strona gwna > 
wybierz miasto:
B G J K L O P R S T U W Z KONKURSY
   »

W lipcowym „Arteonie” Wodzimierz Wrzesiski przyblia histori kolekcji rodziny Ishibashi udostpnionej w ramach wystawy „Tokyo–Paris. Masterpieces from the Bridgestone Museum of Art in Tokyo Ishibashi Foundation Collection” w paryskim Muse de l’Orangeriewystaw, wystaw „Historiofilia. Sztuka i polska pami”, organizowan przez Narodowe Centrum Kultury w Warszawie, recenzuje Karolina Staszak, a Micha Haake komentuje pokaz „Sztuka w sztuce” w krakowskim MOCAK-u. Paula Milczarczyk zastanawia si nad zjawiskiem sztuki przejmujcej rol religii, a wystawie „Tak widz. Panorama fotografii wgierskiej” w Muzeum Narodowym w Warszawie przyglda si Weronika Kobyliska-Bunsch.
W najnowszym „Arteonie” take: Marcin Krajewski rekomenduje twrczo Krzysztofa Gila, a w rubryce „Czytanie sztuki” Paulina Adamczyk przedstawia obraz Henryka Siemiradzkiego „Sd Parysa”, znajdujcy si w Muzeum Narodowym w Warszawie. W rubryce „Filmowo” Wojciech Delikta omawia film „Troublemakers. The Story of Land Art”, a w „Notatniku” komentuje akcje Fundacji Bc Zmiana pt. „Biednale”. W tej rubryce take Karolina Staszak pisze o ksice-wywiadzie Jakuba Banasiaka z Wilhelmem Sasnalem.  W najnowszym „Arteonie” ponadto inne recenzje, komentarze, aktualia i stae rubryki.

Okadka: Paul Czanne, „Montagne Sainte-Victoire et Chteau Noir”, vers 1904-1906, Huile sur toile, 66,2 82,1 cm, Tokyo, Bridgestone Museum of Art, Don de Shjir Ishibashi, 1961, © Bridgestone Museum of Art, Ishibashi Foundation, mat. pras. Muse de l’Orangerie

Pary – Tokio
wydarzenia | kolekcja rodziny Ishibashi w paryskiej L’Orangerie
Wodzimierz Wrzesiski

Wrd udostpnionych publicznoci prywatnych kolekcji sztuki wysok pozycj zajmuj zbiory rodziny Ishibashi. Na co dzie mona si z nimi zapozna we wspieranym przez Fundacj Ishibashi tokijskim Bridgestone Museum of Art. Do Japonii jest jednak do daleko, a podr i pobyt w jej stolicy sporo kosztuj. Std te ekspozycja tych zbiorw w paryskim muzeum L’Orangerie stwarza wyjtkow okazj do zapoznania si z nimi znacznie mniejszym kosztem. W japoskiej tradycji istnieje wskazanie, by czowiek legitymujcy si wysokim statusem spoecznym otacza si piknymi przedmiotami i dzieli si przyjemnoci obcowania z nimi. (...) Tego typu zaoenie byo obecne ju na pocztku kolekcji rodziny Ishibashi i w konsekwencji prowadzio do utworzenia Bridgestone Museum of Art oraz wspierajcej t placwk fundacji. Pocztek tego zbioru jest zwizany z osob urodzonego w 1889 roku w miecie Kurume Shōjirō Ishibashiego, ktry w okresie Showa (lata 1926-1989) odnis zawrotny sukces ekonomiczny, przechodzc od zarzdzania rodzinnym zakadem tekstylnym do produkcji samochodowych opon. (...) Samo muzeum powstao w roku 1952 na trzecim pitrze nowej siedziby firmy. Utworzona i obdarowana dzieami sztuki przez Shōjirō Ishibashiego, zaoona cztery lata pniej, wspomagajca dziaalno muzeum fundacja kieruje si dewiz swojego zaoyciela i donatora, deklarujc, i powstao ono „dla dobrobytu i szczcia caej ludzkoci”.

