiego, zrealizowanego we wrocławskiej ASP, zatytułowanego „Liber Figurarum”. Oboz inspirując się średniowiecznym mistykiem Joachimem z Fiore, podjął próbę przełożenia treści teologicznych na symboliczny język plastyczny. W efekcie powstało malarstwo olejne na przygotowanych własnoręcznie lnianych podobraziach (składających się również z takich materiałów, jak kamizelka odblaskowa czy sztruks) oraz zestaw rysunków, zrealizowanych jako strumień świadomości. Obrazy w większości mają wymiary 140 x 100 centymetrów i robią ogromne wrażenie. Silne kontrasty (kolorystyczne, jak również zastosowanych technik – od malowania pędzlem po wycieranie dłońmi) w połączeniu z ekspresyjnym łączeniem materiałów (niedbałe zszycia kilku typów tkanin, wykorzystanie odwrocia ram) mogą kojarzyć się z malarstwem materii (szczególnie Manolo Millares i Antoni Tàpies) i zupełnie pochłaniają widza.

 

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Srebro
28. Międzynarodowy Konkurs Sztuki Złotniczej
Alicja Wilczak

40 lat srebra w Legnicy” – głosił z dumą plakat promujący tegoroczny Legnicki Festiwal „Srebro”. Wydarzenie to, organizowane przez lokalną Galerię Sztuki, co roku skupia na wystawach i konferencjach naukowych środowisko współczesnej sztuki złotniczej. Oprócz cyklicznych prezentacji –„Sylwetki twórców”, „Debiuty”, „Holownia” –najważniejszym wydarzeniem festiwalu jest Międzynarodowy Konkurs Sztuki Złotniczej, który za każdym razem odbywa się pod innym hasłem, jak: „Iluzja” (2018), „Tożsamość” (2017), „Miasto” (2016), „Granice” (2015), „Klasyka” (2014), „Bunt” (2013) i „Rytuał” (2012). Przewodnim tematem 28. odsłony tego konkursu było po prostu „Srebro”. Sławomir Fijałkowski, przewodniczący jury konkursu, we wstępie do katalogu napisał, że jest to „temat wymagający powrotu do źródeł, skupienia, cierpliwości i uwagi, wykonawczej perfekcji, reinterpretacji pojęcia „materiał szlachetny” – w swojej fizycznej, chemicznej, historycznej, kulturowej, merkantylnej lub symbolicznej wartości”. Kilkunastoletnia tradycja otwarcia konkursu na tematy społeczne i polityczne pozwalała na pokazanie biżuterii w szerokim kontekście sztuki współczesnej, natomiast tegoroczne hasło sygnalizuje powrót do zagadnień formalnych, a nawet rzemieślniczych.

Alberto Dávila Quesada, „To brakujące srebro ma znaczenie”, srebrne meksykańskie monety „wolności”, 220 mm, fot. mat. pras. Galerii Sztuki w Legnicy

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Artykuł dostępny w wydaniu drukowanym