Vincent van Gogh, „Moulins et jardins Montmartre”, 1886, Huile sur toile, 48,2 39,5 cm, Tokyo, Bridgestone Museum of Art, © Bridgestone Museum of Art, Ishibashi Foundation, materiay prasowe  Muse de l’Orangerie

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Mio na marginesie
„Historiofilia. Sztuka i polska pami”
Karolina Staszak

Zamierzeniem Piotra Bernatowicza byo przygotowanie wystawy prac artystw, dla ktrych historia jest wanym punktem odniesienia, ale nie czytaj jej „krytycznie”, czyli z zaoenia niekorzystnie dla narodowej wsplnoty, bo ich postawa nie ma nic wsplnego z postaw ojkofobw. Z tego wzgldu „Historiofilia...” jest ambitnym projektem i jako taka rozbudza oczekiwania. W porwnaniu z wystaw „Pna polsko”, podbudowa intelektualna „Historiofilii” jest o wiele ciekawsza (tzn. ona tu w ogle wystpuje), diagnozy kuratora nie s oderwane od realiw i chyba adna z prezentowanych prac nie jest rodzajem cynicznej zgrywy, gupiej, Gombrowiczowskiej miny wymierzonej przeciw wsplnocie. Co wicej, zaprezentowane prace, odnoszce si np. do wanych dla Polski, historycznych postaci, powstay w oparciu o wiedz artysty na temat danego bohatera. By zrozumie rnic, wystarczy porwna prace powicone Lechowi Wasie, jakie moglimy oglda w CSW z np. pokazywan przez Bernatowicza instalacj Jacka Lilpopa pt. „Genera Nil” – w pierwszym przypadku mamy mitologizowanie i tak ju zmitologizowanej postaci wbrew faktom, w drugim – przywrcenie pamici o bohaterze, na ktrym dokonano mordu sdowego. Tak wic wystawa ma sporo zalet, a mimo wszystko nie mog napisa, e jest udana.

Marcin Kdzierski, „2011.11.11, plac Konstytucji”, z cyklu „Dziady Warszawskie”, 2010-2017, olej na ptnie, 80 x 60 cm, materiay prasowe NCK

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Sztuka czy odpady
„Sztuka w sztuce” w MOCAK-u
Micha Haake

Nie bdzie przesad stwierdzenie, e artyci wytrwale podpatruj innych twrcw, co dzi jest znacznie bardziej uatwione ni w przeszoci dziki globalnemu obiegowi informacji. Sztuka czerpie ze sztuki, nowo powstajce dziea podejmuj nieustanny dialog z artystyczn tradycj, obrazy nieuchronnie odsyaj swych widzw do innych wyobrae, kady ich element jest ladem innego przedstawienia. Przewiadczenie o dialogicznym charakterze sztuki jest dzisiaj bodaj najbardziej rozpowszechnione. Przed laty propagoway je w Polsce pionierskie badania poznaskich historykw sztuki – Zdzisawa Kpiskiego i Wojciecha Suchockiego. Z czasem pogld ten zyska wsparcie w modnych dyskursach dekonstrukcji i intertekstualnoci. Dzi przyszed czas, aby ustalenia te zostay skonsumowane w obiegu muzealno-galeryjnym. W t strategi obrbki sztuki wczyo si ostatnio krakowskie Muzeum Sztuki Wspczesnej wystaw „Sztuka w sztuce”.
Kada propozycja skierowana w zamyle do masowego odbiorcy szuka wsparcia w efektownym tytule. Bywa, e tytu zwile i dobitnie streszcza tre ksiki bd wystawy. Bywa jednak, e zmienia si w pust retoryk. Tytu krakowskiej wystawy budzi wtpliwoci. Pokazywane tam prace cytuj bez wyjtku dziea nalece do kanonu historii sztuki. Bez trudu rozpoznajemy liczne odniesienia do sztuki antycznej: Venus z Milo i grupy Laokoona, do twrczoci Georges'a de La Toura, Leonarda da Vinci, Holbaina, Caravaggia, Velzqueza, Goi, Courbeta, Whistlera, Maneta, Hoppera, a take Matejki czy Andrzeja Wrblewskiego. Tytu wystawy powiadcza status tych wszystkich rde jako dzie sztuki. Zarazem wszelako rozstrzyga, e rwnie cytujce dziea maj taki sam charakter. A przecie jest oczywistym, e cytowanie sztuki nie staje si samo w sobie dziaaniem artystycznym. Jeli z gry je si za takie uznaje, mona przeoczy, e ten czy w twrca chce „wypyn” na nazwisku kogo sawnego. Jak wtedy, kiedy pokazywanie si w towarzystwie sawnej osoby ma przysporzy sawy temu, kto si pokazuje. Ogldajc wystaw „Sztuka w sztuce”, naley mie w pamici retoryczn przemoc zawart w jej tytule. Zadaniem widza staje si skonfrontowanie owego sdu z zawartoci wystawy i jego krytyczna weryfikacja.

Marcin Maciejowski, „My, modzi artyci…”, 2014, olej / ptno, 180 140 cm, materiay prasowe MOCAK-u

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Kapani, dogmaty i wici...
Sztuka jako religia
Paula Milczarczyk

K. P. Liessmann w prowokacyjnym tekcie „Sztuka po kocu koca sztuki. Refleksje o czekaniu na estetyczne zbawienie” (prze. Franciszek Chmielowski, „Estetyka i Krytyka”, nr 11 [2/2006]) stawia tez, e sztuka nowoczesna (w formie sztuki gotowej i radykalnie konceptualnej) musi si opiera, w sposb konieczny, na akcie wiary. Tylko dobrowolne zawierzenie artycie, tudzie teoretykowi, jest w stanie sprawi, e banalny przedmiot czy pusty koncept stanie si dzieem sztuki. Obserwacja tego mechanizmu staje si dla autora przyczynkiem do przeprowadzenia szerszej analogii midzy zinstytucjonalizowanym wiatem sztuki a religi. W oparciu o przykady podane przez Liessmanna, ktre pozwoliam sobie uzupeni o swoje wasne obserwacje, mona w tym miejscu wymieni chociaby takie punkty wsplne, jak na przykad: celebrowane „wita” (w wypadku sztuki: wielkie biennale i wernisae), gromadzenie si w „wityniach” (wielkie instytucje wystawiennicze), „objawione ksigi” (niepodwaalne teksty teoretyczne i filozoficzne, ktre staj si podstaw dogmatw), artystyczny „fundamentalizm” (dogmatw nie wolno podwaa pod grob „ekskomuniki”), a dalej: „egzegezy” (zawie hermeneutyki „objaniajce” treci dzie), „mczennicy sztuki”, zjawisko „nawracania niewiernych” (akcje edukacyjne, ktre nie daj narzdzi do rozumienia sztuki, lecz umoliwiaj przyjcie „nowej wiary”), „artystyczne wsplnoty wiernych” (na wernisaach rzadko kiedy uwiadczy mona przypadkowych widzw), a nawet specyficzny sposb ubioru, oddajcy subtelnie hierarchi panujc w strukturze (czarne, minimalistyczne „habity” „kapanw sztuki”: kuratorw i krytykw).

Jzef Robakowski, „Pan Jele (Autoepitafium)”, 1990–1994, instalacja, fot. Marek Krzyanek, materiay prasowe Zachty Narodowej Galerii Sztuki

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Plastyczne wyczucie wgierskiego oka
Fotografia wgierska w MNW
Weronika Kobyliska-Bunsch

Przywiecajcy wystawie koncept, jak przyznaa podczas konferencji prasowej sama kuratorka, Gabriella Csizek, by niezwykle trudny w realizacji – jak kada, majca na celu stworzenie syntetycznego obrazu ekspozycja, ukazujaca linearn histori wizualnoci. Obszerny, zrnicowany zesp 350 zdj starano si scali tradycyjn, chronologicznie uporzdkowan narracj i ascetyczn scenografi. Cz prac, zwaszcza te wielkoformatowe, opierajce si na multiplikacji realizacje neoawangardowe z lat 70., istotnie miay szans wybrzmie tylko w otoczeniu surowej bieli. Wydaje si jednak, e narracja ucierpiaa na tym, e wiadomie wyznaczane tytuami podziay nie zostay uwydatnione rwnie odmiennoci poszczeglnych sal, co pozwolioby na uwypuklenie granic pomidzy kolejnymi zjawiskami, a odbiorcy dao klarowny przegld epizodw wielokierunkowej historii fotografii wgierskiej. W obecnym ksztacie bowiem zarysowana panorama nie charakteryzuje si spjnoci, ale wielowtkowoci i rozbienoci indywidualnych postaw. Najciekawszy, w moim przekonaniu, fragment wystawy zosta podzielony za spraw jzykowo trywialnego i metodologicznie wyeksploatowanego podziau na „tych, ktrzy wyjechali” i „tych, ktrzy pozostali”. Przy takim rozoeniu akcentw w kuratorskiej narracji trudno widzowi si odnale, a na pewno nie sposb w peni wydoby fenomen pionierskiego, awangardowego spojrzenia, rewolucjonizujcego fotografi midzywojnia. Wydaje si za, e to wanie dowiadczenie modernizmu naznaczyo kolejne pokolenia Wgrw, ktrzy w znakomity sposb odnieli si do tej lekcji, perfekcyjnie panujc nad budow kadrw czysto fotograficznymi rodkami. Nawet w fotografii reportaowej realizowanej pniej w tym krgu wyrane jest bowiem wiadome operowanie gr kontrastw czy faktur oraz inynieryjne konstruowanie przemylanej kompozycji (Margit Fazekas, Mikls Mller).
Przy (niemale syzyfowej) prbie skonstruowania wystawy monograficznej nie sposb unikn zarzutw o niepeno czy przemilczenia. Mona zatem aowa, e w MNW nie znajdziemy zbyt wielu miaych deformacji Andr Kertsza (pniej obecnych u synnego Brytyjczyka, Billa Brandta) czy miaych eksperymentw  Brassaïa, realizowanych w cisej wsppracy z Picassem.

Andrs Bnkuti, „Zmierzch”, Moskwa, 6 listopada 1990, materiay prasowe MNW

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Czas, ktry nie upyn
Rekomendacje – Krzysztof Gil
Marcin Krajewski

Najbardziej lubi te spotkania z artystami, dziki ktrym ucz si czego nowego. Za najbardziej cenne uwaam te rozmowy, ktre sprawiaj, e mog, cho na chwil, uchyli zason skrywajc hermetyczny, nowy wiat, peen nieznanych dotd rde inspiracji i tajemniczej poetyki. wiadomo zetknicia si z odmiennym rodzajem postrzegania i przeywania wiata oraz poznania obcego sposobu mylenia o kulturze, sztuce i artefakcie artystycznym daje namiastk przyjemnoci, porwnywaln z t, ktr musieli odczuwa podrnicy odkrywajcy niezbadane dotd ldy. Krzysztof Gil to artysta yjcy na styku dwch rnych kultur i spoecznoci. Rom i Polak. Polak i Rom. Gdy mwi po polsku, myli po romsku. Gdy sucha romskich historii i opowiada, analizuje je i filtruje przez pryzmat polskiej wraliwoci, cho czasem sam orientuje si, e pewne ich elementy skutecznie opieraj si jakiemukolwiek tumaczeniu. Jadc do Krakowa, na spotkanie z Krzysztofem Gilem, miaem poczucie, e o kulturze romskiej, ktra jest tak wana dla jego twrczoci, wiem bardzo niewiele, a mylc o niej, z pewnoci posuguj si stereotypami i uproszczeniami. Po kilku godzinach wyszedem z pracowni artysty mdrzejszy, bardziej rozpoetyzowany, z gow zanurzon w mrocznych opowieciach sprzed lat. Za kolorow, folklorystyczn fasad, ktr serwuje nam wspczesna popkultura, czai si tajemnicza, mroczna i pena magii tradycja ludu, ktry trwa w nieustannym poczuciu zagroenia, zawsze gotowy, by zerwa si do nastpnej podry, gdy na horyzoncie pojawi si kolejna nawanica.

Krzysztof Gil, „Judyta”, technika mieszana, papier, 97,5 x 47,5 cm, dziki uprzejmoci artysty

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Wichrzyciele z pustyni
„Troublemakers: The Story of Land Art”
Wojciech Delikta

W kwietniu 1969 roku niemiecki reyser Gerry Schum wyemitowa w ramach swojej Fernsehgalerie film zatytuowany „Land Art”. Na w niemy krtki metra zoyo si osiem nagra, prezentujcych realizacje Richarda Longa, Barry’ego Flanagana, Marinusa Boezema, Dennisa Oppenheima, Jana Dibbetsa, Michaela Heizera oraz Waltera de Marii. By to pierwszy filmowy dokument, traktujcy o wanym zjawisku, ktre dopiero objawio si na artystycznej scenie. 46 lat pniej, a wic w 2015 roku, na duy ekran trafi nowy kinematograficzny portret sztuki ziemi: „Troublemakers: The Story of Land Art” Jamesa Crumpa. Lwi jego cz stanowi materiay nagrane przed pwieczem (w tym fragmenty telewizyjnej galerii Schuma), fotograficzne reprodukcje dzie, a take „gadajce gowy” – wspczesne wywiady z twrcami, krytykami, kuratorami i galerzystami. Wszystko to przeplataj majestatyczne widoki landartowych realizacji, zarejestrowane z drona, latajcego wolno po niebie. „Troublemakers...” nie jest obrazem ani wielce odkrywczym, ani te specjalnie nowatorskim, co nie oznacza wcale, e niewartym uwagi. Wprawdzie zbudowany w standardowy i do przewidywalny dla dokumentu sposb, posiada par formalnych cech oraz porusza kilka czsto marginalizowanych aspektw land artu, ktre pozwalaj odwiey spojrzenie na ten podny kierunek sztuki drugiej poowy XX stulecia.

Robert Smithson Constructing „Spiral Jetty”, 1970. From „Troublemakers”, fot. © Gianfranco Gorgoni. Courtesy Getty Research Institute, Los Angeles (2008. R. 6)

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Triumf indywidualizmu
„Sd Parysa” Henryka Siemiradzkiego
Paulina Adamczyk

W galerii Muzeum Narodowego w Warszawie powiconej malarstwu akademickiemu znaczce miejsce zajmuj dziea Henryka Siemiradzkiego, w tym rwnie nieco dzi zapomniane ptno „Sd Parysa”, powstae w Rzymie w 1892 roku. Ta dalece indywidualna wizja popularnego tematu stworzona przez Siemiradzkiego stanowi paradoksalnie wrcz podrcznikowy przykad malarstwa akademickiego. „Sd Parysa” buduje now wizj antyku, jak rwnie wizerunek Siemiradzkiego jako mionika archeologii i erudyty.
Mimo e omawiane ptno od pocztku uznawano za dzieo wysokiej klasy artystycznej, nie uchronio to obrazu przed bdnym rozpoznaniem momentu przedstawionej na nim akcji, a take postaci biorcej w niej udzia. Jeszcze do niedawna historycy sztuki widzieli tu moment wydawania werdyktu, identyfikujc modzieca w ranym wiecu, stojcego w tumie po lewej stronie kompozycji, jako sdziego – Parysa. Przyczyni si do tego z pewnoci fakt, e posta ta w znaczcy sposb wyrnia si spord grupy biesiadnikw nie tylko swoj „wiwatujc” poz, ale take opromienieniem sonecznym wiatem. Tymczasem najnowsze badania przeprowadzone przez prof. Jerzego Mizioka z Uniwersytetu Warszawskiego wykazay, e „Sd Parysa” Siemiradzkiego nie przedstawia momentu wydawania wyroku przez pasterza, lecz celebracj chwili tu po ogoszeniu werdyktu, gdy najpikniejsza z bogi – Wenus – dziery ju zote jabko. Ponadto opromieniony modzieniec w wiecu nie jest Parysem, jak utrzymywano za Stanisawem Lewandowskim, pierwszym monografist Siemiradzkiego.

Henryk Siemiradzki, „Sd Parysa. Pantomima na tarasie paacu rzymskiego dostojnika”, 1892, 99 227 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Grande Biednale
Notatnik
Wojciech Delikta

Weneckie Biennale w peni, Documenta w Atenach i Kassel w szczytowej formie, Art Basel ju za nami, a Frieze Art Fair jeszcze przed. Te tumnie odwiedzane eventy to nie tylko prace Koonsa, Richtera, Eliassona, Abramovi, Hirsta czy Sherman (za ktrymi id niemae pienidze) wystawione na widok publiczny. To take okazja, by nad kieliszkiem szampana i blinami z kawiorem porozmawia o wielkich interesach. Sowem: bogactwo.
Tymczasem, przed kilkoma tygodniami w miecie stoecznym Warszawie odbya si pierwsza odsona „Biednale” – antytezy zachodnich festiwali przepychu. „Biednale”, bo bez budetu. Pierwotnie to biedne Biennale byo albumem fotografii na facebookowym profilu Fundacji Bc Zmiana. Wykonane przez jej pracownikw zdjcia przedstawiay fragmenty miejskiej przestrzeni (trzepaki, mietniki, znaki drogowe, parkany, budki sklepowe itp.), ktre – w wyniku zaniedbania, dewastacji czy uaskiej fantazji – zaczy przypomina dziea sztuki znane z kanonu lub potencjalnie si w niego wpisujce.

autor nieznany, Untitled („Splashing Piece”), Pozna, 10.03.2017, fot. Wojciech Delikta

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Kim jest Sasnal?
Notatnik
Karolina Staszak

Sasnal udzieli wywiadu take prasie. Jego lektura dostarcza nam namiastki moliwoci wielkiego malarza. Uprzedzam, e oceniam z wasnej perspektywy. Cho nie nale, jak Sasnal, do wspomnianej na wstpie elity – wicej nawet, mog by z rnych wzgldw postrzegana przez jej przedstawicieli jako osoba o zaciankowej mentalnoci – mog i potrafi rozmawia z ludmi z rnych opcji wiatopogldowo-politycznych. Wiadomo, e z jednymi lubi rozmawia bardziej, z innymi duo mniej, ale zasadniczo daj wszystkim prawo do posiadania nawet absurdalnych z mojej perspektywy pogldw, do ktrych mog si odnie w rozmowie. Z dowiadczenia wiem, e w ju naprawd trudnych przypadkach prawie zawsze mona znale taki neutralny obszar tematyczny, ktry pozwoli zrelaksowa si obu stronom.  Natomiast  Sasnal nawet nie dopuszcza do siebie myli o spokojnym dialogu z kim, kto myli inaczej ni on: „Nie wyobraam sobie, ebym mg przy jednym stole spokojnie rozmawia z kim, kto gosuje na PiS, lub w ogle rozmawia z kim, kto popiera marsze ONR”. Czy Sasnalowi nie przyszo do gowy, e uczestnicy kultury, wielbiciele malarstwa, w tym np. jego malarstwa, mog gosowa na PiS? Moe przyszo, ale uzna, e jest to drugi sort odbiorcw sztuki, ktrym nie warto si przejmowa? Ale dalej Sansal pokazuje, kto wedug niego jest, a raczej powinien by, na samym dnie ludzkich kategorii: „Miabym yczenie: eby przyszed taki deszcz, ktry zmitby cay ten endecki gnj do kanau”. Czy naprawd mona dzi – bez groby naraenia si na ostracyzm – demonstrowa tak nienawi?

The Krasnals, „Prostak w gnoju”, 2017, akryl na ptnie, 50 x 70 cm, dziki uprzejmoci artystw

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Nie grzeba w setupie!
Komentarz - niepokorny
Andrzej Biernacki

Nawet kompletny mato komputerowy (czyli – nie czarujmy si – wikszo dzisiejszych uytkownikw) wie, e s obszary dziaania tego sprztu, do ktrych nie wolno mu si zblia myl, nie mwic o pakowaniu tam swoich paluchw. Naley do nich, np. pakiet instalacyjny systemu operacyjnego oraz jego jdro – rodowisko niezbdne do uruchamiania i kontroli zada. Wprawdzie jako poukadania elementw tego rodowiska bezporednio wpywa na dziaania delikwenta przy klawiaturze, ale nawet on wie, e odwracanie tej sytuacji grozi kalectwem... przynajmniej komputera.
Zdaje si natomiast niewtpliwe to, e zasada ta w aden sposb nie dotyczy rodowiska sztuki, cho samo to rodowisko – zwaszcza w ostatnich latach – nad wyraz chtnie powouje si na rne systemowe analogie z ycia: socjologiczne, polityczne i wszelkie inne potoczne. Sowem, nie baczc na wasne kwalifikacje, tzw. rodowisko grzebie w systemie sztuki, ile wlezie, olewajc przy tym zdrowy rozsdek, a nawet obowizujce zapisy konstytucyjne (np. te, mwice o rwnoci podmiotw na rynku). No i, rzecz jasna, najmniej zwaajc na idce za tym ordynarne (d)efekty.

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Renata Rogoziska, Krzysztof Nosal, „Grzegorz Bednarski: Personifikacje”
Recenzja ksiki
Aleksandra Sikorska

„Grzegorz Bednarski: Personifikacje” to wydany w tym roku przez Zwizek Polskich Artystw Plastykw album powicony cyklowi prac o tym samym tytule autorstwa przedstawiciela figuracji krakowskiej – malarza i rysownika Grzegorza Bednarskiego. Album skada si z trzech czci. Pierwsza z nich – pira Renaty Rogoziskiej, nosi tytu „Grzegorza Bednarskiego bitwa o zbawienie” i odwouje si do sw samego artysty, ktry twierdzi, e „na kocu ycia nie o twrczo bdzie toczya si bitwa, ale o zbawienie”. Ci, ktrym twrczo Bednarskiego nie jest znana, otrzymuj zatem wyrany sygna, e maj do czynienia z artyst, dla ktrego istotne s zagadnienia metafizyczne. Rogoziska ujmuje specyfik twrczoci artysty, wskazujc na wane dla niego inspiracje. Najistotniejsz dla Bednarskiego jest religia, w mniejszym stopniu literatura (artysta zwrci szczegln uwag na „Bosk komedi” Dantego). Okazuje si take, e dla twrcy, szczeglnie w latach 80., niezwykle wany by take aktualny kontekst spoeczny, ktry wiza si z szersz tendencj, jak byo „nadmierne ureligijnienie” sztuki niezalenej, powstajcej w czasach pierwszej Solidarnoci.

Renata Rogoziska, Krzysztof Nosal, „Grzegorz Bednarski: Personifikacje”, ZPAP Okrg Krakowski, Krakw 2017, ss. 179

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Dofinansowano ze rodkw Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym

Artyku dostpny w wydaniu drukowanym